Chwyt marketingowy

„Sprzedam siedlisko. W skład siedliska wchodzą dom, stajnie na osiem koni, powozownie, pomieszczenie hotelowe przy garażach. Działka 5000 m2, dom 120 m2 oraz 6 ha ogrodzonego pastwiska. Cena: 1 200 000 zł do negocjacji.”

Takie ogłoszenie dotyczące sprzedaży nieruchomości graniczącej z bolimowskim parkiem krajobrazowym można znaleźć w internecie. Oczywiście dla przeciętnego obywatela naszego kraju oferta ta jest poza zasięgiem jego możliwości finansowych. Dlaczego więc w ogóle ją tutaj przytaczam? Skłoniła mnie do tego refleksja mająca swój początek
w lekturze jednej z naszych lokalnych gazet. Rzecz dotyczy jednej z miejskich inwestycji, a mianowicie Parku Seniora. Od razu zaznaczam, że nie jestem przeciwnikiem urządzenia dla seniorów przyjaznych im miejsc w naszym mieście. Zresztą nie tylko seniorzy zasługują na miejskie strefy rekreacji i relaksu, ale by nie odbiegać od tematu skupimy się na razie na tej jednej lokalizacji.

Otóż we wspomnianym artykule, na jego zakończenie pada kwota – koszt tej inwestycji: 1 266 660 zł. Specjalnie wybrałem się na plac budowy aby przeprowadzić wizję lokalną, bo szczerze mówiąc z okien samochodu kiedy tamtędy przejeżdżam absolutnie tych pieniędzy nie widać. Na miejscu mimo szczerych chęci i przychylnego nastawienia do inwestycji nadal tych zainwestowanych pieniędzy nie znalazłem. Cóż bowiem w tej kwocie mamy? Część poszła na wycinkę drzew i ich usunięcie. Swoją drogą to ciekawe czy pozyskane w ten sposób drewno stało się własnością firmy realizującej Park Seniora, czy też zagospodarowało je miasto? Drewno ma przecież swoją cenę. Liczmy dalej: mamy więc kilka alejek, ławki, siłownię plenerową, rachityczne roślinki (może jeszcze jakieś zostaną dosadzone i będą bardziej okazałe), pergola no i tężnia solankowa.

To wszystko za cenę wyższą niż dom, stajnie na 8 koni, powozownię, garaże, pomieszczenie hotelowe, działkę 5000 m2 i 6 ha ogrodzonego pastwiska. Przy takim prostym porównaniu rzeczona inwestycja nijak nie broni się z ekonomicznego punktu widzenia. Kto z nas zamieniłby opisane siedlisko na kilka alejek, pergolę i tężnię solankową? Grunt na którym wyrasta Park Seniora był jak przypuszczam miejski i płacić za niego miasto nie musiało. Co więc jest aż tak drogie, że pochłonęło tyle pieniędzy? Może główna atrakcja tego miejsca czyli tężnia solankowa? Osobiście mam poważne wątpliwości co do zasadności jej umieszczania w projekcie. Każdy kto był w Ciechocinku i widział tamtejsze tężnie wie, że aby powstał określony mikroklimat potrzeba tężni ogromnych rozmiarów.

Rozumiem, że „nasza” tężnia nie ma za zadanie polepszenia jakości powietrza w całym Żyrardowie, a jedynie na tym małym skrawku zieleni, ale czy i ten cel zostanie osiągnięty? Osobiście szczerze wątpię. Ruch uliczny odbywa się wokół całego Parku Seniora. Ilość spalin i zanieczyszczeń generowanych w ten sposób zdeterminuje jakość powietrza i jego „walory” także w nowopowstałym parku. Moim zdaniem tężnia nie poprawi ani walorów zdrowotnych przebywania w tym miejscu, ani nie wpłynie na poprawę samopoczucia wypoczywających w tym miejscu seniorów. Jak dla mnie jest to tylko i wyłącznie prosty chwyt marketingowy, mający przedstawić inwestycję w bardziej niezwykłym świetle, a może uzasadnić jej wygórowany koszt. Bardziej sensowne byłoby ulokowanie w tym miejscu fontanny, która odpowiednio zaprojektowana dawałaby w upalne dni faktycznie odczuwane orzeźwienie, a nie iluzoryczne korzyści tak skrzętnie wymieniane przez pomysłodawców: ma mieć pozytywny wpływ na „schorzenia górnych dróg oddechowych, przy zapaleniu zatok, rozedmie płuc, nadciśnieniu tętniczym, alergii, nerwicy i w stanie ogólnego wyczerpania”. Zaczynam się zastanawiać po co nam jeszcze nasz zaniedbany szpital? Z drugiej strony jakie trzeba mieć w sobie pokłady naiwności, aby uwierzyć w ten katalog dobroczynnych aspektów płynących z tężni wielkości grillowiska dla maksymalnie 8 osób?

Inwestycja pomału, z opóźnieniami, zmierza ku końcowi. Jej jakość (ale nie zasadność jako taką, bo tej raczej nikt nie kwestionuje) będzie można wkrótce ocenić i docenić 1 266 660 zł wydanych naszych pieniędzy. Wtedy każdy sam dokona oceny czy zafundowaliśmy sobie Mercedesa, czy tylko Fiata, ale za to w cenie Mercedesa. Nie raz już wskazywałem, że nasze władze nie mają kwalifikacji do wydawania pieniędzy. Ciągle pojawiają się nowe przykłady. Nadal czerpiąc z nieocenionych lokalnych gazet, można się dowiedzieć, że mimo wewnętrznego i zewnętrznego wsparcia prawnego, miasto było zmuszone zapłacić 50 tys. zł kosztów postępowania komorniczego. Urząd Miasta oczywiście zgrabnie wytłumaczył całe zajście i zapowiada szczęśliwy finał. Jednakże bazując choćby tylko na swoim przykładzie tj. moich potyczek z UM, nie jestem taki pewien happy endu. Podając za Życiem Żyrardowa z ubiegłego tygodnia, miasto w latach 2016 – 2017 z tytułu spraw pracowniczych wypłaciło 120 tys. zł. odszkodowań.

Niezależnie jak ocenimy skalę tych wydatków, czy jest to dużo, czy całkiem niewiele, to bezsporny pozostaje fakt, iż wypłacono te pieniądze ponieważ Urząd Miasta (tutaj pod tym pojęciem umieszczam osoby Prezydenta i Jego zastępców) podejmował świadomie lub z niewiedzy błędne decyzje, skutkujące przeznaczaniem naszych pieniędzy na odszkodowania. Śmiem twierdzić, że część tych pieniędzy została świadomie położona na szalę, by pozbyć się niewygodnych lub niedających się bezwzględnie podporządkować osób. Za skutki z góry przegranego procesu płaci miejska kasa, a „porządek” na swoim podwórku mają rządzący miastem.

Zapamiętajmy to i powyższe liczby bowiem czas wystawiania rachunków zbliża się nieubłaganie.