Aktualności

13 Czerwiec 2018 12:47
Niesamowite atmosfera, niesamowite dzieci i niesamowici ludzie!

Odwiedzałem dziś Specjalny Ośrodek Szkolno- Wychowawczy im. M. Grzegorzewskiej w Żyrardowie, przy okazji apelu kończącego rok i krótkiego instruktażu o bezpiecznych wakacjach 🙂

Zawsze wychodzę stąd z przekonaniem, że dobrzy ludzie tworzą to miejsce z taką pasją i miłością jakiej może pozazdrościć niejedna inna społeczność 😊

Wszystkim dzieciom i młodzieży jeszcze raz życzę miłego i bezpiecznego wypoczynku! ☀️☀️☀️
Message image
11 Czerwiec 2018 19:05
Krytyka czy troska?

W dzisiejszym felietonie chciałbym poruszyć temat formułowanych przez niektórych z Państwa zarzutów, iż ciągle krytykuję obecnego prezydenta. Otóż stanowczo odrzucam takie stwierdzania. Ja nie krytykuję, a raczej wskazuję problemy, nad którymi warto się choćby na chwilę zatrzymać. Przypominam sobie jedną z podróży po Polsce. W drodze nad Bałtyk do Rewala przejeżdżałem przez pewną urokliwą miejscowości.

Zapewne zapytacie Państwo co w niej było takiego pięknego?
W sumie nic nadzwyczajnego, a jednak zwróciła moją uwagę. Po prostu czyste i zadbane ulice, proste chodniki , ładne i czyste budynki, zielone i odpowiednio przystrzyżone trawniki. A do tego te kwiaty, przystanki, skwerki, ławeczki, lampy, kosze - wszystko aż zachęcało: „stań kierowco! zatrzymaj się! odpocznij i poczuj panującą harmonię!” I tak zastanowiłem się, czy w naszym kochanym Żyrardowie nie mogłoby być podobnie. Czy to co tam mają, to aż tak wiele?

Moja wizja Żyrardowa to właśnie takie miasto, jak to mijane przeze mnie. Miasto, które podróżnemu będzie kojarzyć się z czystością, pięknem, prostotą, a zarazem funkcjonalnością rozwiązań i bezpieczeństwem. Z uśmiechniętymi mieszkańcami szczycącymi się, że mieszkają w Żyrardowie. A więc aby, tak jak w tamtym mieście każdy poczuł: „stań, zatrzymaj się, odpocznij, jest tak pięknie”.

A co mamy obecnie? Zacznę od miejsca, które jako pierwsze widzi osoba przyjeżdżająca do naszego miasta pociągiem czyli od dworca PKP. Czy ktoś z Państwa był ostatnio na stacji kolejowej, która nie tak dawno była remontowana? Przecież to pierwsza wizytówka naszego miasta, a na schodach piach, brudne cuchnące przejście podziemne, odpadający tynk z budynku, wysepka poobijana, że o drzwiach wejściowych do budynku stacji już nie wspomnę. W tym wszystkim nasi mieszkańcy w milczeniu przemykający albo do pracy, albo już z pracy - aby szybciej do domu, aby tego wszystkiego nie widzieć.

Wiem, że zaraz podniesie się krzyk, że to własność kolei i miasto nie odpowiada za majątek tego państwowego przedsiębiorstwa. To prawda, ale to brama wjazdowa Żyrardowa dla podróżujących koleją i w takich sytuacjach władze miasta powinny interweniować. Każdy pewnie zna przysłowie: „Jak cię widzą, tak cię piszą”. Nikt się przy tym nie zastanawia czyją własnością jest obiekt, a raczej gdzie się znajduje. Dla zwykłego podróżnego, to „Żyrardów ma zaniedbany dworzec”, a nie „Polskie Koleje Państwowe mają zaniedbany dworzec w Żyrardowie”. Tak działa nasza percepcja.

Drugi przykład to nasz tunel. Tym razem to zapewne wina Generalnej Dyrekcji Dróg. Pewna pani podniosła ten temat w sesji pytań na żywo z Prezydentem. Jak zareagował na to gospodarz naszego miasta? W zasadzie nijak poza deklaracją, że „wyśle służby celem sprawdzenia”. Tymczasem – parafrazując tytuł dzieła E.M. Remarque’a - „w tunelu bez zmian”.

Idźmy dalej: co z placem zabaw dla dzieci w parku Dittricha? Ostatnio kolejna pani zapytała prezydenta (także podczas sesji pytań na żywo) czy można coś z tym zrobić (unowocześnić, oczyścić, uatrakcyjnić) i uzyskała odpowiedź, że nasz gospodarz „pójdzie sprawdzić”. Nie wiem co z tego „sprawdzania” wyniknęło, ale jedno jest pewne: mamy prezydenta – gospodarza miasta, który nie wie jaki właściwie jest stan tego miasta.

Kolejna sprawa: co z poruszonym na Facebooku tematem e-dzienników w szkołach? Oczywiście pan prezydent miasta chwali się, że umie je obsługiwać i są one standardem w dzisiejszych czasach tylko, że ten dziennik jest w Warszawie, w szkole do której uczęszcza prezydencki syn, a nie w naszych żyrardowskich szkołach. Tak więc, drodzy mieszkańcy Żyrardowa, jeśli chcecie mieć e-dziennik, to musicie jak pan prezydent, wysłać dzieci do szkół w Warszawie. Może niewielu z Was czytelników wie, że program do e-dzienników jest dostępny w żyrardowskich placówkach od dawna i nie trzeba go kupować lub płacić abonamentów, jak to kiedyś było. Trzeba jedynie stanowczych decyzji dyrektorów szkół. Na marginesie, szkoda że placówki edukacyjne w naszym mieście są na tak niskim poziomie, że syn prezydenta musi się kształcić w stolicy.

Dalej mamy jeszcze chwalebny i sztandarowy projekt tężni na osiedlu Żeromskiego. Fantastyczny pomysł - przyznaję - bardzo ładne miejsce dla naszych rodziców, dziadków, aby mieli gdzie spokojnie odpocząć i porozmawiać. Ale to nowa inwestycja za 1 270 000 zł na kredyt. Tylko, co faktycznie jest tam zrobione: parę metrów chodnika, 7 przyrządów do ćwiczeń, jedna kamera, kilkanaście ławek i lamp oświetleniowych? No i tężnia! Ale największy efekt daje to, że jest wreszcie posprzątane i pograbione. Czym tu się chwalić?

Jeśli ktoś chce zobaczyć jak będzie wyglądało to miejsce za kilka lat, to zapraszam do parku byście zobaczyli plac zabaw dla dzieci i cały zrewitalizowany park, który tuż po remoncie wyglądał imponująco. Szkoda tylko, że to historia. Za chwilę zostanie oddany do użytku kolejny „projekt wyborczy” za 5 000 000 zł na kredyt. Mowa tu o placu zabaw dla dzieci na osiedlu Wschód. Wreszcie nasze dzieci nie będą musiały jeździć do Grodziska, Błonia, Julinka, tylko będą się bawić u nas – szkoda, że po wakacjach. Fakt, do wyborów dotrwa jak nowy. Dziwne dlaczego wszystkie tak duże projekty zostały rozpisane na rok wyborczy? Co nasz gospodarz robił przez 4 lata? No tak, nawet miasta dobrze nie poznał i nie wie co w nim jest, bo na pytania mieszkańców najczęściej odpowiada „sprawdzę to jutro i wrócę z odpowiedzią”.

Dalej w kwestii finansów: czy „Przymierze Dla Żyrardowa” - prezydenckie ugrupowanie - płaci za wynajęcie Resursy na swoje spotkania? A co ze sprawą finansowania TVŻ? Jakoś przycichło. Próbuję porównać naszego włodarza z burmistrzami Grodziska Mazowieckiego czy Mszczonowa. Tak, to rzeczywiście przeciwieństwa – z mieszkańcami chyba już bliżej być nie mogą, a o każdym zakątku swoich miast wiedzą wszystko, bo żyją sprawowaną funkcją i chcą chodzić z podniesioną głową wśród współmieszkańców.

W swoim życiu niejednokrotnie ryzykowałem własnym majątkiem, zarywałem noce, co już niejednokrotnie opisywałem. Dzięki temu odniosłem pewien sukces. Za to jakiego rodzaju sukcesy odniósł pan prezydent już wymieniłem. Czym ryzykuje nasz prezydent? Tylko stanowiskiem. A co będzie gdy odejdzie? Co, jeśli go nie wybierzemy? W zasadzie nic wielkiego się nie stanie poza tym, że my mieszkańcy i tak będziemy musieli spłacić kredyty.

Marzy mi się jedynie normalność i wciąż zadaję sobie pytanie czy doczekam wyborów, podczas których będę szedł do urny z przeświadczeniem, że chcę głosować na „tego” kandydata, a nie z myślą „żeby to nie był Wilk”, „żeby to nie był Jasiński”, „żeby to nie był Nowak”, „żeby to nie był Kowalski”.

Czy ja faktycznie krytykuję, czy wykazuję troskę o mieszkańców, o miejskie finanse, o miasto i o nasze dzieci, aby nie musiały jeździć po wykształcenie do stolicy, a później szukać tam pracy. Zatem pytam: czy to krytyka czy troska?
Message image
4 Czerwiec 2018 19:00
Co mi panie dasz?

Dzisiejszy tekst piszę w dniu, w którym przed laty Polacy poszli do urn, do których mogli wrzucać swoje głosy nie tylko na „przewodnią siłę narodu” czyli PZPR, czy jej przybudówki ZSL i SD, ale także na ugrupowania wywodzące się z sił postępowych związanych ze środowiskami opozycyjnymi. To właśnie 4 czerwca 1989 roku „skończył się w Polsce komunizm” – jak to na antenie Dziennika Telewizyjnego ogłosiła Joanna Szczepkowska.

Mam swoje lata i doskonale pamiętam czasy PRL-u: przerażająco puste półki w sklepach, kolejki po wszystko, siermięgę naszych ulic i to pod każdym względem. Technologicznie zapóźnieni, z problemami dnia codziennego, które w Europie – tej cywilizowanej – zostały zażegnane chyba jeszcze w latach 50. O czym wtedy jako młody chłopak marzyłem? Pewnie o tym, o czym zwykle młodzi ludzie marzą: aby żyć dostatnio (chociaż pewnie wtedy ten dostatek wyobrażałem sobie zupełnie inaczej niż dzisiaj to wygląda), aby było na ulicach normalnie, by ludzie otwarcie mogli mówić co myślą, by rozwijali się w oparciu o swoje zdolności, talenty i pracowitość, a nie w ramach „zasług” za głoszone poglądy polityczne. Chciałem świata radosnego, kolorowego, wolnego. Oczywiście nie potępiam z tamtych lat wszystkiego w czambuł. Były także wtedy radosne momenty życia i do dzisiaj zachowałem wiele ciepłych, bezcennych wspomnień z tamtych lat.

Teraz żyjemy w czasach kiedy wszystko jest możliwe. Ulice są piękne, kolorowe, w większości przypadków nie odbiegające od europejskich standardów. Ludzie też tacy jakby bardziej europejscy. Dawniej patrząc na dwie fotografie przedstawiające ludzi od razu można było poznać, która została zrobiona w naszym kraju, a która gdzieś w świecie. Dzisiaj nie byłoby to już takie proste i oczywiste. Można by zatem rzec, że te moje młodzieńcze marzenia się spełniły. Jest lepiej, dostatniej i bez kompleksów ubogiego krewnego. Powiem więcej: patrząc chociażby na nasze miasto, to widzę, że jest bardzo dobrze. Inwestycja goni inwestycję. Budujemy, remontujemy
i poprawiamy wszystko, co tylko tego wymaga, albo przynajmniej będzie sprawiało takie wrażenie.

Jeżeli mieszkańcy dostają festyn, to nie jakiś tam prowincjonalny odpust, tylko od razu kilkudniowe święto z licznymi fajerwerkami, byle tylko wszyscy byli zadowoleni. Ktoś mający tendencje do uproszczeń i stosowania skrótów myślowych, nie zada sobie trudu, aby przemyśleć skąd my na to wszystko bierzemy pieniądze? W tym wspominanym wyżej siermiężnym PRL-u też mieliśmy taki okres prosperity. Po Gomułce jego następca - towarzysz Edward Gierek - postanowił dać skosztować Polakom światowego życia. Sklepy zapełniły się nowymi towarami, pojawiły się Pewexy, przysłowiowi Kowalscy pokupowali sobie Fiaty 126p, a na urlopy przynajmniej niektórzy zaczęli wyjeżdżać do Bułgarii. Bardzo szybko jednak się okazało, że wszystkie te dobra nie są nam oferowane w wyniku wypracowania ich wspólnymi siłami w ramach gospodarki narodowej, a jedynie są efektem zaciągniętych na świecie pożyczek.

Oczywiście przedstawiam sytuację w dosyć dużym uproszczeniu, bo to nie miejsce i czas na pogłębioną analizę dekady lat 70. i przyczyn późniejszego kryzysu gospodarczego. Faktem jednak jest, że każdy kredyt czy pożyczkę trzeba będzie kiedyś spłacić. Za błędne decyzje Gierka zapłaciliśmy zapaścią ekonomiczną w latach 80. i bardzo trudną i szokującą dla niektórych pierwszą połową lat 90., kiedy to gospodarka rynkowa zweryfikowała potencjał zarówno przedsiębiorstw, zakładów pracy, ale i ludzi z ich postsocjalistyczną mentalnością, przyzwyczajeniami
i umiejętnościami.

Odnoszę wrażenie, że przeważająca część naszego społeczeństwa zapomniała zarówno o tych przykrych doświadczeniach, jak i o tej prostej zasadzie, że jak się napożycza, to trzeba będzie oddać i to z odpowiednią nawiązką. Dlatego ciesząc się, że żyję w czasach takiego dobrobytu, iż mogę celebrować święto naszego miasta przez kilka dni z rzędu, korzystając przy tym z wielu kosztownych atrakcji, nie potrafię jednocześnie się pozbyć natrętnej i niepokojącej myśli, że przyjdzie nam jeszcze za to zapłacić. W kontekście tego chciałbym aby obecny prezydent Jasiński został na swoim urzędzie jeszcze przez kolejną, albo nawet i przez kolejne dwie kadencje, aby tak dobrze teraz gospodarząc, mógł nas w przyszłości w miarę bezboleśnie przeprowadzić przez wszystkie spłaty kredytów, wykupy obligacji i tym podobne nieuniknione ekonomiczne skutki obecnego rozpasania. Przy okazji radzę wszystkim, aby korzystać póki jest ku temu okazja.

Co mi panie dasz? – jak śpiewa gwiazda naszego święta, zespół Bajm – niech każdy postawi sobie takie pytanie, a później czym prędzej zgłasza wymyślony postulat do Urzędu Miasta. Jeżeli coś w innym momencie naszych dziejów byłoby nierealnym, teraz takim być nie musi. Jeżeli dla przykładu komuś źle się jeździ lub chodzi po chodniku czy ścieżce zrobionej z frezowanej kostki, niech to zgłosi. Skoro położoną dosłownie kilka lat temu kostkę (frezowaną) na ul. POW wymienia się na nową kostkę (niefrezowaną), to można to zapewne zrobić w każdym innym miejscu. Pewnie kostkę tak jak twierdzą urzędnicy można wykorzystać gdzieś indziej (ciekawe czy faktycznie tak się stanie i czy ktokolwiek będzie w stanie to sprawdzić), to sama wymiana nie dokonuje się bezkosztowo. Trudno uwierzyć, ze jest to element gospodarskiego podejścia. Raczej kolejna odsłona propagandy i kreowania pozytywnego wizerunku.

Kolejna, bo innych nadal nie brakuje. Choćby na Święcie Lnu, podczas którego obchodzono także Dzień Dziecka. Niestety, w obliczu tak miłego dnia jakim jest międzynarodowy dzień naszych pociech, znalazło się kilka kwestii, które miejsca mieć nie powinny. Po pierwsze, skoro głównym organizatorem był Urząd Miasta Żyrardowa, to uwagę zwracał fakt, że prezydent głównie związany był ze stoiskiem ugrupowania „Przymierze dla Żyrardowa”. Nasuwa się pytanie, czy inne stowarzyszenia były zaproszone w celach wystawienniczych, by przybliżyć swoje wizje rozwoju miasta mieszkańcom? W tym przypadku załatwiono to sprytnie, ukrywając polityczną agitację pod płaszczykiem loterii z nagrodami, których fundatorem było właśnie wspomniane „Przymierze”. Bez wątpienia brawa za pomysł uczczenia święta naszych pociech się należą, bo dzieci zadowolone były, ale dorośli mieszkańcy pamiętać muszą, że prezydent niestety uczynił z tego dnia akcję polityczną,
w której prawo uczestnictwa miała „jedyna słuszna opcja” w mieście.

A co mi – panie prezydencie – dasz? Na wspólny wyścig rowerowy zdaje się nie mam co liczyć. Moje wyzwanie sprzed tygodnia pozostało w próżni. Zdaje się, że przyjęto strategię ignorowania, ale może się mylę. Może to tylko kiepska forma fizyczna każe wystrzegać się tego typu rywalizacji. To w takim razie mam inną propozycję, ściśle związaną z miejscem, które nasz włodarz darzy szczególną estymą. Park Seniora to inwestycja wymieniana przy każdej możliwej okazji. Mamy tam stoły do szachów lub warcabów.

W szachy grać nie każdy umie, ale w warcaby już chyba grają wszyscy. Zatem skoro nie możemy zmierzyć się w rywalizacji fizycznej, to chociaż mała gimnastyka szarych komórek w naszym wspólnym wykonaniu ku uciesze wypoczywających tam seniorów? Już w przyszłym tygodniu poinformuję czytelników, czy chociaż to ziarno padło na podatny grunt.
Message image