Dobrodziejstwo czy przekleństwo?

Jednym z najbardziej aktualnych tematów ze sfery inwestycyjnej jest budowa Centralnego Portu Lotniczego. Skala inwestycji jak ją przedstawiają media – oczywiście za komunikatami rządowymi – jest tak wielka, że możemy ją porównać ze sztandarowymi budowami epoki socjalizmu. Poraża skala i rozmach, a to powoduje, że każdy o tej inwestycji słyszał i większość ma na jej temat jakieś własne zdanie. Dominuje oczywiście pozytywne nastawienie, bo to przecież szansa na zarobienie pieniędzy zarówno dla przedsiębiorców jak i poszukujących zatrudnienia.

Zapewne wraz z oddaleniem geograficznym od miejsca planowanej budowy, emocje ulegają wyciszeniu, a ocena nabiera bardziej chłodnego i obiektywnego charakteru. W końcu skutki czy to pozytywne czy negatywne tej gigantycznej inwestycji najbardziej odczują mieszkańcy gminy Baranów oraz tych najbliżej położonych. Jak się okazuje mieszkańcy wspomnianej gminy bardziej są zaniepokojeni niż ucieszeni, że to akurat na nich padło. Wszystkiemu winien jest brak rzetelnych informacji pochodzących ze sfer rządowych, a konkretnie z odpowiedzialnego za realizację tych planów ministerstwa.

W prasie i innych mediach kolejne doniesienia uszczegóławiają co miałoby wchodzić w zakres inwestycji. Okazuje się, że hasło „nowy port lotniczy” to tak naprawdę projekt bardziej przypominający powstanie Nowej Huty (oczywiście jest to porównanie z pewną dozą przesady) niż budowę lotniska w Modlinie. Planuje się rozbudowę linii kolejowych, budowę centrów konferencyjnych i hotelowych, co w efekcie stworzy mini miasteczko z bardzo rozbudowaną i różnorodną infrastrukturą. Poza tym przy takiej żyle złota jaką dla biznesu jest tej skali inwestycja, od razu pojawią się różne projekty towarzyszące, które nie będą już autoryzowane przez rząd, ale będące wynikiem przedsiębiorczości i pomysłowości biznesmenów, którzy lokalizując biznes w tak zacnym sąsiedztwie zwielokrotnią szanse jego powodzenia i potencjalnego sukcesu.

Tymczasem przeciętny mieszkaniec wybranej gminy patrząc w okno zastanawia się, co zobaczy za tym samym oknem już za kilka lat? Wizja podobnej inwestycji pojawiła się już dobrych parę lat temu. „Pole, pole, łyse pole, ale mam już plan” – wydaje się znajome? Dalej już parafrazując: tu na razie jest ściernisko, ale będzie… lotnisko. Tak nieco żartobliwie można się odnieść do postrzegania tej sztandarowej inwestycji przez miejscowych słowami przeboju zespołu Golec uOrkiestra. Oni widzą nie tyle ściernisko, co własne pola, które na chwilę obecną są źródłem ich utrzymania. Jednakże zainteresowanym wcale nie jest do śmiechu.

Ostatnio robiąc zakupy na naszym ryneczku zostałem w tym właśnie temacie zagadnięty przez pana, u którego zwykle kupuję ziemniaki. Ów pan stojący zawsze po środku głównej alei, sprzedający wyłącznie ziemniaki notabene najlepsze na rynku powiedział mi, że za utraconą ziemię mają dostać po 10 zł za m2. Nie wiem czy jest to już oficjalna cena jaką za działki mają płacić władze czy tylko lokalna plotka. Nie o to w tej chwili chodzi. Chodzi o brak rzetelnej informacji o całym procesie inwestycyjnym i o tym co dla mieszkańców jest najważniejsze – o zasadach wywłaszczania obecnych właścicieli pod przyszłą inwestycję.

Ludzie mieszkający na terenach przewidzianych pod budowę Centralnego Portu Lotniczego boją się utraty ojcowizny, jak często nazywają swoje pola, za pieniądze nie odpowiadające ich oczekiwaniom. Straszą siebie nawzajem możliwością zastosowania w tym przypadku spec ustawy, która odbierze im ich działki, dając w zamian pieniądze, które uniemożliwią odbudowę źródła dotychczasowego dochodu w nowym miejscu ich życia. Wszyscy słuchając o planach budowy nowego lotniska widzimy głównie pozytywy. Szczególnie my Żyrardowianie będący w bardzo bliskim sąsiedztwie cieszymy się, że ta inwestycja stanie się dziejową szansą dla naszego miasta. Jeżeli plany się ziszczą, to tak zapewne będzie. Dla nas niewątpliwie taka lokalizacja to dobrodziejstwo jakie po latach marazmu w rozwoju miasta przytrafia nam się zupełnie niespodziewanie.

Miłość własna każe nam także wierzyć, że zupełnie zasłużenie. Jednakże pamiętajmy, że niedaleko nas mieszkają ludzie, którzy zaczęli odczuwać niepewność związaną ze swoimi przyszłymi losami. Boją się, a strach budzi w ich umysłach coraz to nowe i coraz to bardziej krzywdzące ich scenariusze. Oczywiście ani ja, ani nikt z czytających te słowa nie ma wpływu na to co się wydarzy w temacie kluczowej inwestycji najbliższego dziesięciolecia. Jednak może przez przypadek przeczyta te słowa ktoś wpływowy, ktoś kto ma realny wpływ na bieżącą politykę i weźmie pod uwagę obawy i troski zwykłych ludzi, mieszkańców gminy Baranów, których dotychczasowe życie uległo w pewnym stopniu „zawieszeniu” w oczekiwaniu na to co ma nastąpić.

Dla nich rządowe plany to na razie bardziej przekleństwo niż dobrodziejstwo. Ja w takiej sytuacji od razu mam przed oczami pana sprzedającego ziemniaki i jego zatroskaną twarz. Patrząc po ile sprzedaje swoje płody rolne i jaką ich ilość przywozi jednorazowo na nasz ryneczek, mogę z grubsza ocenić jego przychody. Być może nie musi się niczego obawiać i dla niego także jest to życiowa szansa tylko jeszcze o tym nie wie. Gdyby równocześnie z informowaniem ogółu społeczeństwa prowadzono politykę rzetelnej informacji dla lokalnej ludności w myśl zasady: nic o nas bez nas, to z pewnością wykluczyłoby to wszelkie spekulacje, które są codzienną udręką bezpośrednio zainteresowanych o losy ich własności. Miło byłoby mieć świadomość, że nikt na tej inwestycji nie stracił, że nie została okupiona łzami goryczy, a wszyscy bez wyjątku traktują ją jak dobrodziejstwo – nasze wspólne, narodowe.