Aktualności

26 Czerwiec 2017 19:32
Rozsądna dekomunizacja

Jak można się było ostatnio dowiedzieć z lektury żyrardowskiej prasy, właśnie zakończył pracę Zespół ds. Upamiętnienia Historii Miasta Żyrardowa, który został powołany zarządzeniem Prezydenta Miasta, jako ciało opiniujące i doradcze w zakresie realizacji ustawy dekomunizacyjnej oraz rozpatrywania wniosków i uwag zgłaszanych w tym aspekcie przez mieszkańców miasta. Przypomnę, że głównym zadaniem ustawy dekomunizacyjnej jest strącenie z piedestałów i ścian budynków byłych „bohaterów” komunistycznej mitologii, którzy pomimo upływu ponad ćwierćwiecza od rozbratu narodu z tą „jedyną słuszną ideologią”, wciąż straszyli z tablic z nazwami ulic, pomników czy innych form upamiętnienia ich roli w historii.

Młodzież urodzona po 1989 roku, wolna od wszelkich indoktrynacji związanych z kultem jednostki czy idei, najczęściej przechodziła obok wyżej wskazanych wyrazów „wdzięczności narodu” zupełnie bezrefleksyjnie i zapewne na zadane pytanie kim był ten czy inny patron ulicy, nie miałaby zielonego pojęcia co odpowiedzieć. Trochę inaczej ma się sprawa
z tymi, którzy dekady budowy socjalizmu na naszej ziemi, znają z autopsji. Gloryfikacja zdrajców własnego narodu szczególnie mocno musiała boleć tych, którzy dobrodziejstwa socjalizmu mieli wpajane na własnej skórze milicyjnymi pałkami. Dlatego bez wątpienia należy uznać, że idea przyświecająca ustawie była jak najbardziej słuszna.

Tyle w teorii, teraz przechodzimy do części praktycznej zagadnienia. Z prasy dowiedziałem się, że w wyniku działania naszego rodzimego Zespołu przedstawiono rekomendację, aby zmienić nazwę ulicy 1 Maja na ulicę 3 Maja. Zmiana wydawałoby się niewielka – w końcu miesiąc pozostaje bez zmian, tylko cyfra wyższa. Jednakże żadna tego typu zmiana nie odbywa się bez określonych kosztów i pewnych perturbacji organizacyjnych. Koszt wymiany tabliczek z nazwą ulicy jest w tym wszystkim najmniej istotny. Ważniejsza jest konieczność wymiany dokumentów, przez wszystkich zameldowanych przy tej ulicy obywateli miasta. Wszystkie firmy, sklepy, punkty usługowe mające adres przy obecnej ul. 1 Maja będą miały ten sam problem. Oczywiście realizując założenia ustawy nie sposób uniknąć takich problemów. Jednakże inaczej ma się sprawa w przypadku zmiany ul. Feliksa Dzierżyńskiego (chociaż wierzę, że akurat pamięć po tym „bohaterze” wszędzie usunięto bez konieczności przynaglania przez ustawę), a inaczej jeśli chodzi o ul. 1 Maja.

Przypomnę, że święto to upamiętnia wydarzenia z pierwszych dni maja 1886 roku, które miały miejsce w Chicago. Ideologia komunistyczna z grubsza mówiąc, była wtedy dopiero w sferze teoretycznych dywagacji Marksa i dzieliły ją tysiące kilometrów od miejsca krwawych wydarzeń. Wtedy w Chicago robotnicy walczyli o ośmiogodzinny dzień pracy. Dlatego nie powinniśmy utożsamiać święta 1 Maja, które nota bene nadal obchodzimy i jest to w kalendarzu jeden z dni wolnych od pracy dla wszystkich, z obrazkami z czasów PRL-u, kiedy to kolejni pierwsi sekretarze z radością wymachiwali chorągiewką na trybunie, a lud „zmobilizowany” przez aktyw partyjny, dziarsko maszerował ulicami naszych miast. To było wypaczenie i wyraz zawłaszczenia przez komunistów święta, które było hołdem robotników dla robotników. Tym bardziej w Żyrardowie – mieście, które na każdym kroku akcentuje robotnicze korzenie, w mieście, gdzie jednym z głównych elementów Święta Lnu jest inscenizacja strajku szpularek – powinna istnieć ulica nawiązująca do robotniczych tradycji. Tych tradycji, które stały u podstaw ruchu robotniczego, a które później zawłaszczyli ideolodzy opętani żądzą władzy lub pragnący skonfrontować utopijną z natury wizję z rzeczywistością.

Podobnie rzecz się ma z Al. Partyzantów, którą Zespół rekomenduje zmienić na Al. Żołnierzy Wyklętych. Odnoszę wrażenie, że dzieje się tak na fali pewnej mody - że się tak wyrażę - na żołnierzy wyklętych. Jakkolwiek bezsprzecznie należy uznać heroizm i bezkompromisowość tych ludzi w walce z komunistycznymi władzami, to tym samym nie należy umniejszać zasług partyzantom wszelkich opcji, w walce z okupantem hitlerowskim. Gdybym miał ojca lub dziadka partyzanta, to poczułbym się urażony do żywego, że ich ofiarność, podejmowane ryzyko – często przypłacane zdrowiem lub życiem własnym i bliskich - jest mniej cenione, od poświęcenia żołnierzy wyklętych. Tym ostatnim bez wątpienia należy się patronat nad ulicami lub placami, zasługują też na pomniki. Tylko dlaczego kosztem partyzantów?

W Życiu Żyrardowa jest stała rubryka pt. „Tajemnice starego Żyrardowa i okolic”. Każdego tygodnia można sobie tam poczytać teksty Macieja Twardowskiego o czasach wojny i okupacji. Przyznam się szczerze, że dopóki nie zacząłem czytać tych tekstów, to nie miałem pojęcia ile akcji partyzanckich, czy też szerzej rozumianego ruchu oporu, miało miejsce na naszym terenie. Najczęściej ich bohaterami – często znanymi tylko z wojennych pseudonimów – są zwykli partyzanci, którzy to w ramach jednego z działających ugrupowań chwytali za broń, nie zastanawiając się, jak sztandar pod którym walczyli, będzie oceniany w kolejnych okresach dziejów. Dlatego bezsprzecznie należy im się pamięć i cześć dla ich odwagi i poświęcenia. Nie powinniśmy stosować gradacji komu się bardziej należy pomnik czy nazwa ulicy: partyzantowi czy żołnierzowi wyklętemu. I jedni i drudzy na to zasłużyli, a skoro partyzanci już swoją ulicę mają, to niech tak pozostanie, a dla żołnierzy wyklętych znajdźmy inną.

Podobnie nie chciałbym kiedyś wybierać czy ulicę Władysława Jagiełły przemianować na ulicę np. Jana III Sobieskiego. Czyje zasługi były większe? Dla mnie zarówno jeden jak i drugi monarcha zasługuje na swoje miejsce w historii. Zatem skoro obchodzimy święto 1 Maja i nam to nie przeszkadza, możemy się cieszyć wolnym od pracy dniem, to nie powinniśmy uprawiać hipokryzji, że ulica o tej nazwie to coś gorszącego. Podobnie, skoro całe rzesze partyzantów walczyły i zadawały ciężkie straty Niemcom, to nie możemy uznawać, że nieliczni w stosunku do nich żołnierze wyklęci, mieli znacząco większy wkład w naszej walce przeciwko okupantom. Przy okazji nie zapominajmy o żyjących i problemach, jakie może im przynieść taka radosna twórczość przy zmianie nazewnictwa ulic. Wyrażajmy naszą wdzięczność i pamięć dla tych, którzy na to zasługują przy nadawaniu nazw nowym ulicom i placom, a zmian dokonujmy tylko tam, gdzie jest to niezbędnie konieczne.

Takich wątpliwości może być oczywiście więcej. Trochę trudno sobie wyobrazić, że ul. Waryńskiego, popularnie zwana przez żyrardowian „waryniakiem”, będzie się teraz nazywała inaczej. Biorąc pod uwagę, że główną winą Waryńskiego jest fakt, że w okresie PRL-u nadzwyczaj gloryfikowano jego osobę i jego martyrologię, to należałoby zachować chłodny rozsądek w ocenie samej postaci. Był działaczem socjalistycznym, a przypomnę, że innemu znanemu działaczowi socjalistycznemu chcemy stawiać pomniki i nazywać jego imieniem ulice. Mam na myśli Józefa Piłsudskiego, którego zasług dla kraju od razu zaznaczam, nie zamierzam podważać.

Zatem kierujmy się w swoich ocenach zdrowym rozsądkiem, a nie aktualnymi trendami i polityczną poprawnością. Kończąc ten temat, chciałbym podobnie jak przed rokiem, życzyć wszystkim czytelnikom moich felietonów udanych i bezpiecznych wakacji. Odpocznijcie od pracy i polityki: tej wielkiej i tej małej - naszej lokalnej. Odpocznijcie też ode mnie. Do wymiany myśli i poglądów zapraszam wraz z nowym rokiem szkolnym. Chyba, że rzeczywistość na to nie pozwoli i trzeba będzie zabrać głos wcześniej.
Message image
23 Czerwiec 2017 11:37
Bardzo dziękuje za pamięć🙏❤️ wszystkim uczniom i pedagogom życzę udanych wakacji 🤗
Message image
19 Czerwiec 2017 20:28
A nie mówiłem?

Tematy, które mają być poruszone na najbliższej Sesji Rady Miasta, która odbędzie się 22.06 o godz. 14, sprowokowały mnie do kilku refleksji na temat długofalowego spojrzenia na rozwój miasta. Bazując na naszych doświadczeniach ze stylami zarządzania miastem, możemy śmiało wysunąć tezę, że każdorazowo mamy do czynienia z rządzeniem typu „tu i teraz”, a chyba jeszcze nie mieliśmy szczęścia do obcowania z wizjonerem, który widziałby to miasto w perspektywie 25 lat do przodu. W sumie chyba nie powinno to dziwić, bo zwykle każdy kolejny prezydent prowadzi swoje działania w oparciu o kalkulację szans na kolejną kadencję, a jak miasto będzie wyglądało za ćwierć wieku, to już jest to zmartwienie odległych następców. Szkoda, że tak się dzieje, bo szeroki kontekst historyczny, ekonomiczny, socjalny i kulturowy, pozwoliłyby na tworzenie i wprowadzanie w życie takich rozwiązań-planów, które eliminowałyby błędne decyzje związane z pozbywaniem się elementów majątku miasta lub niewłaściwym nadawaniem nowych funkcji istniejącej infrastrukturze.

Zwykły mieszkaniec miasta najczęściej nie myśli o tym, że miasto ma swoje granice. Tak jak działka przysłowiowego Kowalskiego ma określoną wielkość, tak i nasze (i każde inne miasto) jest właścicielem obszaru, poza którym kończy się jego jurysdykcja. Zatem miejmy świadomość, że przeznaczając na cokolwiek grunty w naszym mieście, wykorzystujemy część ograniczonych zasobów, których w większości przypadków nie będziemy mieli możliwości odtworzenia. Dlaczego o tym piszę? Otóż każdy świadomy żyrardowianin wie o istniejącym od lat problemie związanym z naszą nekropolią i jej powoli - acz nieuchronnie - wyczerpującymi się możliwościami dotyczącymi nowych pochówków. Oczywiście na kilka najbliższych lat jeszcze jesteśmy zabezpieczeni, jednak już teraz trzeba myśleć o tym, gdzie będziemy grzebać naszych zmarłych za lat 10 lub więcej. Do tego tematu przymierzano się już za poprzednich kadencji i wtedy przeważała opcja wyznaczenia nowego cmentarza na peryferiach miasta lub poza jego granicami. O ile się nie mylę, to nawet kupiono w tym celu jakieś grunty. Obecnie zdaje się dominować koncepcja w myśl której nowy cmentarz będzie zlokalizowany przy ul. Spokojnej, na działce zlokalizowanej vis a vis istniejącego cmentarza. Co może przemawiać za taką lokalizacją? Chyba głównym argumentem jest fakt położenia w bezpośredniej bliskości obecnego cmentarza.

Odwiedzający groby zmarłych nie musieliby jeździć w różne lokalizacje, co zwłaszcza w Święto Zmarłych, dla ludzi starszych mających problemy z przemieszczaniem się, może być korzystnym rozwiązaniem. Jednakże taki wariant ma również swoje minusy. Po pierwsze, należy sobie zadać pytanie czy przeznaczanie gruntów w bezpośredniej bliskości centrum miasta akurat na potrzeby cmentarza, w perspektywie długookresowej jest korzystne dla jego rozwoju? Ograniczone zasoby, o których pisałem wyżej, to właśnie atrakcyjne działki w centrum miasta. Zdaję sobie sprawę, że ta konkretna działka nie należy do miasta, ale miasto ma mnóstwo narzędzi, aby kiedyś taką działkę pozyskać lub określić jej wykorzystanie zgodnie z kierunkiem rozwoju, który samo nakreśli.

Dzisiaj raczej lokalizuje się nowe nekropolie poza miastami (tak jak przewidywała to pierwotna koncepcja) z uwagi na niższe ceny gruntów, łatwość zorganizowania dużej ilości miejsc parkingowych oraz wyprowadzenia ruchu związanego z odwiedzaniem miejsc pochówku na mniej zatłoczone obszary. Niebagatelne znaczenie odgrywa pewnie także możliwość późniejszego powiększania obszaru cmentarza.

W obecnej koncepcji, powiększenie cmentarza w wyżej wskazanej lokalizacji przede wszystkim rozwiąże problem jedynie na kilkanaście lat, ale przy okazji „przesunie” cmentarz niemalże pod okna bloków mieszkalnych, zlokalizowanych w bezpośrednim sąsiedztwie branego pod uwagę placu. Kiedyś w PRL-u budowano osiedla mieszkaniowe prawie pozbawione parkingów. Dlaczego? Z prostej przyczyny: zakładano, że samochodem będzie dysponował sekretarz partii, lekarz, może jeszcze adwokat. Po latach okazało się, że samochód może mieć już każdy i dzisiaj na starych osiedlach dusimy się od wszędzie parkujących samochodów. Ktoś kiedyś nie potrafił sobie wyobrazić, dzisiejszego modelu funkcjonowania miasta i jego mieszkańców. Nie popełniajmy dawnych błędów.

Zabawmy się zatem w wizjonerów: jaki będzie Żyrardów za 25 lat? Jakie tereny będą wtedy najatrakcyjniejsze, a co za tym idzie także najdroższe dla potencjalnych inwestorów, deweloperów czy samych mieszkańców miasta? Nie trzeba być Nostradamusem aby ocenić, że te w ścisłym centrum lub do niego przylegające. W naszym mieście „oś życia” przebiega wzdłuż ul. 1 Maja. Każda z ulic odchodząca od tej arterii ma szansę w przyszłości być bardzo atrakcyjną lokalizacją dającą miastu rozwój i nowe życie. Dlatego jakkolwiek popieram budowę nowego domu komunalnego (jak przeczytałem w gazecie dopiero drugiego takiego obiektu od 1990 r.), to do jego lokalizacji przy ul. Waryńskiego już nie jestem przekonany.

Wiem, że dzisiejszy obraz tej ulicy nie jest pocztówkowy, ale jest to ścisłe centrum miasta i cena metra ziemi w tym rejonie powinna być najwyższa, a sama lokalizacja winna być zarezerwowana na cele inwestycyjne, ale o charakterze biznesowym. Budowany właśnie dom komunalny dużo lepiej pasowałby do działki, na której planuje się powiększenie cmentarza. Niemniej jednak na najbliższej Sesji Rady Miasta ma być uchwalane przystąpienie do sporządzenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla obszaru, w którym znajduje się działka z planowanym przeznaczeniem powiększenia istniejącego cmentarza. Wydaje mi się, że jest to na tyle istotna kwestia, że mieszkańcy powinni wypowiedzieć w tej sprawie swoje zdanie, do czego gorąco zachęcam.

Drugim tematem mającym być uchwalonym na tej samej sesji, jest emisja obligacji komunalnych Miasta Żyrardów, na łączną kwotę 25 mln zł. Zdaje się, że historia właśnie zatoczyła koło. Od dwóch lat z ust wszystkich nowych władców Żyrardowa słyszymy, jak bardzo nasze miasto było zadłużone. A czy emisja obligacji na taką kwotę nie jest zadłużaniem miasta? Obligacje nie są przecież niczym innym jak papierem dłużnym. Rozumiem, że Prezydent doszedł do wniosku, że bez pieniędzy nie da się nadać rozpędu inwestycjom, a zatem i rozwojowi miasta. Chciałoby się powiedzieć: „a nie mówiłem?” Tak jak w biznesie, tak i w takim organizmie jakim jest miasto, to pieniądz generuje ruch i determinuje rozwój. Brak dopływu świeżego pieniądza to stagnacja, a w dalszej kolejności degradacja.

Od dawna powtarzam, że miasto jest głównie depozytariuszem naszych środków finansowych i jedynie odpowiada za ich właściwe rozdysponowanie. Natomiast głównym „dostawcą” pieniędzy jest mały, średni i duży biznes. Stojąc przez większą część kadencji plecami do lokalnego biznesu (ale nie tylko lokalnego, bo ci którzy do nas pukają, też mogą głównie prezydenckie plecy obejrzeć), trzeba w końcu sięgnąć po pożyczki. Obligacje to także forma pożyczki. Czy zatem Panie Prezydencie nie jest hipokryzją odsądzanie od czci i wiary poprzedników za pożyczki przez nich zaciągnięte, robiąc samemu to samo? Obligacje trzeba będzie kiedyś wykupić. Pytanie skąd znajdą się na to pieniądze? Ale tutaj dochodzimy do początku felietonu. Kwestia wizji miasta w przyszłości przegrywa z myśleniem krótkoterminowym, ponieważ o wykup ponad połowy obligacji będą musieli się martwić następcy obecnej ekipy. Przypadnie ona na lata 2023 – 2025, a my pewnie będziemy mogli wtedy usłyszeć utyskiwania nad niegospodarnością poprzedników. I tak historia nadal będzie toczyła się kołem.

Czy musi tak być? Jeżeli zaczniemy traktować kolejne sesje Rady Miasta jako forum, na którym możemy wyrazić swoje poglądy i opinie, to być może skuteczniej będziemy oddziaływać na decyzje podejmowane przez Radę Miasta. Zacznijmy mówić o naszych oczekiwaniach względem władz nie tylko na forach internetowych, ale przede wszystkim jako bezpośredni i żywy głos udzielający mandatu swoim przedstawicielom, którzy niestety nader często zapominają kogo reprezentują.
Message image