Mamy was na oku

Po moim ubiegłotygodniowym apelu w szczytnej sprawie czyli otwarcia naszych serc, ale także i portfeli dla ratowania zdrowia małej Natalki, dzisiaj niestety musimy wrócić do spraw mających niewiele wspólnego ze szlachetnością lub z goła nic. Przyjrzyjmy się ostatniej sesji Rady Miasta i głosowaniu nad budżetem. Zapewne pamiętacie Państwo mój felieton o Centrum Kultury w Żyrardowie i niejasnej sytuacji związanej z finansami tej instytucji i podległej jej Telewizji Żyrardowskiej.

Jeszcze nie przebrzmiały echa tamtego artykułu, a już nasz prezydent zaproponował zmiany w budżecie polegające na zwiększeniu wydatków o 150 tys. zł właśnie na potrzeby Centrum Kultury oraz 64 900 zł na wydatki związane z kalendarzem imprez miejskich. Razem daje nam to 214 900 zł. Kwestia budżetu była tematem chyba ostatniej sesji w roku 2017, a już po upływie zaledwie miesiąca nowego roku kalendarzowego dostrzeżono konieczność wpompowania większego strumienia pieniędzy w żyrardowską „kulturę”.

Gdy to wszystko obserwuję, to Centrum Kultury coraz bardziej jawi mi się jako jądro ciemności, z którego nie wiadomo co kiedyś wypłynie. Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że prezydent proponując tego rodzaju zmiany powinien je uzasadnić. Tymczasem zmiany w budżecie zaproponowano, a o uzasadnieniu nie pomyślano. Wypadek przy pracy, miałkie argumenty czy po prostu pieniądze te mają wesprzeć CK w takich obszarach, których w żaden sposób nie należałoby dyskutować na forum publicznym? Nie wiem, ale na odpowiedź z Urzędu Miasta nie ma co liczyć, ponieważ nasz włodarz przyjął słuszną z punktu widzenia jego polityki strategię nie udzielania odpowiedzi na publicznie zadane pytania. Udaje, że ich nie widzi, nie czyta gazet, a jeśli już to ogranicza się tylko do oglądania obrazków z własną podobizną.

Zamiast tego możemy ewentualnie usłyszeć ujadanie samozwańczych obrońców prezydenckiej czci, ale nie wierzmy w to, że ktoś chciałby bezinteresownie położyć własną głowę na szafocie by ratować prezydencką. Interesownie – to i owszem. A że władza zawsze może obdzielać pewnymi przywilejami, to takie zachowanie nie powinno nikogo dziwić. Ktoś może dostać pracę w spółce miejskiej – to w nagrodę, ktoś inny może tą pracę stracić – to akurat za karę. Pamiętam ostatnią kampanię prezydencką w naszym mieście i hasła głoszone przez zwycięzcę. „Oszczędności” i „walka z nepotyzmem” to tylko dwa przykłady, z których jasno wynika jak bardzo odległe są obietnice wyborcze od tego, co jest później realizowane w praktyce.

Nie mówi się o tym głośno, ale osoby będące blisko Urzędu Miasta czy samego prezydenta potwierdzają, że wciąż zachodzą zmiany kadrowe w podległych miastu spółkach czy instytucjach. Zwalniani są pracownicy z wieloletnim stażem, a w ich miejsce pojawiają się nowi, którzy są wyłaniani w procesie dziwnej rekrutacji, o którym wiedzą tylko wybrani. Tym sposobem osiągane są dwa cele. Po pierwsze usuwani są ludzie, którzy mogą zbyt dużo wiedzieć i mieć dostęp do niewygodnych dokumentów. Wiadomo, że bywa tak iż często z człowiekiem znika jakaś część historii instytucji, którą reprezentował. Trudniej wtedy dochodzić zdarzeń, a fakty mieszają się z fikcją. Krótko mówiąc czyści się takim działaniem kartotekę. Po drugie robi się w ten sposób miejsce dla własnych ludzi. Jak prześledzimy nazwiska figurujące w naszych urzędach i spółkach miejskich to dostrzeżemy, że w naszym mieście zaczynają pojawiać się klany rodzinne. Mąż w jednej instytucji, a żona w drugiej. Być może jeszcze wujek, ciotka lub siostrzeniec o innym nazwisku w kolejnych urzędach.

I tak odwieczny model, w którym ręka rękę myje trwa nadal i ma się dobrze, nawet na fali tak szlachetnych haseł wyborczych. Wróćmy ponownie do sesji RM i tematu budżetu. Wydawałoby się, że w tak małym i w miarę jednorodnym organizmie w rozumieniu wspólnoty interesu jakim jest nasze miasto, głosowanie nad budżetem może budzić rozbieżności, może uwidaczniać różne poglądy na istniejące potrzeby, ale chyba powinno być wolne od spraw tajnych, zarezerwowanych dla oczu i uszu nielicznych.

Tak by się mogło wydawać, a jednak jest inaczej. W trakcie głosowania „obóz prezydencki” musiał zrobić przerwę i w zamknięciu przedyskutować plan działania. Dlaczego? Otóż grupa radnych zaproponowała aby kwotę 214 900 zł, którą prezydent widział już ulokowaną w „kulturze” i miejskich imprezach podzielić zgoła inaczej i 100 tys. przekazać na Muzeum Lniarstwa, a 114 900 zł proporcjonalnie dla szkół na zakup wyposażenia i materiałów dydaktycznych. Będziecie Państwo pewnie zaskoczeni ale okazało się, że szkoły wcale tych pieniędzy nie potrzebują. Pracownicy odpowiedzialni za finanse oświaty przekonywali radnych (oczywiście w kuluarach), że szkoły wszystko mają i nic im nie potrzeba.

W efekcie w głosowaniu pomysł przepadł przy aktywnym współudziale radnych – nauczycieli (!) – tworzących prezydencką grupę poparcia. Zatem Centrum Kultury ponownie zostało docenione finansowo i niemała sumka 150 tys. wzbogaci budżet tej instytucji. Na co te pieniądze ostatecznie zostaną wydane? Być może wsparcia wymaga Telewizja Żyrardowska, bo przecież ktoś w roku wyborczym musi robić reklamę prezydentowi. Zresztą na portalu społecznościowym prezydencki neofita zapowiedział już „igrzyska” prezentując z dumą wspólne zdjęcie z naszym włodarzem i obwieszczając, że „mają plan”. Co miał na myśli ten apostata zdrowego rozsądku i wszelkich zasad, wie tylko on sam. Po moim komentarzu, że takie będą igrzyska jacy „gladiatorzy” widoczni na zdjęciu, wpis wraz ze zdjęciem usunięto. Czyżby prezydent wstydził się swoich gorliwych wyznawców i poprosił o nieafiszowanie się z jego osobą? Być może niektórzy z Państwa zauważyli, że część Resursy jest obecnie wyłączona z użytkowania.

Dobrze poinformowani twierdzą, że to za sprawą – a jakże! – Telewizji Żyrardowskiej. W Resursie nasza lokalna telewizja ma własne pomieszczenie. Nie wiem czy je dzierżawi czy jest jej użyczone, ale właśnie tam pękła rura, która zalała część naszego zabytkowego obiektu. Tak więc może Telewizja Żyrardowska potrzebuje dodatkowych pieniędzy, żeby pokryć wyrządzone szkody? Myślę, że z czasem się dowiemy ponieważ jest sporo osób w Żyrardowie, które dużo wiedzą i coraz chętniej się tą wiedzą dzielą. Będziemy się przysłuchiwali co w trawie piszczy, a rządzący miastem pamiętajcie: mamy was na oku.

Tyle o brudnych sprawach naszego miasta, a tymczasem nadal walczymy o pieniądze dla Natalki. Mieszkańcy czynnie się do tej walki włączyli. Odzew na nasz apel był ogromny. Niedawno jadąc przez miasto zauważyłem kobietę dźwigającą duże torby. Zatrzymałem się aby zaproponować pomoc. Co się okazało? Kobieta niosła torby pełne nakrętek uzbieranych właśnie dla Natalki. Przyznam, że sytuacja mnie wzruszyła, a i panią z torbami chyba także. Podziękowałem w imieniu Natalii i jej rodziców, a niewygodne torby zabrałem i już sam dostarczyłem do miejsca zbiórki.

Doświadczając takich sytuacji umacniam się w przekonaniu, że na szczęście więcej jest w naszym mieście ludzi dobrych i bezinteresownych niż chciwych hipokrytów. Pokrzepiony tą refleksją zachęcam do dalszego, czynnego udziału w akcji „Odpad zdasz, życie dasz”.