Każdy czyta jak umie

Zaczynając nowy tydzień po pierwszym letnim weekendzie – bo tak z uwagi na temperatury jakie mieliśmy – możemy opisać minioną sobotę i niedzielę, chciałem dzisiaj napisać coś, co wiązałoby się chociaż pośrednio z pobytem na świeżym powietrzu i z dobrodziejstwami jakie daje nam natura. Jednakże zanim to zrobię, muszę się odnieść do swoich poprzednich tekstów i niektórych komentarzy jakie pojawiają się na Facebooku.

Otóż odnoszę wrażenie, że niektóre osoby czytają to co  piszę albo wybiórczo, albo zupełnie bez zrozumienia przesłania, jakie konkretnym tekstom towarzyszy w tle. Jeżeli coś, co się akurat dzieje w Polsce oceniam krytycznie, nie zgadzam się z tym lub mam inne zdanie, to od razu pojawia się zarzut, a nawet jest mi to wprost przypisywane, że jestem członkiem, zwolennikiem lub aktywistą Platformy Obywatelskiej. „Gdzie pan był jak PO niszczyła to i owo?” – grzmią przeciwnicy PO lub przeciwnicy tylko mojej osoby, a często wręcz przeciwnicy zdrowego rozsądku, bo argumenty jakich używają można tylko w tej kategorii umieścić. Drodzy czytelnicy, nigdy nie byłem, nie jestem, ani prawdopodobnie nie będę członkiem PO. Przez 8 lat rządów koalicji PO-PSL było mnóstwo działań, które zasługują na pochwałę i dobrą ocenę, ale było także wiele złych wydarzeń, które wywoływały dezaprobatę i które oceniam krytycznie.

Inni wyborcy oceniali to chyba podobnie, wskutek czego tamta koalicja utraciła władzę. Jednakże to nie znaczy, że w ramach mojego prywatnego rewanżu za to, co „tamtym” nie wyszło, teraz będę ślepo popierał każde działanie obecnego rządu, zwłaszcza w sytuacji gdy kłóci się to, z elementarnym poczuciem zdrowego rozsądku. Podobnie rzecz się ma z krytyką obecnych władz miasta. Dla oponentów gwóźdź do mojej trumny zdaje się stanowić argument: „Gdzie Pan był, gdy miastem rządził poprzedni prezydent i dlaczego nic Pan wtedy nie robił?” Równie dobrze mógłbym to samo pytanie odwrócić, a następnie zadać je pytającemu i często byłoby ono o wiele bardziej zasadne niż stawianie go mnie. Niczego nie musiałem robić wtedy, tak samo jak i teraz nie muszę. Robię, bo w którymś momencie uznałem, że mając poukładane życie zawodowe mogę poświęcić część swojego czasu na działania prospołeczne. Oczywiście zwykle impulsem do tego typu postaw bywa niezgoda na obecny stan rzeczy. I tak jest ze mną. Stali czytelnicy wiedzą, że wyrażam się krytycznie o całokształcie działań władz naszego miasta. Mam do tego prawo zarówno jako mieszkaniec miasta, jak i osoba z czystą kartą w działalności samorządowej. Niczego w tym mieście nie napsułem (w przeciwieństwie do niektórych używających tego „koronnego” w ich mniemaniu argumentu-pytania) więc o każdym okresie z życia naszego miasta mogę pisać jako osoba postronna – ot, taki zwykły mieszkaniec, który ma coś do powiedzenia i chce to zrobić. Dlatego używanie w dyskusji na portalu zwrotów typu „Gdzie Pan był wtedy, kiedy…”, jest dla mnie wyrazem bezradności oponentów, bo trudno o bardziej irracjonalną argumentację. Równie dobrze ja mógłbym zadać pytanie co starszym adwersarzom: gdzie byliście gdy np. komuniści doprowadzali kraj do ruiny i zacofania? Ilu z Was stać było na czynny opór z narażeniem swojego statusu społecznego, zdrowia, a często także życia? Przeszłość mamy już za sobą.

Wpływ mamy na to, co się dzieje aktualnie, a przeszłość zostawmy historykom. Jeżeli teraz będę milczał, to za 5 lat pojawi się inny niezadowolony, który będzie pytał gdzie byłem, kiedy Prezydent Jasiński i spółka robili to czy owo. Kluczowe jest czytanie tekstu takim, jakim jest, z jego szerszym przesłaniem, a nie wybiórcze korzystanie z określonych fragmentów, na użytek wyznawanego światopoglądu lub manifestacji swojej niechęci do autora, tudzież leczenia własnych kompleksów.

Każdy czyta jak umie, a komentarze pokazują jak wiele osób niestety nie rozumie co czyta.   Po takim przygotowaniu wrócę do wiosny i przyrody mając nadzieję, że zostanę właściwie zrozumiany bez zbędnego kontekstu politycznego. Chciałbym odnieść się do jednej z nowych ustaw,
a mianowicie do tzw. „lex Szyszko”, czyli ustawy zezwalającej na wycinkę drzew na prywatnych posesjach.  Szanując prywatną własność umiem zrozumieć argumenty o swobodzie gospodarowania na własnym podwórku. Wiele osób mówi, że wreszcie mogą urządzać przestrzeń wokół własnych domów, tak jak tego od lat pragnęli. Nasadzenia dokonane często jeszcze przez ich dziadków, po latach stawały się problemem dla kolejnych pokoleń. Nowa ustawa miała pomóc na wprowadzenie tego typu zmian w ogrodach, które mogły być z różnych względów konieczne. I chcę wierzyć, że taki właśnie był zamiar autorów ustawy. Jednak chyba nie przewidziano jak wprowadzone zmiany zadziałają w praktyce. Jadąc przez Polskę w wielu miejscach widać pośpieszną wycinkę i ogołocone
z roślinności place, na których żałośnie sterczą kikuty pni drzew i krzewów.

Biorąc pod uwagę, że w naszym społeczeństwie wcale nie rzadko zdarzają się karygodne przypadki  znęcania nad dziećmi, dręczenia zwierząt, to i trudno spodziewać się szacunku dla tej części żywej natury jaką są drzewa i krzewy. Co bardziej bezmyślni jedyny związek pomiędzy drzewem, a człowiekiem widzą przez pryzmat ceny drewna w tartaku. Walory krajobrazowe czy zdrowotne są dla nich tylko pustymi hasłami. Już dzisiaj widać, że wprowadzona ustawa była błędem. W poprzednim systemie prawnym także można było wyciąć przeszkadzające drzewo. Trzeba było tylko uzyskać stosowną zgodę. W praktyce nie znam nikogo, kto wystąpiłby o taką, a jej nie otrzymał. Jednakże sam fakt konieczności jej uzyskania (oraz wysokie kary za jej brak) stanowił dostateczny hamulec dla nieposiadających żadnych oporów przed bezmyślnym i bezzasadnym dewastowaniem przyrody. Przyrody, która służy nie tylko właścicielowi działki, ale całej okolicznej społeczności. Władze państwowe, a przynajmniej partyjne rządzącego obozu sygnalizowały, że dostrzegły problem jaki stworzyły.  Niestety póki co nie poszły za tym działania, które ten stan rzeczy miałyby zmienić. Wypada zatem mieć nadzieję, że posłanki i posłowie przypomną sobie jak szybko można wprowadzić nowe regulacje prawne (mieliśmy tego spektakularne przykłady), bo dla odmiany drzewa rosną bardzo długo i obyśmy przez dziesięciolecia nie musieli oglądać efektów chybionych pomysłów dotyczących środowiska.