Nowy sezon

Zgodnie z przedwakacyjną zapowiedzią, w trakcie letnich upałów konsekwentnie milczałem, nie zabierając głosu ani w sprawach mniej, ani bardziej istotnych. Wakacje się jednak skończyły

i wracamy – ja i wszyscy czytelnicy moich felietonów – do stałego rytmu wymiany myśli i poglądów. Niektórzy podczas mojego milczenia mieli czas – jak wojsko w trakcie rozejmu – na dokonanie przegrupowania i przemyślenie swojej strategii. Inni niczym jemioła bez swojego żywiciela, zupełnie nie istnieli w przestrzeni publicznej i teraz pewnie błogosławią Panu, że kres wakacji i moja ponowna aktywność, wydobędzie ich z niebytu. Co nas ominęło w tym czasie?

Jak wiemy sezon wakacyjny nazywany jest  sezonem ogórkowym i pewnie niejednemu redaktorowi spędza sen z powiek problem zapełnienia treścią łamów jego pisma. Toteż w skrócie możemy powiedzieć, że wiele nam nie umknęło, bo zbyt dużo się w tym czasie nie działo. O czym warto wspomnieć?

Chyba o tym, że ja zapisałem na swoim koncie osobisty sukces, udowadniając Panu Prezydentowi, że dla własnej popularności i politycznych celów, nie godzi się włodarzowi miasta, na bezprawne i nieuzasadnione posługiwanie się nazwiskiem jednego z mieszkańców (w tym przypadku akurat moim), aby straszyć resztę społeczności planowaną inwestycją. Inwestycją podmiotu, który ma swoją osobowość prawną
i nie ma żadnych podstaw, aby ten proces personalizować. W efekcie tego nieprzemyślanego działania, Prezydent Żyrardowa musiał zamieścić przeprosiny i wpłacić określoną kwotę tytułem zadośćuczynienia. Jedno i drugie obciążyło kasę miasta, przy czym zadośćuczynienie zostało przeze mnie przekazane na rzecz chorego chłopca, pilnie potrzebującego kosztownego leczenia. Nie zmienia to jednak faktu, że lekkomyślność ludzi zarządzających miastem, nie pierwszy już raz naraża finanse miasta na straty (jak choćby w przypadku wcześniejszych przegranych spraw w sądzie pracy). Przy okazji tej sprawy, czyli wykorzystania mojego nazwiska jako straszaka, chciałoby się zacytować klasyka – też polityka z lokalnego podwórka Pana Leszka Milera, że: „mężczyznę poznaje się nie po tym jak zaczyna, ale jak kończy”.

Prezydent zaczął z przytupem, ogłaszając wszem i wobec, że powstrzymał budowę „spalarni Krzysztofa Rdesta”. Jednak kiedy przegrał w sądzie, to zabrakło cywilnej odwagi, aby pod przeprosinami podpisać się imieniem, nazwiskiem i pełnioną funkcją. Zatem przeprosiło mnie miasto: Pan, Pani, Państwo – bo wszyscy jesteśmy cząstką tego miasta, a sprawca zamieszania zgrabnie się z tego zasądzonego obowiązku wywinął. Jak wszyscy wiemy sukces ma wielu ojców, porażka zwykle bywa sierotą. Pozostawiam ten fakt, do indywidualnej oceny czytelników.

Cóż poza tym? Na czas letnich upałów wyłączono z użytkowania zalew, który jak wiemy jest przedmiotem sztandarowej inwestycji miasta. Nic specjalnego się tam przez ten czas nie wydarzyło, a pierwsze widoczne prace ruszyły praktycznie na zakończenie sezonu kąpielowego. Pojawia się zatem pytanie, czy od razu nie można było tych działań zaplanować tak, aby jednak przez okres lata zalew funkcjonował dla mieszkańców miasta jako zorganizowana i zabezpieczona przez miasto forma letniej rekreacji?

Przy okazji z lektury naszej prasy z ubiegłego tygodnia dowiedziałem się, że istnieje problem z podmywaniem brzegu, co komplikuje czy wręcz na chwilę obecną uniemożliwia prace przy ścieżce rowerowej. Zapewne wzrosną z tego powodu koszty, bo wcześniej wprawdzie zbadano brzeg, ale tylko od jednej strony. Nasz zalew to w istocie nieco większy staw i zbadanie brzegów od wszystkich stron nie powinno stanowić większego problemu. Czyżby braki w profesjonalizmie
i wyobraźni?

Przy okazji tematów prasowych warto zauważyć, że jeden z żyrardowskich periodyków podjął temat przyszłorocznych wyborów samorządowych. Daje to początek zapewne całej fali spekulacji, kto zechce powalczyć i w konsekwencji zająć fotel prezydenta na następną kadencję. Wśród potencjalnych kandydatów wymienianych przez gazetę, znalazła się także i moja skromna osoba. Dla podtrzymania właściwego napięcia w naszym mieście, ani tych doniesień nie potwierdzę, ani im nie zaprzeczę. Niech wszyscy zainteresowani myślą, spekulują, układają strategie działania, tworzą koalicje i określają główne zagrożenia.

Myślę, że „nowy sezon” – posłużę się modnym ostatnio określeniem wykorzystywanym w różnych stacjach telewizyjnych – będzie gorący
i dostarczy nam mnóstwa wrażeń. Perspektywa utraty lub zdobycia ważnych foteli
w mieście, zapewne wyzwoli w potencjalnych kandydatach kreatywność i wolę walki, o jaką sami by siebie nie podejrzewali. Wszyscy niczym w tańcu godowym, będą stroszyli pióra, prężyli piersi
i wydawali groźne okrzyki. Ponieważ jak już wspomniałem, chcę dodatkowo  podgrzewać atmosferę, może więc i ja sam, niczym paw będę prezentował swoją osobę w tym szacownym gronie.  Zatem nowy sezon ogłaszam otwarty. Czytajmy, obserwujmy i przeżywajmy to razem. Zapraszam.