Krytyka czy troska?

W dzisiejszym felietonie chciałbym poruszyć temat formułowanych przez niektórych z Państwa zarzutów, iż ciągle krytykuję obecnego prezydenta. Otóż stanowczo odrzucam takie stwierdzania. Ja nie krytykuję, a raczej wskazuję problemy, nad którymi warto się choćby na chwilę zatrzymać. Przypominam sobie jedną z podróży po Polsce. W drodze nad Bałtyk do Rewala przejeżdżałem przez pewną urokliwą miejscowości.

Zapewne zapytacie Państwo co w niej było takiego pięknego?
W sumie nic nadzwyczajnego, a jednak zwróciła moją uwagę. Po prostu czyste i zadbane ulice, proste chodniki , ładne i czyste budynki, zielone i odpowiednio przystrzyżone trawniki. A do tego te kwiaty, przystanki, skwerki, ławeczki, lampy, kosze – wszystko aż zachęcało: „stań kierowco! zatrzymaj się! odpocznij i poczuj panującą harmonię!” I tak zastanowiłem się, czy w naszym kochanym Żyrardowie nie mogłoby być podobnie. Czy to co tam mają, to aż tak wiele?

Moja wizja Żyrardowa to właśnie takie miasto, jak to mijane przeze mnie. Miasto, które podróżnemu będzie kojarzyć się z czystością, pięknem, prostotą, a zarazem funkcjonalnością rozwiązań i bezpieczeństwem. Z uśmiechniętymi mieszkańcami szczycącymi się, że mieszkają w Żyrardowie. A więc aby, tak jak w tamtym mieście każdy poczuł: „stań, zatrzymaj się, odpocznij, jest tak pięknie”.

A co mamy obecnie? Zacznę od miejsca, które jako pierwsze widzi osoba przyjeżdżająca do naszego miasta pociągiem czyli od dworca PKP. Czy ktoś z Państwa był ostatnio na stacji kolejowej, która nie tak dawno była remontowana? Przecież to pierwsza wizytówka naszego miasta, a na schodach piach, brudne cuchnące przejście podziemne, odpadający tynk z budynku, wysepka poobijana, że o drzwiach wejściowych do budynku stacji już nie wspomnę. W tym wszystkim nasi mieszkańcy w milczeniu przemykający albo do pracy, albo już z pracy – aby szybciej do domu, aby tego wszystkiego nie widzieć.

Wiem, że zaraz podniesie się krzyk, że to własność kolei i miasto nie odpowiada za majątek tego państwowego przedsiębiorstwa. To prawda, ale to brama wjazdowa Żyrardowa dla podróżujących koleją i w takich sytuacjach władze miasta powinny interweniować. Każdy pewnie zna przysłowie: „Jak cię widzą, tak cię piszą”. Nikt się przy tym nie zastanawia czyją własnością jest obiekt, a raczej gdzie się znajduje. Dla zwykłego podróżnego, to „Żyrardów ma zaniedbany dworzec”, a nie „Polskie Koleje Państwowe mają zaniedbany dworzec w Żyrardowie”. Tak działa nasza percepcja.

Drugi przykład to nasz tunel. Tym razem to zapewne wina Generalnej Dyrekcji Dróg. Pewna pani podniosła ten temat w sesji pytań na żywo z Prezydentem. Jak zareagował na to gospodarz naszego miasta? W zasadzie nijak poza deklaracją, że „wyśle służby celem sprawdzenia”. Tymczasem – parafrazując tytuł dzieła E.M. Remarque’a – „w tunelu bez zmian”.

Idźmy dalej: co z placem zabaw dla dzieci w parku Dittricha? Ostatnio kolejna pani zapytała prezydenta (także podczas sesji pytań na żywo) czy można coś z tym zrobić (unowocześnić, oczyścić, uatrakcyjnić) i uzyskała odpowiedź, że nasz gospodarz „pójdzie sprawdzić”. Nie wiem co z tego „sprawdzania” wyniknęło, ale jedno jest pewne: mamy prezydenta – gospodarza miasta, który nie wie jaki właściwie jest stan tego miasta.

Kolejna sprawa: co z poruszonym na Facebooku tematem e-dzienników w szkołach? Oczywiście pan prezydent miasta chwali się, że umie je obsługiwać i są one standardem w dzisiejszych czasach tylko, że ten dziennik jest w Warszawie, w szkole do której uczęszcza prezydencki syn, a nie w naszych żyrardowskich szkołach. Tak więc, drodzy mieszkańcy Żyrardowa, jeśli chcecie mieć e-dziennik, to musicie jak pan prezydent, wysłać dzieci do szkół w Warszawie. Może niewielu z Was czytelników wie, że program do e-dzienników jest dostępny w żyrardowskich placówkach od dawna i nie trzeba go kupować lub płacić abonamentów, jak to kiedyś było. Trzeba jedynie stanowczych decyzji dyrektorów szkół. Na marginesie, szkoda że placówki edukacyjne w naszym mieście są na tak niskim poziomie, że syn prezydenta musi się kształcić w stolicy.

Dalej mamy jeszcze chwalebny i sztandarowy projekt tężni na osiedlu Żeromskiego. Fantastyczny pomysł – przyznaję – bardzo ładne miejsce dla naszych rodziców, dziadków, aby mieli gdzie spokojnie odpocząć i porozmawiać. Ale to nowa inwestycja za 1 270 000 zł na kredyt. Tylko, co faktycznie jest tam zrobione: parę metrów chodnika, 7 przyrządów do ćwiczeń, jedna kamera, kilkanaście ławek i lamp oświetleniowych? No i tężnia! Ale największy efekt daje to, że jest wreszcie posprzątane i pograbione. Czym tu się chwalić?

Jeśli ktoś chce zobaczyć jak będzie wyglądało to miejsce za kilka lat, to zapraszam do parku byście zobaczyli plac zabaw dla dzieci i cały zrewitalizowany park, który tuż po remoncie wyglądał imponująco. Szkoda tylko, że to historia. Za chwilę zostanie oddany do użytku kolejny „projekt wyborczy” za 5 000 000 zł na kredyt. Mowa tu o placu zabaw dla dzieci na osiedlu Wschód. Wreszcie nasze dzieci nie będą musiały jeździć do Grodziska, Błonia, Julinka, tylko będą się bawić u nas – szkoda, że po wakacjach. Fakt, do wyborów dotrwa jak nowy. Dziwne dlaczego wszystkie tak duże projekty zostały rozpisane na rok wyborczy? Co nasz gospodarz robił przez 4 lata? No tak, nawet miasta dobrze nie poznał i nie wie co w nim jest, bo na pytania mieszkańców najczęściej odpowiada „sprawdzę to jutro i wrócę z odpowiedzią”.

Dalej w kwestii finansów: czy „Przymierze Dla Żyrardowa” – prezydenckie ugrupowanie – płaci za wynajęcie Resursy na swoje spotkania? A co ze sprawą finansowania TVŻ? Jakoś przycichło. Próbuję porównać naszego włodarza z burmistrzami Grodziska Mazowieckiego czy Mszczonowa. Tak, to rzeczywiście przeciwieństwa – z mieszkańcami chyba już bliżej być nie mogą, a o każdym zakątku swoich miast wiedzą wszystko, bo żyją sprawowaną funkcją i chcą chodzić z podniesioną głową wśród współmieszkańców.

W swoim życiu niejednokrotnie ryzykowałem własnym majątkiem, zarywałem noce, co już niejednokrotnie opisywałem. Dzięki temu odniosłem pewien sukces. Za to jakiego rodzaju sukcesy odniósł pan prezydent już wymieniłem. Czym ryzykuje nasz prezydent? Tylko stanowiskiem. A co będzie gdy odejdzie? Co, jeśli go nie wybierzemy? W zasadzie nic wielkiego się nie stanie poza tym, że my mieszkańcy i tak będziemy musieli spłacić kredyty.

Marzy mi się jedynie normalność i wciąż zadaję sobie pytanie czy doczekam wyborów, podczas których będę szedł do urny z przeświadczeniem, że chcę głosować na „tego” kandydata, a nie z myślą „żeby to nie był Wilk”, „żeby to nie był Jasiński”, „żeby to nie był Nowak”, „żeby to nie był Kowalski”.

Czy ja faktycznie krytykuję, czy wykazuję troskę o mieszkańców, o miejskie finanse, o miasto i o nasze dzieci, aby nie musiały jeździć po wykształcenie do stolicy, a później szukać tam pracy. Zatem pytam: czy to krytyka czy troska?