Aktualności

23 Kwiecień 2018 19:00
O północy w Żyrardowie

Pod koniec ubiegłego tygodnia odbyła się w naszym mieście wyjątkowa sesja Rady Miasta. Po raz pierwszy nasi radni byli zajęci sprawami miasta tak bardzo, że aż doczekali – wciąż obradując i spierając się – kolejnego dnia. Każdy zainteresowany czym konkretnie się wtedy zajmowano, znajdzie w sieci zarejestrowaną transmisję z tego wydarzenia. Ja chciałbym zwrócić Państwa uwagę na kwestię postrzegania swoich obowiązków – w tym tych kontrolnych – przez prezydenta miasta, które to jest jak można przypuszczać diametralnie odmienne od przyjętego za normę. Normą bowiem jest to, że gospodarz miasta wszelkie sygnały o mogących mieć miejsce nieprawidłowościach traktuje śmiertelnie poważnie i stara się je dogłębnie i bezstronnie wyjaśnić.

W naszym mieście jest inaczej. Prezydent z góry wie, że tam gdzie inni widzą delikatnie mówiąc „grząski grunt”, nasz włodarz jest przekonany, że wszystko jest w porządku, a tylko jego wrogowie polityczni szukają dziury w całym. Dziwnie to wszystko wygląda zwłaszcza w kontekście sygnałów płynących także z jego jeszcze do niedawna najbliższego otoczenia. Skoro ludzie będący blisko źródła wiedzy twierdzą, że pewne sprawy są postawione na głowie, to chyba coś w tym musi być. Mam tutaj na myśli chociażby wywiad zamieszczony w jednej z lokalnych gazet z przewodniczącym Rady Miasta. Na wspomnianej sesji radny Józef Kapusta poruszył kwestie związane z finansowaniem Telewizji Żyrardowskiej stwierdzając, że jego także zadziwia nonszalanckie podejście prezydenta do zaistniałego problemu. Wspomniany radny w wolnych wnioskach wyraził swoje zaniepokojenie o nasze wspólne finanse, do czego miał prawo z racji wykonywanego mandatu nadanego mu przez społeczeństwo miasta. Stwierdził, że wskazywane nieprawidłowości powinny być objęte śledztwem, którego przebiegiem prezydent powinien być żywnie zainteresowany.

O tym, że prezydent czuje się jak monarcha, a nie zwykły obywatel miasta, jedynie pełniący z nadania zaszczytny urząd, pisałem już kilkukrotnie. Teraz po raz kolejny dał tego pokaz odnosząc się do wystąpienia radnego Kapusty, chwilami okazując swoją frustrację wprost z miejsca, nie czekając na udzielenie głosu. Tak więc nasz władca na dywagacje radnego odpowiedział natychmiast, ale zdziwiłby się każdy, kto oczekiwałby zrozumienia i podjęcia rzuconej w przestrzeń inicjatywy. Prezydent krótko mówiąc skarcił niesfornego radnego, stwierdzając, że „tu nie jest Sejm” czyli nie należy się spodziewać żadnych komisji śledczych. Dodał jeszcze z naciskiem aby radny „ważył słowa i nie plótł co mu ślina na język przyniesie”.

Z najróżniejszych doniesień wiadomo, że prezydent lubi głównie pochwały i chórek głosów powtarzających zgodnie to, co on powie. Jednakże Rada Miasta to nie osobisty dwór prezydenta,
a radny Józef Kapusta to nie dworzanin ze świty miłościwie nam panującego. Pana radnego wybrał na pełniony urząd nie Wojciech Jasiński, ale grono mieszkańców, którzy mu zaufali i zdecydowali (oddając swój głos), że będzie godnie reprezentował ich poglądy na forum miasta. Teraz prezydent uzurpuje sobie prawo do osądu co w wypowiedziach poszczególnych radnych jest słuszne i mądre, a co głupie i nadające się wyłącznie do natychmiastowej krytyki. Ja ze swej strony podpisuję się pod wystąpieniem radnego, bo oprócz chęci poznania prawdy i troski o wspólne dobro nie było w nim nic, co mogłoby wywołać gniew i ostre słowa prezydenta.

Chyba że… Kiedy już zgasły kamery, ucichły spory, a noc otuliła swym czarem uczestników debaty, na scenie pojawiła się kobieta. Kobieta z naręczem żółtych kwiatów poprosiła szykujących się do rozejścia radnych, o odśpiewanie prezydentowi „100 lat” i sama zaintonowała tą jakże bliską naszym sercom, okolicznościową pieśń. Niczym Marilyn Monroe w pamiętnym wystąpieniu w Medison Square Garden w 1962 r. dla prezydenta Stanów Zjednoczonych Johna Fitzgeralda Kennedy’ego, podobnie i teraz stojąc samotnie naprzeciw tego lokalnego męża stanu, głosem drżącym z emocji i napięcia, wyśpiewywała kolejne frazy życzeń długowieczności dla stojącego przed nią mężczyzny.

Po północy w Żyrardowie, kiedy większość mieszkańców miasta już śpi, ktoś inny nie śpi – czuwa, aby godnie uczcić urodziny ojca miasta. Ktoś spyta: cóż w tym złego i dziwnego, że uczczono urodziny prezydenta? Oczywiście prezydent jak każdy człowiek ma swoje święto i ma prawo je obchodzić jak chce. Tutaj jednak pikanterii całej sprawie nadaje osoba natchnionej „śpiewaczki”. Wszak to nikt inny jak właścicielka firmy zajmującej się produkcją dla Telewizji Żyrardowskiej. Obiekt podejrzeń, kontroli i wszelkich niedopowiedzeń ciążących na relacjach biznesowych i przepływach finansowych pomiędzy Centrum Kultury, Telewizją Żyrardowską i tą właśnie firmą. Trudno zatem oczekiwać jakiegoś nadzwyczajnego zaangażowania ze strony prezydenta w wyjaśnianie afer, skoro tak emocjonalne relacje istnieją pomiędzy reprezentantem miasta, a podmiotem zewnętrznym świadczącym dla tego miasta swoje usługi.

Notabene Centrum Kultury opublikowało właśnie zaproszenie do składania ofert na „Przygotowanie i produkcję programów Telewizji Żyrardowskiej”. Wymagania jakie umieszczono
w zaproszeniu są godne produkcji realizowanych przez Telewizję Polską, emitowanych w programie 1. W tym miejscu nadmienić trzeba, że obserwujących naszą miejską telewizję w internecie jest obecnie 3591 osób. Tak więc tylko co 10 mieszkaniec raczył zauważyć jej istnienie. Czy ma zatem sens stawianie wygórowanych warunków przed potencjalnym wykonawcą usługi? Musi to wpłynąć na jej koszt, bo ograniczy konkurencję. Przy tym czytając kolejne warunki specyfikacji trudno nie odnieść wrażenia, że wypisz wymaluj pasują do profilu i doświadczenia zawodowego obecnego wykonawcy (tj. wykonawczyni).

Firma reprezentowana przez naśladowczynię Marilyn Monroe, w trakcie dotychczasowej współpracy zainkasowała już pewnie kilkaset tysięcy złotych przychodu. Ile z tego zostało w postaci czystego dochodu dla wielbicielki żółtych kwiatów, wie tylko ona. Ja natomiast myślę, że gdyby te pieniądze zainwestowano w młodzież o zainteresowaniach kinematograficznych organizując przy Centrum Kultury pracownię tematyczną, to dzisiaj grupa młodych ludzi, którzy chcą czegoś więcej niż tylko butelki piwa pitej w bramie, miałaby miejsce realizacji swoich zainteresowań
i pasji. Jak swego czasu Joanna Trzepiecińska czy Jarosław Gajewski, tak kiedyś i oni mogliby przynieś chwałę miastu, z którego się wywiedli. Teraz mamy telewizję, a z nią konkretne wydatki versus niską oglądalność.

Do tego tajemnicze zasady finansowania i tylko Bóg jeden wie, ile tak naprawdę pieniędzy tam przepływa. Jedynym chyba „plusem” jest to, że dzięki temu przynajmniej jedną młodą kobietę w naszym mieście stać na duży bukiet żółtych kwiatów. Swoiste memento powinien stanowić los pierwowzoru.

Marilyn Monroe wg spiskowej teorii dziejów, swoją atencję dla prezydenta USA przypłaciła nagłą i przedwczesną śmiercią. Z tego wynika, że nie warto śpiewać prezydentom – różnie się to potem kończy. Kwestię symboliki żółtych kwiatów pozostawiam do zgłębienia florystom.
16 Kwiecień 2018 19:02
Nie bój się Rdesta

Na internetowej stronie Urzędu Miasta możemy znaleźć informację o nowej inicjatywie z jaką wyszedł prezydent, a mianowicie o powołaniu Miejskiej Rady Seniorów. Rada taka ma w zamyśle stanowić ciało doradcze w sprawach dotyczących najstarszych mieszkańców naszego miasta. Czy to słuszny zamysł? Oczywiście tak, jeżeli mamy na myśli ideę wsłuchiwania się w głosy mówiące o potrzebach mieszkańców. I tak w tym konkretnym przypadku nikt nie zna lepiej potrzeb seniorów niż oni sami.

Podobnie jest z innymi grupami społecznymi: młodzieżą, przedsiębiorcami, nauczycielami, bezrobotnymi, wędkarzami, sportowcami i twórcami. Wymieniać można byłoby długo, bo naszą społeczność da się podzielić według wielu różnych kryteriów na określone grupy interesu. Czy mamy w takim razie utworzyć społeczne rady dla całej rzeszy specjalizacji zawodowych, zainteresowań mieszkańców lub pól ich aktywności osobistej? Tego oczywiście technicznie nie da się zrobić, a i taka potrzeba byłaby pod dużym znakiem zapytania.

W takim razie należałoby domniemywać, że głos poszczególnych grup nie będzie w Urzędzie Miasta dostatecznie słyszany. I tak jest w rzeczywistości. Głosy: prośby, sugestie, rady docierają do ucha prezydenta wybiórczo. To co jest mu na rękę jest słyszalne. Wrażenie dla odbiorców ma być jedno: to prezydent jest pomysłodawcą i realizatorem najlepszych idei służących miastu. Bez niego miasto przepadnie z kretesem.

Dlaczego tak mówię? Czyżby cynizm zazdrosnego, małego człowieczka? Otóż bazuję wyłącznie na moich własnych doświadczeniach z minionej kadencji. Na Facebooku w reakcji na post donoszący o tej ostatniej inicjatywie, pozwoliłem sobie zadać pytanie czy nie byłoby zasadne aby powołać radę przedsiębiorców, która mogłaby służyć swoją wiedzą i doświadczeniem prezydentowi w sprawach związanych z biznesem. Od razu na mój wpis zareagowało polityczne zaplecze prezydenta czyli „Przymierze dla Żyrardowa” starając się zdyskredytować moją propozycję poprzez „rozliczenie” działalności Żyrardowskiego Klubu Biznesu. Nie trzeba być bystrym obserwatorem aby stwierdzić, że impet aktywności tego stowarzyszenia uległ osłabieniu. Kiedy tylko powstał ŻKB to oczywiście były wysyłane zaproszenia do udziału w naszych śniadaniach biznesowych dla prezydenta lub jego zastępców. Udało się tylko raz – na jedno ze spotkań pofatygował się Dariusz Kaczanowski.

W pozostałych przypadkach byliśmy przez władze miasta jako stowarzyszenie ignorowani. Na wszelkie zgłaszane pomysły czy propozycje naszego współudziału w wydarzeniach mających miejsce w mieście, albo nie otrzymywaliśmy pozytywnej odpowiedzi, albo było to marginalizowanie w stopniu podważającym sens jakiegokolwiek zaangażowania ze strony stowarzyszenia. Co więcej, koledzy którzy włączyli się w działalność Żyrardowskiego Klubu Biznesu mówili wprost, że zaczynają mieć problemy z załatwianiem spraw w naszych urzędach. Oczywiście nie ma mowy o jakimś szykanowaniu wprost, ale każdy może sobie sam wyobrazić, jak można w urzędach człowiekowi życie utrudnić jeśli się tylko tego chce i ma ku temu wytyczne. W pewnym momencie zaczęto postrzegać aktywny udział w życiu Żyrardowskiego Klubu Biznesu jako ryzykowny.

Będąc pomysłodawcą i założycielem stowarzyszenia uznałem za stosowne chwilowe ograniczenie aktywności naszego ruchu, by z pełną energią, nowymi pomysłami i nowymi członkami przystąpić do działania kiedy klimat dla przedsiębiorczości w naszym mieście będzie bardziej sprzyjający. Przy odrobinie szczęścia może to nastąpić jeszcze w tym roku. Hamowanie rozwoju i aktywności ŻKB to jeden z przykładów uśmiercania pomysłów, o ile nie pochodzą one z „jedynego słusznego źródła”. Kryterium akceptacji nigdy nie stanowi jakość pomysłu, możliwe korzyści jakie jego wdrożenie komuś przyniesie ale to, że – przynajmniej w przypadku mojej osoby - „znowu Rdest coś wymyślił”.

Panie prezydencie, nie bój się Rdesta!

Dobry włodarz miasta to nie jest monarcha absolutny, który jako jedyny ma w mieście patent na wiedzę. Prezydent nie powinien panować, a służyć. Służyć mieszkańcom miasta. Jego wiedza i pomysły to wypadkowa pomysłów, potrzeb i potencjału mieszkańców. Jego mądrość powinna być mądrością zbiorową. O naszych seniorach pierwszy raz w swoich felietonach wspomniałem przy okazji wprowadzenia Żyrardowskiej Karty Seniora. Już wtedy należało konsultować potrzeby seniorów w tym zakresie, a nie oferować im zniżki we wstępie na lodowisko.
O seniorów trzeba bezwzględnie dbać. Wszyscy jesteśmy tu i teraz dzięki nim. Tylko, że można coś robić dla oka publiczności, dla poklasku albo wdzięczności przy urnie (a seniorzy to wierny
i zdyscyplinowany elektorat), albo można pomagać bardziej realnie poprzez odpowiednią alokację miejskich pieniędzy nie tam, gdzie są światła reflektorów, a tam gdzie są realne potrzeby.

Co można byłoby uczynić dobrego dla seniorów przekazując część kwot wydatkowanych na Telewizję Żyrardowską i przez tą telewizję pozyskiwanych od reklamodawców, gdyby je przeznaczyć na cele ludzi starszych w mieście? To pytanie otwarte, na które mam nadzieję, że odpowie prezydent albo jego polityczne zaplecze.

Tymczasem na najbliższej sesji Rady Miasta będzie poddana pod głosowanie uchwała w sprawie emisji obligacji komunalnych. Nie jest to temat nowy. Swego czasu już
o obligacjach pisałem. Poprzez emisję obligacji miasto ma pozyskać 12 mln zł. Te 12 mln zł to dług, który trzeba będzie spłacić wg opracowanego przez nasze władze harmonogramu w latach 2019 – 2028. Najciekawsza jest struktura tej spłaty. Otóż do roku 2024 włącznie będziemy spłacać po 0,5 mln zł rocznie. Później przez 2 lata po 1 mln zł, a następnie przez kolejne 2 lata po 3,5 mln zł rocznie. Biorąc pod uwagę, że prezydent Jasiński deklaruje w mediach, że wygra zbliżające się wybory już
w pierwszej turze, to taki harmonogram spłat byłby mu bardzo na rękę, bo teraz w roku wyborczym można będzie rozdysponować 12 mln zł, a w najbliżej kadencji 5. letniej trzeba będzie oddać tylko 3 mln zł (oczywiście plus kwoty wynikające z oprocentowania stanowiące zarobek pożyczającego te pieniądze).

Reszta przypadnie do spłaty potencjalnym następcom. Wiadomo – „po nas choćby potop”. Sprytne, ale najpierw trzeba panie prezydencie naprawdę wygrać.
Message image
9 Kwiecień 2018 19:00
Nasze musi być na wierzchu

Tydzień temu pisałem o sprawie Telewizji Żyrardowskiej i zainteresowaniu jaką darzy tą instytucję CBA oraz Regionalna Izba Obrachunkowa w Warszawie. Tak się złożyło, że na łamach jednej z lokalnych gazet, w której ukazują się moje felietony, pojawił się także obszerny wywiad z prezydentem Wojciechem Jasińskim, który w dużej mierze odnosi się do opisanej przeze mnie sytuacji.

W zamyśle prezydenta jego wypowiedzi miały zapewne stanowić dementi dla ukazujących się informacji dotyczących nadużyć w TŻ i Centrum Kultury. Tylko, że taki cel być może odniósł prezydent jedynie w stosunku do osób bardzo naiwnych. „Niebo, to dobre miejsce dla naiwnych, ale tu ich nie ma, wymiotło wszystkich aż do dna” – śpiewał dawno temu Jacek Skubikowski. Tutaj panie prezydencie też ich nie ma. W wielu miejscach prezydent unika jednoznacznych odpowiedzi, w innych wije się jak piskorz, a w jeszcze innych mówiąc delikatnie - żeby nie podpaść jego prawnikom, na których kilkukrotnie się powołuje – mija się z prawdą.

Po kolei: jaka informacja płynie o podejmowanych przez spółki miejskie „działaniach na rzecz ochrony środowiska, korzystaniu z nowatorskich rozwiązań, czy też realizowanych programach edukacyjnych i akcjach społecznych” z kilku sekundowej emisji logo poszczególnych spółek na planszy Telewizji Żyrardowskiej? Naiwny w to uwierzy, ja natomiast twierdzę, że taka „emisja” to tylko pretekst i podstawa do quasi legalnego przelania określonej kwoty na konto TŻ. Dalej ze słów prezydenta wynika, że skoro spółki te wykazują zysk, to w zasadzie nie jest ważne czy wydają pieniądze bez potrzeby. Mógłbym przyjąć taki punkt widzenia u prywatnego przedsiębiorcy. Jego pieniądze, jego wola – najwyżej kupi sobie gorszy samochód. Tutaj jednak prezydent jest depozytariuszem naszych pieniędzy. Owszem spółki mają swoich prezesów czy dyrektorów, ale to nie oznacza, że dobry gospodarz gdy widzi jawną niegospodarność nie powinien zareagować.

Nie reaguje jeśli takie zachowania aprobuje. A aprobuje, ponieważ mają jakiś określony cel. Prezydent od kwestii wydatków na reklamy miejskich spółek umywa ręce niczym Piłat, przy czym koronnym argumentem, że to nie jest jego sprawa ma być fakt, iż to nie on podpisywał te umowy i „nie wie, za co są te pieniądze”. Ja też nie podpisywałem tych umów (o ile w ogóle takie istnieją), też nie wiem za co są te pieniądze, ale widząc, co spółki za nie otrzymują i ile za to płacą, nie potrafiłbym jako gospodarz miasta przejść nad tym stanem rzeczy do porządku dziennego. Jedyny niepokój prezydenta budzi jego własna osoba – czy zbytnio nie ucierpiała godność prezydenta na skutek treści skargi, jaka wpłynęła do CBA? W sumie ciekawa linia obrony: zamiast pokusić się o autorefleksję na temat funkcjonowania instytucji kultury w naszym mieście, to lepiej wnieść pozew przeciwko autorowi anonimu(!).

Dalej rozmowa schodzi na temat jednego z naszych mieszkańców, kontynuującego działalność medialną pod nazwą TJN 24. Kto śledzi media społecznościowe, ten wie o czym mówię i wie jakie „treści” mam na myśli. Ostatnio medium to wzięło na celownik jednego z zastępców prezydenta, a mianowicie Dariusza Kaczanowskiego. Niezależnie od tego czy się pana Kaczanowskiego darzy sympatią czy też nie, to bez trudu można dostrzec, że publikowane na jego temat materiały mają czemuś służyć. Krótko mówiąc dyskredytują jego osobę na każdym możliwym polu. Gazeta słusznie zauważa, że prezydent w całej tej sprawie zachowuje zaskakujące milczenie i jest neutralny „jak Szwajcaria”. Ponadto zdecydowanie odcina się od wszelkich konszachtów z autorem tego zamieszania.

Panie prezydencie Wojciechu Jasiński, nie idź tą drogą! Żyrardów to przecież nie jest wielkie miasto. Tu się wszyscy znają, jeśli nie bezpośrednio, to przez znajomych, albo przez znajomych naszych znajomych. Jeżeli ktoś z sympatii do pana puszczał mimo uszu niewygodne dla pana osoby fakty z naszego małomiasteczkowego życia publicznego, to tak ewidentne mijanie się z prawdą musi zaboleć nawet gorliwych wyznawców. Skoro skonkludują, że w tej sprawie w sposób oczywisty pan kłamie, to mogą pomyśleć, że we wszystkich innych też nie mówi pan prawdy. Dowody pańskiej znajomości ze wspomnianym „redaktorem” są widoczne choćby w sieci czy to w postaci wspólnych zdjęć (wiem – pewnie się pan od nich odetnie, twierdząc jak rasowy polityk, że mieszkaniec chciał sobie z panem zrobić fotkę, to pan dobry wujcio się zgodził i teraz tego żałuje), dokumentów i innych materiałów, ale przede wszystkim funkcjonuje coś takiego jak ludzka świadomość i pamięć.

W wywiadzie koronnym argumentem przeciwko przyjaznym więzom między pańskim urzędem a TJN 24 miał być fakt atakowania przez to medium przed dwoma laty pańskiej osoby i to wielokrotnie. Jak nikt inny zdaje pan sobie sprawę, że to nie był ten TJN 24, a jego pierwowzór będący pod zupełnie inną kontrolą. Teraz jak zauważyła redaktor prowadząca wywiad, jest to gra do jednej bramki, a jedynym mogącym odnieść potencjalne korzyści jest prezydent Żyrardowa. Co ciekawe uważa tak również będący celem ataków Dariusz Kaczanowski.

Na jednym z portali można znaleźć takie oto słowa zastępcy prezydenta: „Zastanawiający może być brak reakcji ze strony prezydenta na zarzuty stawiane wobec jego zastępcy(…)”. I dalej: „Z chwilą gdy zarząd Nowego Żyrardowa poruszył sprawę osób z najbliższego otoczenia prezydenta Jasińskiego tj. Kingi Jędrasik i Daniela Jarosza (którzy w naszej ocenie kompromitują urząd prezydenta zaprzeczając hasłu wyborczemu odnoszącemu się do „nowej jakości”), rozpoczął się atak”. Tyle Dariusz Kaczanowski. Ostatnie zdanie zdaje się wyjaśniać dlaczego prezydent woli pozywać anonimowego autora skargi, niż uważniej przyjrzeć się działalności Telewizji Żyrardowskiej.

Tak więc w tej jednej sprawie mamy dwa głosy, na dodatek oba płynące wprost z ratuszowych gabinetów. Zapewne najbliższe miesiące pokażą kto mówił prawdę, a kto się z nią mijał. Ja wierzę, że Państwo zachowacie ten tekst w swojej pamięci celem późniejszej weryfikacji. Swoją drogą ciekawe jak się czuje ów „redaktor”, z którego jedni szydzą, a inni jak widać już się wypierają. Tu od razu przychodzi na myśl scena z serialu „Alternatywy 4” kiedy gospodarz Anioł ocenia wykonany jednoosobowo czyn społeczny: „Murzyn zrobił swoje”.

Na zakończenie chciałbym jeszcze poruszyć temat dyskusji na żywo z udziałem prezydenta. Pomysł dobry pod warunkiem, że nie jest w rosyjskim stylu i wykonaniu. W tym przypadku niestety tego nie uniknięto. Nie dość, że dialog z prezydentem rozkręcali ludzie z Urzędu Miasta, to jeszcze okraszono to propagandą sukcesu oraz naciąganymi danymi. Na moje pytanie o prognozę długu, prezydent podał kwotę 40 mln zł, podczas gdy z dokumentów wynika, że ma to być ponad 60 mln zł. Dosyć istotna różnica. Poza tym na kolejne moje pytanie prezydent zadeklarował się udzielić mi odpowiedzi w dniu następnym.

Niestety światła kamer zgasły, widzowie odeszli od monitorów to i obietnice przestały obowiązywać. Odpowiedzi nie uzyskałem do dnia dzisiejszego czyli jest jak… w polityce. Mówimy ludziom jedno, a robimy drugie – w końcu nasze musi być na wierzchu.
Message image