Aktualności

20 Listopad 2017 19:01
Dobrodziejstwo czy przekleństwo?

Jednym z najbardziej aktualnych tematów ze sfery inwestycyjnej jest budowa Centralnego Portu Lotniczego. Skala inwestycji jak ją przedstawiają media – oczywiście za komunikatami rządowymi – jest tak wielka, że możemy ją porównać ze sztandarowymi budowami epoki socjalizmu. Poraża skala i rozmach, a to powoduje, że każdy o tej inwestycji słyszał i większość ma na jej temat jakieś własne zdanie. Dominuje oczywiście pozytywne nastawienie, bo to przecież szansa na zarobienie pieniędzy zarówno dla przedsiębiorców jak i poszukujących zatrudnienia.

Zapewne wraz z oddaleniem geograficznym od miejsca planowanej budowy, emocje ulegają wyciszeniu, a ocena nabiera bardziej chłodnego i obiektywnego charakteru. W końcu skutki czy to pozytywne czy negatywne tej gigantycznej inwestycji najbardziej odczują mieszkańcy gminy Baranów oraz tych najbliżej położonych. Jak się okazuje mieszkańcy wspomnianej gminy bardziej są zaniepokojeni niż ucieszeni, że to akurat na nich padło. Wszystkiemu winien jest brak rzetelnych informacji pochodzących ze sfer rządowych, a konkretnie z odpowiedzialnego za realizację tych planów ministerstwa.

W prasie i innych mediach kolejne doniesienia uszczegóławiają co miałoby wchodzić w zakres inwestycji. Okazuje się, że hasło „nowy port lotniczy” to tak naprawdę projekt bardziej przypominający powstanie Nowej Huty (oczywiście jest to porównanie z pewną dozą przesady) niż budowę lotniska w Modlinie. Planuje się rozbudowę linii kolejowych, budowę centrów konferencyjnych i hotelowych, co w efekcie stworzy mini miasteczko z bardzo rozbudowaną i różnorodną infrastrukturą. Poza tym przy takiej żyle złota jaką dla biznesu jest tej skali inwestycja, od razu pojawią się różne projekty towarzyszące, które nie będą już autoryzowane przez rząd, ale będące wynikiem przedsiębiorczości i pomysłowości biznesmenów, którzy lokalizując biznes w tak zacnym sąsiedztwie zwielokrotnią szanse jego powodzenia i potencjalnego sukcesu.

Tymczasem przeciętny mieszkaniec wybranej gminy patrząc w okno zastanawia się, co zobaczy za tym samym oknem już za kilka lat? Wizja podobnej inwestycji pojawiła się już dobrych parę lat temu. „Pole, pole, łyse pole, ale mam już plan” – wydaje się znajome? Dalej już parafrazując: tu na razie jest ściernisko, ale będzie… lotnisko. Tak nieco żartobliwie można się odnieść do postrzegania tej sztandarowej inwestycji przez miejscowych słowami przeboju zespołu Golec uOrkiestra. Oni widzą nie tyle ściernisko, co własne pola, które na chwilę obecną są źródłem ich utrzymania. Jednakże zainteresowanym wcale nie jest do śmiechu.

Ostatnio robiąc zakupy na naszym ryneczku zostałem w tym właśnie temacie zagadnięty przez pana, u którego zwykle kupuję ziemniaki. Ów pan stojący zawsze po środku głównej alei, sprzedający wyłącznie ziemniaki notabene najlepsze na rynku powiedział mi, że za utraconą ziemię mają dostać po 10 zł za m2. Nie wiem czy jest to już oficjalna cena jaką za działki mają płacić władze czy tylko lokalna plotka. Nie o to w tej chwili chodzi. Chodzi o brak rzetelnej informacji o całym procesie inwestycyjnym i o tym co dla mieszkańców jest najważniejsze – o zasadach wywłaszczania obecnych właścicieli pod przyszłą inwestycję.

Ludzie mieszkający na terenach przewidzianych pod budowę Centralnego Portu Lotniczego boją się utraty ojcowizny, jak często nazywają swoje pola, za pieniądze nie odpowiadające ich oczekiwaniom. Straszą siebie nawzajem możliwością zastosowania w tym przypadku spec ustawy, która odbierze im ich działki, dając w zamian pieniądze, które uniemożliwią odbudowę źródła dotychczasowego dochodu w nowym miejscu ich życia. Wszyscy słuchając o planach budowy nowego lotniska widzimy głównie pozytywy. Szczególnie my Żyrardowianie będący w bardzo bliskim sąsiedztwie cieszymy się, że ta inwestycja stanie się dziejową szansą dla naszego miasta. Jeżeli plany się ziszczą, to tak zapewne będzie. Dla nas niewątpliwie taka lokalizacja to dobrodziejstwo jakie po latach marazmu w rozwoju miasta przytrafia nam się zupełnie niespodziewanie.

Miłość własna każe nam także wierzyć, że zupełnie zasłużenie. Jednakże pamiętajmy, że niedaleko nas mieszkają ludzie, którzy zaczęli odczuwać niepewność związaną ze swoimi przyszłymi losami. Boją się, a strach budzi w ich umysłach coraz to nowe i coraz to bardziej krzywdzące ich scenariusze. Oczywiście ani ja, ani nikt z czytających te słowa nie ma wpływu na to co się wydarzy w temacie kluczowej inwestycji najbliższego dziesięciolecia. Jednak może przez przypadek przeczyta te słowa ktoś wpływowy, ktoś kto ma realny wpływ na bieżącą politykę i weźmie pod uwagę obawy i troski zwykłych ludzi, mieszkańców gminy Baranów, których dotychczasowe życie uległo w pewnym stopniu „zawieszeniu” w oczekiwaniu na to co ma nastąpić.

Dla nich rządowe plany to na razie bardziej przekleństwo niż dobrodziejstwo. Ja w takiej sytuacji od razu mam przed oczami pana sprzedającego ziemniaki i jego zatroskaną twarz. Patrząc po ile sprzedaje swoje płody rolne i jaką ich ilość przywozi jednorazowo na nasz ryneczek, mogę z grubsza ocenić jego przychody. Być może nie musi się niczego obawiać i dla niego także jest to życiowa szansa tylko jeszcze o tym nie wie. Gdyby równocześnie z informowaniem ogółu społeczeństwa prowadzono politykę rzetelnej informacji dla lokalnej ludności w myśl zasady: nic o nas bez nas, to z pewnością wykluczyłoby to wszelkie spekulacje, które są codzienną udręką bezpośrednio zainteresowanych o losy ich własności. Miło byłoby mieć świadomość, że nikt na tej inwestycji nie stracił, że nie została okupiona łzami goryczy, a wszyscy bez wyjątku traktują ją jak dobrodziejstwo – nasze wspólne, narodowe.
Message image
13 Listopad 2017 19:00
Niepodległość

W miniony weekend świętowaliśmy 99. rocznicę odzyskania niepodległości. Dopiero za rok będziemy świętowali okrągłą setkę. Jak się głębiej nad tym zastanowimy, to wydaje się nieprawdopodobne, że to tylko 99 lat minęło. Oglądając fotografie z tego szczególnego dla naszej państwowości roku 1918 czy nieliczne filmy z tego okresu, widzimy zupełnie inny świat.

Groteskowo poruszające się na celuloidowych taśmach postacie, ubiory nie mające nic wspólnego z wygodą albo praktycznym użytkowaniem, ludzi z innej epoki. Od tych wydarzeń nie minął jeszcze nawet wiek, a w międzyczasie był czas i na II Rzeczpospolitą i na II Wojnę Światową i na komunizm w wydaniu PRL-owskim i na naszą III Rzeczpospolitą. Niektórzy już nawet próbowali proklamować IV RP. Skala zmian jakie nastąpiły na świecie w ciągu ostatnich 100 lat jest porażająca. Na co dzień w gonitwie dzisiejszego świata nie ma czasu na przemyślenia dotyczące zachodzących w długim okresie zmian. Dopiero takie rocznice uwydatniają skalę tego zjawiska. Jak wspomniałem dużo się od czasu odzyskania niepodległości wydarzyło – na świecie i w Polsce.

Dzisiaj bez przeszkód możemy na ten temat poczytać, zobaczyć zachowane materiały filmowe, żyjemy wszak w społeczeństwie informatycznym. Szeroki dostęp do informacji jest dla nas czymś priorytetowym i faktycznie zaspokajanym na każdym możliwym polu i poziomie. Z tym większym więc szacunkiem powinniśmy patrzeć na osiągnięcie naszych przodków polegające na zachowaniu narodowej tożsamości przez okres 123 lat zaborów. To jeszcze ćwierć wieku dłużej niż minęło od naszego ponownego pojawienia się na mapach Europy. Przez 123 lata ludzie żyjący w zupełnie innym świecie pomimo wszystkich ówczesnych ograniczeń i restrykcji, potrafili utrzymać poczucie przynależności do narodu polskiego. Narodu, który sąsiedzi postanowili skazać na niebyt poprzez przymusową asymilację z własnymi społeczeństwami i wartościami przez nie reprezentowanymi. Po tak długim okresie Polacy potrafili nadal czuć się Polakami, potrafili tęsknić za wolną ojczyzną i wreszcie umieli swoje pragnienia przeobrazić w czyny, które faktycznie nam tą wolność przyniosły.

Z naszej dzisiejszej perspektywy odzyskanie niepodległości w 1918 roku wygląda na proces prosty i oczywisty, będący konsekwencją sytuacji geopolitycznej jaka się wytworzyła w czasie Wojny Światowej. To niestety bardzo duże uproszczenie. Ta wolność była nam obiecana, ale każde z mocarstw biorących udział w wojnie inaczej ją widziało i inne interesy chciało tym sposobem zrealizować. Obchodząc ponownie po przerwie związanej z II Wojną Światową i okresem PRL-u Narodowe Święto Niepodległości, co roku widzimy podobne obrazki: mamy manifestacje i kontrmanifestacje. Niby wszyscy świętują to samo święto, niby wszystkim przyświeca duch patriotyzmu, ale jednak z jakiegoś powodu nie stać nas jako społeczeństwa na wspólne obchody ponad podziałami, a zawsze jest okazja żeby zamanifestować przy okazji coś „przeciw”: przeciw innym Polakom, innym światopoglądom, innym wartościom, a w końcu wszelkim „innościom” jakie przyjdą do głowy „jedynym prawdziwym patriotom”. Nawet ponad stuletnia niewola nie była dla nas dostateczną nauczką, że bez jedności, bez zgody ogólnonarodowej, każde społeczeństwo jest słabsze, a przez to bardziej narażone na wrogie działanie różnych sił zewnętrznych.

Różnice zdań na temat metod rządzenia krajem, na temat rozwiązywania problemów społecznych, ekonomicznych, międzynarodowych etc. istnieją podejrzewam w każdym kraju, w każdej społeczności. Jednakże funkcjonują pewne wartości kardynalne, wokół których naród powinien się jednoczyć, a nie kłócić i manifestować istniejące podziały. Od wielu lat obchody Święta Niepodległości muszą być organizowane przy mobilizacji zwiększonych sił policyjnych. Tegoroczne obchody można powiedzieć, że przebiegły spokojniej w stosunku do niektórych „obchodów” z lat ubiegłych. Starcia, burdy, niszczenie mienia publicznego i prywatnego to niejednokrotnie główne obrazy towarzyszące manifestowaniu swojego „patriotyzmu” i radości z odzyskanej niemal wiek temu wolności. Miejmy nadzieję, że tegoroczne spokojniejsze celebrowanie święta będzie dobrym zwiastunem przed okrągłą setną rocznicą, jaką będziemy obchodzili już za rok.

Jadąc samochodem w przeddzień rocznicy 11. Listopada widziałem kolumny pojazdów policyjnych ciągnących do stolicy. Chciałbym myśleć, że takie siły Policji są potrzebne z uwagi na potencjalne zagrożenie terrorystyczne jakie w Europie naszych czasów jest niestety realne. Byłby to przejaw troski państwa o nasze – obywateli tego państwa – bezpieczeństwo. Trzeźwy osąd kazał mi jednak zakładać, że te siły są mobilizowane aby bronić Polaków przed Polakami. Gdyby jedni chcieli pokazać drugim, że ich polskość jest bardziej polska. Niepodległość to dar kilku pokoleń naszych przodków żyjących
w czasach zaborów, a umiejących zachować i pielęgnować narodowe wartości, tradycje, obyczaje – jednym słowem polskość w każdym tego słowa znaczeniu.

My współcześni mamy problem żeby razem, bez odwracania się do siebie plecami pokazać się na oficjalnych obchodach państwowych. Politycy zawsze mieli tendencje do polaryzowania społeczeństwa. To daje bowiem szansę na wyłonienie się z tłumów i zrobienie własnej kariery. Jako społeczeństwo, które zwykle otrzymuje owoce takich postaw powinniśmy pilnować i wywierać presję, aby tak ważne święta dla naszego narodu były krokiem ku jednoczeniu i pojednaniu, a nie pretekstem do rozróby i zawłaszczaniem narodowego dziedzictwa w ramach określonej aktualnie dominującej opcji politycznej. Jaka by to opcja nie była.

Życzmy sobie zatem prawdziwie patriotycznych, pokojowych i utrzymanych w duchu jedności narodowej obchodów Narodowego Święta Niepodległości w 2018 r.
Message image
6 Listopad 2017 20:08
Wrażliwość Prezydenta

Urząd prezydenta miasta to najbardziej eksponowana i publiczna z publicznych funkcji w samorządzie lokalnym. Osoba podejmująca się jej pełnienia decyduje się z jednej strony na rezygnację w dużej mierze z części prywatności, a z drugiej strony poprzez domniemanie i przyjęte obyczaje godzi się poddawać społecznej ocenie i krytyce. Tak w teorii powinno wyglądać sprawowanie urzędu w kontekście etyki, transparentności i dobrych obyczajów. W praktyce jednak różnie z tym bywa.

W odniesieniu do powyższego ciekawie przedstawia się sprawa pozwania szefa Stowarzyszenia „Chcemy wiedzieć” przez Prezydenta Żyrardowa za rzekome znieważenie jego osoby. Oczywiście każdy ma pełne prawo do oceny tego, co go znieważa, a co nie i do ewentualnego poddania swoich odczuć pod osąd niezawisłego sądu. Prezydent miasta nie stanowi tutaj wyjątku i też ma takie prawo. Zastanawia jednak potencjalny powód takiego rozwoju sytuacji. Jak można było przeczytać w jednej z naszych gazet, źródło konfliktu ma się znajdować w ujawnieniu w sieci przez wspomniane Stowarzyszenie faktur dotyczących II. Balu Charytatywnego Prezydenta Miasta Żyrardowa. O tym, że prawdopodobnie bal był w organizacji znacznie droższy niż potencjalne korzyści „charytatywne” przypuszczałem już dawno, wcale nie oglądając wystawionych za jego organizację faktur.

Ktoś kto organizował jakąkolwiek dużą imprezę zdaje sobie sprawę z poziomu kosztów. Ponadto impreza organizowana przez podmiot publiczny to o jakieś 50% większe wydatki niż gdyby organizował to jakikolwiek przedsiębiorca, firma czy ktokolwiek dysponujący własnymi, a nie powierzonymi finansami. Dlaczego? W urzędniczym świecie tak już jest, że albo nikomu nie zależy na tym jak duże pieniądze zostaną wydane (bo w końcu wydaje się nie swoje więc nie boli), albo nie ma nikogo, kto umiałby skutecznie negocjować stawki uwzględniające wszelkie atuty stojące po stronie zamawiającego/kupującego, tutaj: Urzędu Miasta.

Ponieważ byłem uczestnikiem tego balu, to mam wiedzę naocznego świadka jak bal wyglądał, jaka była frekwencja i jakie atrakcje. Osobiście uważam, że to czego byłem świadkiem – mówię o balu – musiało kosztować więcej niż wykazuje to Stowarzyszenie. Jednakże uważam, że sam bal jako wydarzenie integrujące różne środowiska naszego miasta, organizowany pod patronatem głowy miasta jest jak najbardziej potrzebny. W jednym z sąsiednich miast taki bal jest organizowany od wielu lat i przez wszystkich oceniany jako potrzebny i służący społeczeństwu miasta. Dobrze, że i u nas tego rodzaju impreza się pojawiła. Pierwiastek charytatywności towarzyszący temu wydarzeniu jest wtórny. To element wzbogacający i dający szansę określonych benefitów aktualnie wybranym potrzebującym. Niemniej jednak główny cel organizacji balu powinien być jednoznaczny: integracja różnych środowisk miasta w miłej i niekrępującej atmosferze.

Uczestnikiem balu może być każdy kto zakupi bilet. Tak więc nie ma barier (poza finansowymi, ale te o różnym poziomie istnieją zawsze i wszędzie), które uniemożliwiałyby wzięcie udziału w zabawie, w towarzystwie urzędującego prezydenta miasta. Oczywiście taki bal musi mieć określoną oprawę. Powaga urzędu wymaga aby poziom imprezy był odpowiednio imponujący. Jednakże należałoby z pełną świadomością zaplanować wydatki z tym związane w budżecie miasta. To z kolei pozwoliłoby właściwie kalkulować ceny biletów, ilość i koszty poszczególnych atrakcji oraz być może konieczność pozyskania wsparcia sponsorów.

Jeżeli jednak Urząd Miasta z założenia będzie chciał zamydlić oczy mieszkańcom i zachować fałszywie rozumianą poprawność polityczną „sprzedając” mieszkańcom bal jako tanią imprezę charytatywną, to pojawi się problem konieczności ukrywania części kosztów przed opinią publiczną. Obecnie mamy widoczną różnicę zdań pomiędzy Prezydentem Żyrardowa, a Stowarzyszeniem „Chcemy wiedzieć” dotyczącą kosztów organizacji balu i kwestii ich jawności. Przyznaję rację Prezydentowi, że taki bal jest miastu i jego mieszkańcom potrzebny. Przyznaję także rację Stowarzyszeniu, że ma prawo – jak i my wszyscy – wiedzieć, ile taka impreza miasto kosztuje i kto dokładnie za to płaci. W czym więc problem? Właśnie w tym, że władze naszego miasta często starają się trochę faktów przed nami ukryć. Gdyby funkcjonowało transparentne podejście do kwestii wydawania miejskich pieniędzy, to nie byłoby problemu z odpowiedziami na kłopotliwe pytania. Niestety bal to nie jedyny przykład ukrywania rzeczywistego finansowania. Telewizja Żyrardowska to kolejny podmiot funkcjonujący w takim niejasnym systemie wydatkowania naszych pieniędzy.

Czemu więc władze nie dostrzegają konieczności uporządkowania tego stanu rzeczy i wprowadzenia przejrzystych zasad finansowania? Większość z nas zna powiedzenie, że „w mętnej wodzie dobrze ryby łowić”. Utrzymując niejasne, zawoalowane metody finansowania można przy okazji realizować inne cele, które nie zawsze powinny być widoczne dla wszystkich. Wszak mógłby na tym ucierpieć autorytet władzy. Jednakże przykład sporu pomiędzy Prezydentem i Stowarzyszeniem pokazuje, że brak transparentności też może godzić we wrażliwość zainteresowanej strony, w tym przypadku Prezydenta Miasta. Osobiście odbieram to tak, jak prezes Stowarzyszenia jako próbę zastraszenia i zamknięcia ust, zwłaszcza biorąc pod uwagę kwotę zadośćuczynienia jakiej domaga się Prezydent. Żądana kwota 100 tys. złotych jest absolutnie nieadekwatna ani do poziomu dochodów którejkolwiek ze stron, jak i do skali zarzucanego przewinienia. Nie tędy droga Panie Prezydencie. Wytaczanie procesów obywatelom chcącym wiedzieć więcej raczej popularności Panu nie przysporzy. Sugerowałbym wyciągnięcie odpowiednich wniosków i przygotowania do kolejnego balu – zakładam, że taki się odbędzie – od razu prowadzić w świetle reflektorów i z przejrzystą sferą finansową. W moim przekonaniu taki bal wcale nie musi się organizatorom zwracać.

Trzeba przyjąć, że jest to dla miasta taki sam koszt, jakim jest występ znanego artysty podczas Święta Lnu. Jednakże zawczasu powinien być określony akceptowalny poziom tego kosztu, na ile miasto może sobie pozwolić, a ile powinno pozyskać ze sprzedaży biletów i od sponsorów. Większość z nas mogłaby rzec: nic odkrywczego, a jednak ta prosta zasada w naszym mieście zdaje się nie zawsze funkcjonować. Zamiast tego cierpi wrażliwość Prezydenta, który czuje się osobiście znieważany próbami dociekania prawdy jakby zapominając, że przyjmując na siebie urząd decyduje się przede wszystkim na przestrzeganie określonych zasad, a w konsekwencji poddaje się obywatelskiej kontroli swoich działań, o czym wspominałem na wstępie niniejszego tekstu.
Message image