Lekka ręka

Mamy za sobą kolejną sesję Rady Miasta Żyrardowa. Sesja jak sesja – dla jednych temat interesujący, dla innych to tylko samorządowy spektakl ścierających się racji, światopoglądów i politycznych interesów. Chciałbym jednak poruszyć ten temat z uwagi na mój ostatni felieton poświęcony idei budowy pomnika Józefa Piłsudskiego w naszym mieście. Jak to zapowiadałem w felietonie na tą właśnie sesję był przygotowany stosowny projekt uchwały dotyczący wspomnianego pomnika. Ponieważ zawsze zamieszczam swoje felietony na portalu społecznościowym, to każdy w zasadzie może się zapoznać co inni mieszkańcy na wywołany przeze mnie temat sądzą.

Tak było i tym razem. W zasadzie wszyscy, którzy zdecydowali się zabrać publicznie głos w tej sprawie (a byli i tacy, którzy tylko do mnie dzwonili nie chcąc z różnych względów upubliczniać swojego punktu widzenia) byli przeciwni budowie pomnika za pieniądze pochodzące z budżetu miasta. Większość nie kryła przy okazji oburzenia, że w ogóle komuś taki pomysł w obecnej sytuacji finansowej i bytowej naszego grodu mógł przyjść do głowy. Sprawę w mediach społecznościowych poruszył także jeden z radnych, chcący poznać opinie mieszkańców na ten temat. W tym przypadku komentarze były utrzymane
w podobnym tonie. Zatem o ile można byłoby potraktować nasze wpisy – mój i wspomnianego radnego – jako swego rodzaju sondaż mieszkańców, to decyzja radnych powinna być następująca: albo budujemy pomnik ze społecznej zbiórki, albo nie budujemy go wcale. Pomysł budowy pomnika
z pieniędzy pochodzących z dobrowolnych składek mieszkańców nie zyskał przychylności większości radnych.

Pytanie dlaczego? Cóż złego byłoby w tym, aby ludzie w zakresie swoich możliwości sfinansowali jego budowę? Wydaje się, że podstawową przeszkodę dla radnych którzy głosowali przeciw takiemu rozwiązaniu stanowiła potencjalna konieczność zajrzenia do własnej skarbonki. Nie wyobrażam sobie żeby było inaczej, aby gorący orędownicy budowy pomnika, zapewne będący także ludźmi kultywującymi zasługi Marszałka, nie dali przykładu i nie wyłożyli na budowę pomnika określonych sum ze swoich prywatnych pieniędzy.

Tutaj oczywiście zaczyna się dysonans behawioralny. Być czyimś zagorzałym zwolennikiem za wspólne pieniądze, to zupełnie coś innego niż za swoje własne. Gdy trzeba za coś samemu zapłacić, to od razu poziom entuzjazmu maleje. Dlatego też większość radnych będąc głuchymi na zdanie mieszkańców odrzuciła pomysł finansowania ich inicjatywy z pieniędzy pochodzących ze zbiórki. Radny Jerzy Jankowski posunął się nawet do tego, że głos mieszkańców w internecie określił jako „internetowy hejt”.

Tak jest najprościej. Jeżeli ktoś ma inne zdanie, to najlepiej je zanegować uznając, że jest to wyraz niczym nie uzasadnionej nienawiści lub wrogi interes polityczny. Tak się właśnie zamiata problemy pod przysłowiowy dywan i bagatelizuje odmienny punkt widzenia. Wspomniany pan radny należy do grona pomysłodawców budowy pomnika więc nie pozostaje mu nic innego jak własnego pomysłu bronić. Warto tutaj wymienić pozostałych pomysłodawców aby mieszkańcy mieli pełną świadomość w nadchodzących wyborach, czego i jakich inicjatyw mogą się po konkretnych kandydatach spodziewać w kolejnych
4 latach.

Tak więc pomysłodawcami budowy pomnika są: wspomniany już wcześniej Jerzy Jankowski, Mariusz Koźbiał, Marcin Rosiński, Michał Tkacz i Marcin Zawiślański. Przynajmniej ci panowie podpisali się pod propozycją uchwały. Inni zwolennicy pomnika, którzy poparli pomysł w głosowaniu to: Monika Gwiaździńska – Wrzesień, Beata Marzęda – Przybysz, Ryszard Mirgos, Marek Studziński i Marek Treliński.

Na sesje RM przychodzi w charakterze widzów niewielu mieszkańców. Toteż decyzje zapadające w tym czasie dla przeciętnego żyrardowianina są niemalże anonimowe. Oczywiście można później dotrzeć do protokołów, z pewnym opóźnieniem są chyba nawet publikowane na internetowej stronie miasta, ale z doświadczenia wiemy, że pewnie nikt nie zadaje sobie tego trudu. W takiej sytuacji łatwiej podnieść rękę i bezrefleksyjnie rozdysponować nasze wspólne finanse. A w tej kwestii nieodmiennie panuje pewna nonszalancja wśród naszych rządzących.

Tydzień temu byłem na posiedzeniu Komisji Budżetowej. Zaskoczyła mnie wysoka frekwencja, ale po chwili zorientowałem się, że publiczność dla wystąpienia Prezydenta poza kilkoma radnymi stanowili głównie naczelnicy wydziałów Urzędu Miasta. Samo przemówienie warsztatowo wypadło bardzo dobrze. Poziom wystąpienia w porównaniu do wcześniejszych bez porównania lepszy, a ja byłem pod wrażeniem jak można wiarygodnie przekazywać treści, w które racjonalnie myślący człowiek nie będzie chciał do końca wierzyć. Prezydent omówił prognozę budżetu na 2018 rok, dużo czasu poświęcił wydatkom inwestycyjnym, natomiast w ogóle nie było mowy o tym, że osiągniemy największy poziom zadłużenia w historii.

Na moją uwagę w tym temacie usłyszałem, że wskaźniki zadłużenia są na bezpiecznym poziomie, czyli w domyśle możemy spać spokojnie. Wskaźniki pewnie nie kłamią (o ile ktoś rzetelnie do nich podszedł), ale są martwe w swej istocie i nie uwzględniają niuansów. A to właśnie te niuanse decydują o tym, że ktoś pomimo dobrych wskaźników ma problemy z obsługą swojego zadłużenia, a ktoś inny nie. Biorąc pod uwagę charakter naszych inwestycji, które nie będą tworzyły w przyszłości przychodów, a wręcz przeciwnie będą związane z nimi określone koszty roczne, to ja osobiście obawiam się czy poziom zadłużenia do którego dążymy będzie dla nas do udźwignięcia.

Martwi mnie też ta przysłowiowa lekka ręka, która wydaje miejskie pieniądze. Lekką ręką planuje się wydanie 500 tys. zł na pomnik wbrew głosom mieszkańców, zamiast poszukać tych pieniędzy w prywatnych kieszeniach. Prezydent w swoim wystąpieniu mówiąc o Parku Seniora i wybudowanej tam tężni stwierdza na temat kosztów jej budowy: „(…) 200 – 300 tys. zł chyba około, bo w tej chwili to nie jest ważne”. Dla mnie jest ważne, bo pomiędzy 200 a 300 tys. jest bardzo duża różnica i kwota 100 tys. zł to dla większości mieszkańców miasta kolosalna suma. Niektórzy tej wysokości kredyty będą spłacali przez 20 i więcej lat.

Tymczasem inni według własnego uznania, będąc głuchymi na sygnały płynące od mieszkańców wydają takie czy inne kwoty, zgrabnie zaokrąglając setki tysięcy złotych jakby te pieniądze nie miały żadnego znaczenia w budżecie, jakby się w ogóle nie liczyły. Pamiętajmy, że każdy milion składa się z pojedynczych złotówek, a każdą nie swoją złotówkę trzeba najpierw kilka razy obejrzeć nim się ją wyda.