Czarodzieje

Pomału dobiegamy do końca roku. W połowie grudnia jak zwykle nasze myśli zaprzątnięte są przygotowaniami do świąt, kupnem prezentów, ewentualnie wyborem miejsca gdzie moglibyśmy się pobawić w sylwestrową noc. Tym bardziej zaskakuje mnie ilość osób reagujących na posty i dyskusję w internecie dotyczącą budowy pomnika Józefa Piłsudskiego. Widać jak bardzo sprawa wydatkowania miejskich pieniędzy na tego rodzaju inicjatywy bulwersuje mieszkańców. Używam słowa bulwersuje, bowiem w trwającej dyskusji trudno znaleźć zwolenników tego pomysłu, poza inicjatorami i osobami blisko związanymi z tak zwanym „obozem władzy” w naszym mieście. Radni chcąc nie chcąc muszą się z tymi głosami liczyć. Pierwsze głosy protestu buńczucznie zlekceważyli.

W głosowaniu zwyciężyła opcja przemawiająca za budową pomnika, ale przyjęcie pełnej publicznej odpowiedzialności za tą decyzję już wzbudziło pewien niepokój. Zatem mimo przyjęcia uchwały o budowie teraz próbuje się nieco złagodzić jej skutki i ci, którzy jeszcze niedawno głosowali przeciwko powoływaniu jakiegokolwiek społecznego komitetu budowy pomnika, teraz już są „za”, a nawet są gotowi być jego członkami lub nawet mu przewodniczyć. Za chwilę będą nam wmawiali, że pomysł takiej formy finansowania monumentu też do nich należał.

Od razu przypomina mi się stary dowcip z czasów prezydentury Lecha Wałęsy, że Lechu – Prezydent tak bardzo był zawsze „za, a nawet przeciw”, że gotów był stanąć na czele manifestacji idącej na Pałac Prezydencki. Tutaj mamy podobny przypadek kiedy zwolennicy budowy za publiczne, w trosce o swoje przyszłe szanse wyborcze zaczynają się stroić w szaty racjonalnie gospodarujących budżetową kasą. Oczywiście to wszystko jest tylko grą pozorów obliczoną na poprawę własnego wizerunku, tudzież na uśpienie naszej zbiorowej pamięci.

Jak przeczytałem w jednej z naszych lokalnych gazet wypowiedź zastępcy prezydenta Dariusza Kaczanowskiego, który zauważył, że przed budową pomnika Filipa de Girarda też było dużo negatywnych uwag, a teraz nikt już nie neguje tego pomysłu, to nie mam wątpliwości, że pomysłodawcy liczą na naszą krótką pamięć. Dla mnie jest to zdumiewające stwierdzenie. Raczej bym się nie spodziewał, że jak już coś zostanie wybudowane – nawet wbrew woli mieszkańców – to ci sami mieszkańcy będą chodzili z pikietami wokół pomnika, aby go w trybie pilnym rozebrać. Co jednocześnie nie oznacza, że lekceważenie ich opinii puszczą w niepamięć wtedy, kiedy rządzący będą puszczali oczko na lewo i prawo wmawiając swoim wyborcom, jak bardzo są dla nich ważni i jak bardzo się z ich – wyborców – zdaniem liczą.

To prawda, w tym okresie będą się liczyli ze zdaniem wyborców i będą gotowi słuchać, spotykać się i obiecywać, aby zaskarbić sobie ich przychylność. W sprawie pomnika zaskakuje jak niewiele do powiedzenia ma Prezydent i jego zastępcy. Wydaje się, że z boku obserwują rozwój wypadków, aby w zależności od tego jak się sprawy potoczą albo ogłosić się ojcami sukcesu, albo wręcz przeciwnie – odciąć od pomysłu i powiedzieć, że tylko wykonywali uchwałę Rady Miasta. Wypada tylko mieć nadzieję, że twarz Marszałka w nowopowstałym pomniku rysami twarzy nie będzie przypominała któregoś z obecnych „ojców” miasta. Cały szum i zaangażowanie niektórych radnych w to wiekopomne dzieło godne ważniejszych i pilniejszych spraw, to jedynie działanie obliczone na późniejszy poklask w czasie, kiedy wszyscy politycy tego poklasku będą najbardziej potrzebowali. Coś w końcu wyborcom trzeba będzie pokazać, z czegoś się rozliczyć.

Pomnikiem Marszałka przynajmniej jest szansa na zjednanie sobie środowisk patriotycznych, chociaż prawdziwy patriotyzm to nie kamienne monumenty, a praca dla dobra ogółu. Ogółu zjednoczonego pod tym samym godłem, mówiącego tym samym językiem i oddającego cześć tej samej fladze. Niestety zawodowa polityka jest podobna do magii. Jest sztuką iluzji. Czarodzieje stający w szranki o największy poklask widowni, czarują, mamią i obiecują. Kiedy tylko otrzymają swoją nagrodę, niczym celebryci zaczynają życie w swoim własnym świecie. Świat zewnętrzny, niedawna widownia przestają mieć znaczenie i na kolejne 4 lata zamieniają się w mało znaczące tło.

Wystarczy popatrzeć co zostało ze zwycięskiego kiedyś obozu jakim było Przymierze dla Żyrardowa. Większość z jego pierwotnych członków już zmieniło barwy polityczne przedstawiając różne motywy podjętych przez siebie decyzji. Smutny to fakt bo wyborcy, którzy postawili na ten twór polityczny liczyli na realizację programu, który był im w trakcie kampanii prezentowany. Mamy jeszcze rok do kolejnych wyborów i teraz powstaje pytanie kto miałby ten program realizować?

W Przymierzu dla Żyrardowa kto inny obiecywał, a teraz nie bardzo ma tam kto przysłowiowe światło zgasić. Już kiedyś wspominałem o wartości polityków, którzy łatwo zmieniają sztandar pod którym walczą. Zawsze mają ku temu ważne powody, ale prawda jest taka, że oceniają swoje szanse polityczne, porównują potencjalny rachunek zysków i strat i jest to jedyna, prawdziwa wykładnia ich działań. Jeżeli arytmetyka wyborcza powie, że przyszły sukces leży w zmianie ugrupowania, to żadne wcześniejsze obietnice, żadne ideały nie będą ich w stanie od tej decyzji odwieść.

Bądźmy takiego stanu rzeczy świadomi. Nie dajmy się czarować i mamić górnolotnymi hasłami, ani ilością wybudowanych pomników. „Nie budujcie mi pomników. Zróbcie coś dobrego dla ludzi” – te słowa Jana Pawła II niech stanowią wyznacznik ku czemu powinny zmierzać decyzje i czyny osób będących w służbie publicznej.