Aktualności

18 Wrzesień 2017 19:55
„Zdrady” w Urzędzie Miasta

Zdrada jako postępek może mieć szeroki kontekst i dotyczyć wielu sfer naszego życia i obyczajowości. Gdybyśmy chcieli stworzyć hierarchię niegodziwości opartej na zdradzie, to zapewne na jej szczycie umieścilibyśmy zdradę ojczyzny – ziemi, która nas wykarmiła i społeczności, której byliśmy częścią, stanowiąc ogniwo w historycznej ciągłości narodu.

Tego rodzaju zdrada boli najbardziej, bo osoba zdrajcy sprzeniewierza się nie tylko własnej grupie etnicznej, ale całemu dziedzictwu swoich przodków. Ich dokonaniom, ideałom którym hołdowali i byli wierni, ale także ofiarom jakie w imię swojej ojczyzny i narodowości ponosili. Wszystkie inne zdrady chociaż zawsze oceniane negatywnie (często nawet przez tych, którzy akurat na nich korzystają, okazując jawną pogardę dla zdrajcy) nie mają aż tak wielkiego ładunku emocjonalnego jak zdrada kraju.

Dlatego zdradę ideałów, prezentowanego światopoglądu, wyznawanej wiary, czy najbardziej powszechną zdradę małżeńską lub towarzyską – godzącą w przyjaciół, zwykle przyjmujemy z większym spokojem i mniejszym wzburzeniem. Częściowo wynika to z powszechności tego zjawiska. Politycy zmieniają barwy polityczne niczym garderobę w nowym sezonie. Nic sobie nie robią z wcześniejszych deklaracji i głoszonych poglądów. Bez cienia wstydu i jakiegokolwiek skrępowania głoszą hasła z przeciwnego bieguna w stosunku, do uprzednio prezentowanych. Myślę, że pospolitość takiego zachowania – bo tak już możemy mówić z racji częstotliwości występowania – wynika z naszego cichego przyzwolenia.

Gdyby polityk permanentnie zmieniający poglądy polityczne niczym wąż skórę, był marginalizowany w życiu publicznym i nie był przygarniany przez kolejne partie chcące skorzystać na wykreowanym już nazwisku, to każdy następny chcący pójść w jego ślady wielokrotnie przemyślałby temat, za nim by się na taki krok zdecydował. My sami oddając głos na takich „skoczków” wielopartyjnych, sankcjonujemy zdradę wcześniej wyznawanych poglądów jako coś naturalnego. Oczywiście człowiek w procesie dorastania obywatelskiego, wzrostu świadomości społecznej i politycznej ma prawo do zmiany swoich poglądów, ale na Boga nie co 4 lata, przed każdą kolejną kampanią wyborczą!

Podobnie rzecz się ma ze zdradą towarzyską. Motywy często są takie same jak u polityków: chęć zrobienia kariery i związany z nią wybór „szybszej ścieżki”, zawiść, zazdrość lub chciwość – bo ktoś może coś zaoferować, kupując sobie takiego „przyjaciela” na określony czas, w jakim jest mu potrzebny. Jakiekolwiek motywy nie towarzyszyłyby temu zjawisku, to jakie uzasadnienia nie byłyby prezentowane na potrzeby tzw. opinii społecznej (tutaj rozumianej także jako grono wspólnych znajomych, rodzina itp.), to zdrajca zawsze jest postacią negatywną, a zdradzany zasługuje na współczucie związane z tym, co go spotkało.

Piętno zdrajcy jest potęgowane przez tradycję wynikającą wprost z Ewangelii, gdzie postać najsłynniejszego zdrajcy w historii – Judasza, który zdradził swojego mistrza i nauczyciela, na zawsze zdeterminowała postrzeganie tego rodzaju negatywnych bohaterów. O zdradach małżeńskich chyba nawet nie ma co wspominać, bo w czasach gdy w niektórych miastach w skali roku jest więcej spraw rozwodowych w sądach niż zawieranych małżeństw, oznacza tylko, że jest to zjawisko nad wyraz powszechne.

Ta garść refleksji dotyczących zdrad wszelakich przyszła mi na myśl po telefonie do naszego Urzędu Miasta. Nie dlatego żeby - broń Boże - upatrywać wśród naszej władzy reprezentantów poszczególnych kategorii zdrad, bo przecież gdyby takowi byli, to zapewne nie śmieliby z podniesionym czołem występować przed naszą lokalną społecznością. Otóż w słuchawce telefonu usłyszałem jako zapowiedź głos znanego lektora. Znanego z podkładania głosu do wielu filmów, znanego z telewizji – także naszej, lokalnej - oraz z emitowanego w jednej ze stacji telewizyjnych serialu „Zdrady”. W swoim życiu prywatnym
i biznesowym wciąż gdzieś dzwonię.

Często czekam z telefonem w ręku na połączenie z właściwym działem czy departamentem, słuchając głosu instruującego w jaki sposób mam się przełączać. Jednakże nigdy, ani w przypadku najważniejszych urzędów w Polsce, ani największych firm komercyjnych nie spotkałem jeszcze tak znanego głosu. Zwykle jest to zapowiedź osoby „podobnej zupełnie do nikogo”, której głos nie przywodzi na myśl skojarzeń, tak jak to miało miejsce u mnie, kiedy dzwoniąc do UM w Żyrardowie skojarzyłem sobie serial „Zdrady”. Pewnie pomyślą Państwo, że to fanaberia urzędnicza i komuś poszybowała wyobraźnia ponad miarę. Pewnie tak i pewnie jak zwykle za nasze pieniądze, bo znany lektor nie robi tego za darmo.

Zapewne zaraz w odpowiedzi usłyszymy, że zrobił to w ramach kontraktu dla telewizji żyrardowskiej. Być może, ale chyba warto byłoby się dowiedzieć w takim razie jak jest ta telewizja finansowana? Jakiego rzędu są to kwoty w skali miesiąca? Czy przeciętny mieszkaniec naszego miasta wie, komu podlega to medium i skąd biorą się dla niego pieniądze? Pewnie taka wiedza skończy się na stwierdzeniu, że jest to komórka miejska, podległa bezpośrednio pod Centrum Kultury. I tyle. Skąd się biorą na to pieniądze i jak wielkie są to pieniądze pewnie wie niewielu, albo nikt. Ja nie wiem, a raczej wiem niewiele, a chciałbym jako mieszkaniec wiedzieć więcej. Patrząc na czołówkę ostatniej emisji z dnia 12 września widzę całą listę reklamodawców – tak przynajmniej zakładam. Są to: PEC, PGK, AQUA, PGM, RESURSA, ŻCK, MUZEUM LNIARSTWA i ISKO. Pytanie premiowane: ile z tych podmiotów nie jest zależnych od władz miasta? Prawda, że łatwizna? Zatem przedsiębiorstwa będące de facto własnością miasta wykupują reklamy w innym podmiocie będącym również własnością miasta.

Oczywiście nie jest to prawnie zabronione, ale jest to forma zatajania prawdziwych kosztów utrzymania takiego bytu medialnego. Pytanie: po co miasto miałoby coś takiego robić? - jest z gatunku tych najbardziej naiwnych. Wystarczy obejrzeć wspomnianą powyżej emisję i już mamy odpowiedź. W odcinku Pan Prezydent (lub któryś z Jego zastępców) dziękuje, gratuluje, oznajmia, informuje, zaprzecza, potwierdza itd., itd. Na ponad 40 minut emisji, lwia część przypada na wystąpienia włodarza miasta lub jest o włodarzu.

Mamy więc tubę propagandową zamiast rzetelnego źródła informacji, głosu mieszkańców i o mieszkańcach. Ktoś powie, że to nie prawda, że przecież wypowiadają się tam i inne osoby. W poprzedniej epoce w Dzienniku Telewizyjnym także nie tylko przedstawiciele partii się wypowiadali, ale stanowili tylko niezbędne tło dla osiągnięć „światłych przywódców narodu”.

Tutaj jest podobnie. Wszystko to dzieje się rzekomo przy niskim nakładzie środków finansowych, ale w rzeczywistości tak nie jest. Spółki miejskie solidarnie składają się na ten kanał informacji o chwale Prezydenta i Jego ekipy, czy im się to podoba czy nie. Trzymające pieczę nad TV Żyrardowską Centrum Kultury pewnie jest w stanie przedstawić jakieś koszty, ale ich wiarygodność może budzić zastrzeżenia.

Źródła dobrze poinformowane sugerują, że obecny okres bezkrólewia w tej placówce wynikający z absencji chorobowej pani dyrektor, jest spowodowany rozbieżnościami w bilansie na kwotę ok. 200 tys. zł. No cóż, faktycznie można się od tego rozchorować. Gdzie się te pieniądze „zgubiły”? Poszły na kulturę czy może na promocję? Czas to pokaże, natomiast myślę, że my wszyscy mieszkańcy mamy prawo i powinniśmy wiedzieć jakie są zasady funkcjonowania Telewizji Żyrardowskiej. Jak jest finansowana, kto faktycznie dla niej pracuje, jakie ma kwalifikacje czy kompetencje, w jaki sposób dokonuje się naboru pracowników i współpracowników?

Obserwując kto ostatnimi czasy biega z mikrofonem można założyć, że głównym kryterium przydatności i kwalifikacji w tych mediach jest poddańcza wierność Prezydentowi. Zapraszam do dyskusji, a w międzyczasie każdy może sobie posłuchać głosu lektora z serialu „Zdrady” w telefonicznej zapowiedzi Urzędu Miasta.
Message image
11 Wrzesień 2017 19:01
Chwyt marketingowy

„Sprzedam siedlisko. W skład siedliska wchodzą dom, stajnie na osiem koni, powozownie, pomieszczenie hotelowe przy garażach. Działka 5000 m2, dom 120 m2 oraz 6 ha ogrodzonego pastwiska. Cena: 1 200 000 zł do negocjacji.”

Takie ogłoszenie dotyczące sprzedaży nieruchomości graniczącej z bolimowskim parkiem krajobrazowym można znaleźć w internecie. Oczywiście dla przeciętnego obywatela naszego kraju oferta ta jest poza zasięgiem jego możliwości finansowych. Dlaczego więc w ogóle ją tutaj przytaczam? Skłoniła mnie do tego refleksja mająca swój początek
w lekturze jednej z naszych lokalnych gazet. Rzecz dotyczy jednej z miejskich inwestycji, a mianowicie Parku Seniora. Od razu zaznaczam, że nie jestem przeciwnikiem urządzenia dla seniorów przyjaznych im miejsc w naszym mieście. Zresztą nie tylko seniorzy zasługują na miejskie strefy rekreacji i relaksu, ale by nie odbiegać od tematu skupimy się na razie na tej jednej lokalizacji.

Otóż we wspomnianym artykule, na jego zakończenie pada kwota – koszt tej inwestycji: 1 266 660 zł. Specjalnie wybrałem się na plac budowy aby przeprowadzić wizję lokalną, bo szczerze mówiąc z okien samochodu kiedy tamtędy przejeżdżam absolutnie tych pieniędzy nie widać. Na miejscu mimo szczerych chęci i przychylnego nastawienia do inwestycji nadal tych zainwestowanych pieniędzy nie znalazłem. Cóż bowiem w tej kwocie mamy? Część poszła na wycinkę drzew i ich usunięcie. Swoją drogą to ciekawe czy pozyskane w ten sposób drewno stało się własnością firmy realizującej Park Seniora, czy też zagospodarowało je miasto? Drewno ma przecież swoją cenę. Liczmy dalej: mamy więc kilka alejek, ławki, siłownię plenerową, rachityczne roślinki (może jeszcze jakieś zostaną dosadzone i będą bardziej okazałe), pergola no i tężnia solankowa.

To wszystko za cenę wyższą niż dom, stajnie na 8 koni, powozownię, garaże, pomieszczenie hotelowe, działkę 5000 m2 i 6 ha ogrodzonego pastwiska. Przy takim prostym porównaniu rzeczona inwestycja nijak nie broni się z ekonomicznego punktu widzenia. Kto z nas zamieniłby opisane siedlisko na kilka alejek, pergolę i tężnię solankową? Grunt na którym wyrasta Park Seniora był jak przypuszczam miejski i płacić za niego miasto nie musiało. Co więc jest aż tak drogie, że pochłonęło tyle pieniędzy? Może główna atrakcja tego miejsca czyli tężnia solankowa? Osobiście mam poważne wątpliwości co do zasadności jej umieszczania w projekcie. Każdy kto był w Ciechocinku i widział tamtejsze tężnie wie, że aby powstał określony mikroklimat potrzeba tężni ogromnych rozmiarów.

Rozumiem, że „nasza” tężnia nie ma za zadanie polepszenia jakości powietrza w całym Żyrardowie, a jedynie na tym małym skrawku zieleni, ale czy i ten cel zostanie osiągnięty? Osobiście szczerze wątpię. Ruch uliczny odbywa się wokół całego Parku Seniora. Ilość spalin i zanieczyszczeń generowanych w ten sposób zdeterminuje jakość powietrza i jego „walory” także w nowopowstałym parku. Moim zdaniem tężnia nie poprawi ani walorów zdrowotnych przebywania w tym miejscu, ani nie wpłynie na poprawę samopoczucia wypoczywających w tym miejscu seniorów. Jak dla mnie jest to tylko i wyłącznie prosty chwyt marketingowy, mający przedstawić inwestycję w bardziej niezwykłym świetle, a może uzasadnić jej wygórowany koszt. Bardziej sensowne byłoby ulokowanie w tym miejscu fontanny, która odpowiednio zaprojektowana dawałaby w upalne dni faktycznie odczuwane orzeźwienie, a nie iluzoryczne korzyści tak skrzętnie wymieniane przez pomysłodawców: ma mieć pozytywny wpływ na „schorzenia górnych dróg oddechowych, przy zapaleniu zatok, rozedmie płuc, nadciśnieniu tętniczym, alergii, nerwicy i w stanie ogólnego wyczerpania”. Zaczynam się zastanawiać po co nam jeszcze nasz zaniedbany szpital? Z drugiej strony jakie trzeba mieć w sobie pokłady naiwności, aby uwierzyć w ten katalog dobroczynnych aspektów płynących z tężni wielkości grillowiska dla maksymalnie 8 osób?

Inwestycja pomału, z opóźnieniami, zmierza ku końcowi. Jej jakość (ale nie zasadność jako taką, bo tej raczej nikt nie kwestionuje) będzie można wkrótce ocenić i docenić 1 266 660 zł wydanych naszych pieniędzy. Wtedy każdy sam dokona oceny czy zafundowaliśmy sobie Mercedesa, czy tylko Fiata, ale za to w cenie Mercedesa. Nie raz już wskazywałem, że nasze władze nie mają kwalifikacji do wydawania pieniędzy. Ciągle pojawiają się nowe przykłady. Nadal czerpiąc z nieocenionych lokalnych gazet, można się dowiedzieć, że mimo wewnętrznego i zewnętrznego wsparcia prawnego, miasto było zmuszone zapłacić 50 tys. zł kosztów postępowania komorniczego. Urząd Miasta oczywiście zgrabnie wytłumaczył całe zajście i zapowiada szczęśliwy finał. Jednakże bazując choćby tylko na swoim przykładzie tj. moich potyczek z UM, nie jestem taki pewien happy endu. Podając za Życiem Żyrardowa z ubiegłego tygodnia, miasto w latach 2016 – 2017 z tytułu spraw pracowniczych wypłaciło 120 tys. zł. odszkodowań.

Niezależnie jak ocenimy skalę tych wydatków, czy jest to dużo, czy całkiem niewiele, to bezsporny pozostaje fakt, iż wypłacono te pieniądze ponieważ Urząd Miasta (tutaj pod tym pojęciem umieszczam osoby Prezydenta i Jego zastępców) podejmował świadomie lub z niewiedzy błędne decyzje, skutkujące przeznaczaniem naszych pieniędzy na odszkodowania. Śmiem twierdzić, że część tych pieniędzy została świadomie położona na szalę, by pozbyć się niewygodnych lub niedających się bezwzględnie podporządkować osób. Za skutki z góry przegranego procesu płaci miejska kasa, a „porządek” na swoim podwórku mają rządzący miastem.

Zapamiętajmy to i powyższe liczby bowiem czas wystawiania rachunków zbliża się nieubłaganie.
Message image
4 Wrzesień 2017 20:15
Nowy sezon

Zgodnie z przedwakacyjną zapowiedzią, w trakcie letnich upałów konsekwentnie milczałem, nie zabierając głosu ani w sprawach mniej, ani bardziej istotnych. Wakacje się jednak skończyły i wracamy – ja i wszyscy czytelnicy moich felietonów – do stałego rytmu wymiany myśli i poglądów. Niektórzy podczas mojego milczenia mieli czas - jak wojsko w trakcie rozejmu - na dokonanie przegrupowania i przemyślenie swojej strategii. Inni niczym jemioła bez swojego żywiciela, zupełnie nie istnieli w przestrzeni publicznej i teraz pewnie błogosławią Panu, że kres wakacji i moja ponowna aktywność, wydobędzie ich z niebytu. Co nas ominęło w tym czasie?

Jak wiemy sezon wakacyjny nazywany jest sezonem ogórkowym i pewnie niejednemu redaktorowi spędza sen z powiek problem zapełnienia treścią łamów jego pisma. Toteż w skrócie możemy powiedzieć, że wiele nam nie umknęło, bo zbyt dużo się w tym czasie nie działo. O czym warto wspomnieć?
Chyba o tym, że ja zapisałem na swoim koncie osobisty sukces, udowadniając Panu Prezydentowi, że dla własnej popularności i politycznych celów, nie godzi się włodarzowi miasta, na bezprawne i nieuzasadnione posługiwanie się nazwiskiem jednego z mieszkańców (w tym przypadku akurat moim), aby straszyć resztę społeczności planowaną inwestycją. Inwestycją podmiotu, który ma swoją osobowość prawną i nie ma żadnych podstaw, aby ten proces personalizować. W efekcie tego nieprzemyślanego działania, Prezydent Żyrardowa musiał zamieścić przeprosiny i wpłacić określoną kwotę tytułem zadośćuczynienia. Jedno i drugie obciążyło kasę miasta, przy czym zadośćuczynienie zostało przeze mnie przekazane na rzecz chorego chłopca, pilnie potrzebującego kosztownego leczenia. Nie zmienia to jednak faktu, że lekkomyślność ludzi zarządzających miastem, nie pierwszy już raz naraża finanse miasta na straty (jak choćby w przypadku wcześniejszych przegranych spraw w sądzie pracy). Przy okazji tej sprawy, czyli wykorzystania mojego nazwiska jako straszaka, chciałoby się zacytować klasyka – też polityka z lokalnego podwórka Pana Leszka Milera, że: „mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy”.

Prezydent zaczął z przytupem, ogłaszając wszem i wobec, że powstrzymał budowę „spalarni Krzysztofa Rdesta”. Jednak kiedy przegrał w sądzie, to zabrakło cywilnej odwagi, aby pod przeprosinami podpisać się imieniem, nazwiskiem i pełnioną funkcją. Zatem przeprosiło mnie miasto: Pan, Pani, Państwo – bo wszyscy jesteśmy cząstką tego miasta, a sprawca zamieszania zgrabnie się z tego zasądzonego obowiązku wywinął. Jak wszyscy wiemy sukces ma wielu ojców, porażka zwykle bywa sierotą. Pozostawiam ten fakt, do indywidualnej oceny czytelników.

Cóż poza tym? Na czas letnich upałów wyłączono z użytkowania zalew, który jak wiemy jest przedmiotem sztandarowej inwestycji miasta. Nic specjalnego się tam przez ten czas nie wydarzyło, a pierwsze widoczne prace ruszyły praktycznie na zakończenie sezonu kąpielowego. Pojawia się zatem pytanie, czy od razu nie można było tych działań zaplanować tak, aby jednak przez okres lata zalew funkcjonował dla mieszkańców miasta jako zorganizowana i zabezpieczona przez miasto forma letniej rekreacji?

Przy okazji z lektury naszej prasy z ubiegłego tygodnia dowiedziałem się, że istnieje problem z podmywaniem brzegu, co komplikuje czy wręcz na chwilę obecną uniemożliwia prace przy ścieżce rowerowej. Zapewne wzrosną z tego powodu koszty, bo wcześniej wprawdzie zbadano brzeg, ale tylko od jednej strony. Nasz zalew to w istocie nieco większy staw i zbadanie brzegów od wszystkich stron nie powinno stanowić większego problemu. Czyżby braki w profesjonalizmie i wyobraźni?

Przy okazji tematów prasowych warto zauważyć, że jeden z żyrardowskich periodyków podjął temat przyszłorocznych wyborów samorządowych. Daje to początek zapewne całej fali spekulacji, kto zechce powalczyć i w konsekwencji zająć fotel prezydenta na następną kadencję. Wśród potencjalnych kandydatów wymienianych przez gazetę, znalazła się także i moja skromna osoba. Dla podtrzymania właściwego napięcia w naszym mieście, ani tych doniesień nie potwierdzę, ani im nie zaprzeczę. Niech wszyscy zainteresowani myślą, spekulują, układają strategie działania, tworzą koalicje i określają główne zagrożenia.

Myślę, że „nowy sezon” – posłużę się modnym ostatnio określeniem wykorzystywanym w różnych stacjach telewizyjnych – będzie gorący i dostarczy nam mnóstwa wrażeń. Perspektywa utraty lub zdobycia ważnych foteli w mieście, zapewne wyzwoli w potencjalnych kandydatach kreatywność i wolę walki, o jaką sami by siebie nie podejrzewali. Wszyscy niczym w tańcu godowym, będą stroszyli pióra, prężyli piersi i wydawali groźne okrzyki. Ponieważ jak już wspomniałem, chcę dodatkowo podgrzewać atmosferę, może więc i ja sam, niczym paw będę prezentował swoją osobę w tym szacownym gronie.

Zatem nowy sezon ogłaszam otwarty. Czytajmy, obserwujmy i przeżywajmy to razem. Zapraszam.
Message image