Nie bój się Rdesta

Na internetowej stronie Urzędu Miasta możemy znaleźć informację o nowej inicjatywie z jaką wyszedł prezydent, a mianowicie o powołaniu Miejskiej Rady Seniorów. Rada taka ma w zamyśle stanowić ciało doradcze w sprawach dotyczących najstarszych mieszkańców naszego miasta. Czy to słuszny zamysł? Oczywiście tak, jeżeli mamy na myśli ideę wsłuchiwania się w głosy mówiące o potrzebach mieszkańców. I tak w tym konkretnym przypadku nikt nie zna lepiej potrzeb seniorów niż oni sami.

Podobnie jest z innymi grupami społecznymi: młodzieżą, przedsiębiorcami, nauczycielami, bezrobotnymi, wędkarzami, sportowcami i twórcami. Wymieniać można byłoby długo, bo naszą społeczność da się podzielić według wielu różnych kryteriów na określone grupy interesu. Czy mamy w takim razie utworzyć społeczne rady dla całej rzeszy specjalizacji zawodowych, zainteresowań mieszkańców lub pól ich aktywności osobistej? Tego oczywiście technicznie nie da się zrobić, a i taka potrzeba byłaby pod dużym znakiem zapytania.

W takim razie należałoby domniemywać, że głos poszczególnych grup nie będzie w Urzędzie Miasta dostatecznie słyszany. I tak jest w rzeczywistości. Głosy: prośby, sugestie, rady docierają do ucha prezydenta wybiórczo. To co jest mu na rękę jest słyszalne. Wrażenie dla odbiorców ma być jedno: to prezydent jest pomysłodawcą i realizatorem najlepszych idei służących miastu. Bez niego miasto przepadnie z kretesem.

Dlaczego tak mówię? Czyżby cynizm zazdrosnego, małego człowieczka? Otóż bazuję wyłącznie na moich własnych doświadczeniach z minionej kadencji. Na Facebooku w reakcji na post donoszący o tej ostatniej inicjatywie, pozwoliłem sobie zadać pytanie czy nie byłoby zasadne aby powołać radę przedsiębiorców, która mogłaby służyć swoją wiedzą i doświadczeniem prezydentowi w sprawach związanych z biznesem. Od razu na mój wpis zareagowało polityczne zaplecze prezydenta czyli „Przymierze dla Żyrardowa” starając się zdyskredytować moją propozycję poprzez „rozliczenie” działalności Żyrardowskiego Klubu Biznesu. Nie trzeba być bystrym obserwatorem aby stwierdzić, że impet aktywności tego stowarzyszenia uległ osłabieniu. Kiedy tylko powstał ŻKB to oczywiście były wysyłane zaproszenia do udziału w naszych śniadaniach biznesowych dla prezydenta lub jego zastępców. Udało się tylko raz – na jedno ze spotkań pofatygował się Dariusz Kaczanowski.

W pozostałych przypadkach byliśmy przez władze miasta jako stowarzyszenie ignorowani. Na wszelkie zgłaszane pomysły czy propozycje naszego współudziału w wydarzeniach mających miejsce w mieście, albo nie otrzymywaliśmy pozytywnej odpowiedzi, albo było to marginalizowanie w stopniu podważającym sens jakiegokolwiek zaangażowania ze strony stowarzyszenia. Co więcej, koledzy którzy włączyli się w działalność Żyrardowskiego Klubu Biznesu mówili wprost, że zaczynają mieć problemy z załatwianiem spraw w naszych urzędach. Oczywiście nie ma mowy o jakimś szykanowaniu wprost, ale każdy może sobie sam wyobrazić, jak można w urzędach człowiekowi życie utrudnić jeśli się tylko tego chce i ma ku temu wytyczne. W pewnym momencie zaczęto postrzegać aktywny udział w życiu Żyrardowskiego Klubu Biznesu jako ryzykowny.

Będąc pomysłodawcą i założycielem stowarzyszenia uznałem za stosowne chwilowe ograniczenie aktywności naszego ruchu, by z pełną energią, nowymi pomysłami i nowymi członkami przystąpić do działania kiedy klimat dla przedsiębiorczości w naszym mieście będzie bardziej sprzyjający. Przy odrobinie szczęścia może to nastąpić jeszcze w tym roku. Hamowanie rozwoju i aktywności ŻKB to jeden z przykładów uśmiercania pomysłów, o ile nie pochodzą one z „jedynego słusznego źródła”. Kryterium akceptacji nigdy nie stanowi jakość pomysłu, możliwe korzyści jakie jego wdrożenie komuś przyniesie ale to, że – przynajmniej w przypadku mojej osoby – „znowu Rdest coś wymyślił”.

Panie prezydencie, nie bój się Rdesta!

Dobry włodarz miasta to nie jest monarcha absolutny, który jako jedyny ma w mieście patent na wiedzę. Prezydent nie powinien panować, a służyć. Służyć mieszkańcom miasta. Jego wiedza i pomysły to wypadkowa pomysłów, potrzeb i potencjału mieszkańców. Jego mądrość powinna być mądrością zbiorową. O naszych seniorach pierwszy raz w swoich felietonach wspomniałem przy okazji wprowadzenia Żyrardowskiej Karty Seniora. Już wtedy należało konsultować potrzeby seniorów w tym zakresie, a nie oferować im zniżki we wstępie na lodowisko.
O seniorów trzeba bezwzględnie dbać. Wszyscy jesteśmy tu i teraz dzięki nim. Tylko, że można coś robić dla oka publiczności, dla poklasku albo wdzięczności przy urnie (a seniorzy to wierny
i zdyscyplinowany elektorat), albo można pomagać bardziej realnie poprzez odpowiednią alokację miejskich pieniędzy nie tam, gdzie są światła reflektorów, a tam gdzie są realne potrzeby.

Co można byłoby uczynić dobrego dla seniorów przekazując część kwot wydatkowanych na Telewizję Żyrardowską i przez tą telewizję pozyskiwanych od reklamodawców, gdyby je przeznaczyć na cele ludzi starszych w mieście? To pytanie otwarte, na które mam nadzieję, że odpowie prezydent albo jego polityczne zaplecze.

Tymczasem na najbliższej sesji Rady Miasta będzie poddana pod głosowanie uchwała w sprawie emisji obligacji komunalnych. Nie jest to temat nowy. Swego czasu już
o obligacjach pisałem. Poprzez emisję obligacji miasto ma pozyskać 12 mln zł. Te 12 mln zł to dług, który trzeba będzie spłacić wg opracowanego przez nasze władze harmonogramu w latach 2019 – 2028. Najciekawsza jest struktura tej spłaty. Otóż do roku 2024 włącznie będziemy spłacać po 0,5 mln zł rocznie. Później przez 2 lata po 1 mln zł, a następnie przez kolejne 2 lata po 3,5 mln zł rocznie. Biorąc pod uwagę, że prezydent Jasiński deklaruje w mediach, że wygra zbliżające się wybory już
w pierwszej turze, to taki harmonogram spłat byłby mu bardzo na rękę, bo teraz w roku wyborczym można będzie rozdysponować 12 mln zł, a w najbliżej kadencji 5. letniej trzeba będzie oddać tylko 3 mln zł (oczywiście plus kwoty wynikające z oprocentowania stanowiące zarobek pożyczającego te pieniądze).

Reszta przypadnie do spłaty potencjalnym następcom. Wiadomo – „po nas choćby potop”. Sprytne, ale najpierw trzeba panie prezydencie naprawdę wygrać.