Ściśle jawne

W ostatnich czasach stało się tradycją, że inspiracji do moich spotkań z Państwem dostarczają żyrardowskie tygodniki. Tym razem jeden z nich jako informację tygodnia (sądząc po rozmiarze i topowym miejscu na 1 stronie) podał wydatki jakie pochłonęły podróże służbowe Przewodniczącego Rady Miasta. Temat ten wywołany przez prasę miał swój dalszy ciąg na sesji Rady Miasta. Kwota o której mówimy – 20 tys. zł – to jak wylicza gazeta koszty podróży służbowych do Rewala (4 razy), Francji, Niemiec, Krakowa i innych pomniejszych wyjazdów.

Nie chciałbym tutaj przesądzać o celowości tych peregrynacji. Bardziej niż wymieniona kwota, zaskoczyło mnie podejście Prezydenta i Jego „obozu” podczas próby wyjaśnienia tego problemu na wspomnianej sesji RM. Jeżeli każdy z wyjazdów Przewodniczącego (czy kogokolwiek z miejskich urzędników) był potrzebny i uzasadniony, to chyba nie ma nic zdrożnego, ani tym bardziej trudnego w wyjaśnieniu zainteresowanym, jakich ważnych spraw dane wyjazdy dotyczyły. Oczywiście odrębną kwestię stanowi fakt, czy 4 podróże do Rewala musiały kosztować aż 5 tys. zł. Zakładałem, że ktoś to kontroluje i w razie rozpasanych potrzeb socjalnych reprezentantów naszego miasta, jest w stanie powiedzieć „stop”. Na co dzień się nad tym nie zastanawiamy, ale w zasadzie w ilu gwiazdkowym hotelu powinien spać np. radny? Czy 3 gwiazdki to właściwy standard, a może nie powinno się liczyć na nocleg radnego poniżej 4 lub 5 gwiazdkowego poziomu? I kto o tym decyduje?

Na sesji dowiedziałem się z wypowiedzi Pana Prezydenta, że On w zasadzie nic nie może. Owszem, sprawdza i potwierdza fakt zaistnienia wydatków, to że „faktura jest fakturą” – jak stwierdził, natomiast jak się okazuje w ogóle nie ocenia merytorycznych podstaw takiej eskapady. Naiwnie uważałem, że pełną odpowiedzialność za finanse miasta ponosi jego „głowa”. Okazuje się, że „szyja” może w pewnym sensie działać i generować koszty niezależnie od „głowy”. Wróćmy jednak do sposobu zajęcia się tą sprawą na sesji. W swoim wystąpieniu Prezydent powiedział, że może tylko potwierdzić autentyczność faktury, nie ocenia merytorycznych przesłanek podróży oraz jej potencjalnych efektów lub ich braku. Przy okazji bardziej skoncentrował się na pochwale osoby, której sprawa dotyczyła, jakby uciekając tym samym od głównego motywu czyli samych podróży, ich kosztu i zasadności.

Jak wiemy Rada Miasta w przeważającej części składa się z osób przychylnych Prezydentowi, przy czym tą przychylność można rozumieć wielorako: jako ślepą wierność, wdzięczność, bezkrytyczną zależność itd. W praktyce oznacza to, że podjęcie tak niewygodnego tematu sprowadza się albo do przemilczenia go przez pozostałych (to w najlepszym wypadku), albo wręcz do absurdalnych ataków na tych, którzy ośmielili się wywołać temat pod publiczną dyskusję. A to wszystko w myśl fałszywie pojmowanej solidarności własnego obozu. I tutaj dochodzimy do kolejnego wątku dzisiejszego felietonu.

Od czasu kiedy powołana przeze mnie telewizja internetowa TJN przyjęła jako zasadę transmitowanie na żywo obrad sesji Rady Miasta, Telewizja Żyrardowska, aby nie zostawać z tyłu (a de facto nie tracić odbiorców na rzecz TJN) także zaczęła transmitować obrady na żywo. Z mojej strony zamysł był prosty: o tym co mówią radni, jaki jest ich rzeczywisty wkład w to, co się dzieje w mieście i jakim zaangażowaniem się wykazują, powinni wiedzieć wszyscy mieszkańcy, a nie tylko garstka stałych bywalców. Wcześniej Telewizja Żyrardowska pokazywała tylko wyselekcjonowane fragmenty, które zawsze w ciepłym świetle przedstawiały rządzących miastem. Chcąc nie chcąc postanowiono pokazywać wszystko. Jednakże w trakcie ostatniej sesji, w czasie kiedy omawiano ten kłopotliwy problem kosztownych podróży, transmisja nie była prowadzona, pomimo obecności na sali reprezentantów TŻ.

Zapewne po tym tekście, najbardziej żarliwi samozwańczy obrońcy prezydenckiej godności będą twierdzili, że było to spowodowane problemami technicznymi, ale to tłumaczenie będzie wiarygodne jedynie dla liderów naiwności. Od razu podpowiadam (żeby nie było blamażu) aby nie tłumaczyć się problemami z internetem, bo osobiście sprawdzałem i w danym momencie internet funkcjonował bez zarzutu.

Po raz kolejny Telewizja Żyrardowska udowodniła, że jest tylko tubą propagandową Prezydenta. Telewizja, która kosztuje miasto rocznie minimum 150 tys. zł, a biorąc pod uwagę pseudo reklamy jakie wykupują w tym medium miejskie spółki może to być kwota nawet rzędu 300 tys. zł, nie stanęła na wysokości zadania nie zapewniając transmisji na żywo.

Pewnie celowo dlatego, że temat był niewygodny. Innym wytłumaczeniem może jedynie być brak należytych kwalifikacji osób, które w chwili obecnej tą telewizję stanowią. Już raz stawiałem publiczne pytania o sposób funkcjonowania Telewizji Żyrardowskiej: kto odpowiada za merytoryczną jakość materiałów w niej transmitowanych? Kto zajmuje się stroną techniczną? Jaki jest model jej finansowania? Ilu jest pracowników zarówno etatowych, jak i na umowach cywilno-prawnych oraz firm świadczących odpłatnie usługi na jej rzecz?

Śledząc chociażby media społecznościowe można uznać, że obecnie główną postacią w TŻ jest osoba z postawionymi prokuratorskimi zarzutami z Art. 268 kk § 1. Dotychczasowi współpracownicy Telewizji Żyrardowskiej odchodzą sami lub tracą zajęcie, bo albo nie godzą się nowe standardy „współpracy”, albo są od tej współpracy odsuwani w myśl nowej polityki kadrowej. Miejskie pieniądze krążą pomiędzy pewnymi firmami, spółkami miejskimi, a Telewizją Żyrardowską. Zagadkę stanowi w czyjej kieszeni ostatecznie zostają.

Ja nadal twierdzę, że o miejskie pieniądze nikt nie umie należycie zadbać. Po Centrum Kultury gdzie stwierdzono spory deficyt finansowy i gdzie nie mogą zagrzać miejsca kolejni zarządzający tą instytucją, Telewizja Żyrardowska jawi się jako następny podmiot, gdzie przepływy pieniężne powinny być ściśle jawne, a są ściśle tajne, tworząc tym samym podatny grunt dla nieprawidłowości. Zaznaczam, że oficjalnie Telewizja Żyrardowska podlega… Centrum Kultury.

Czy nie zasługujemy jako mieszkańcy na telewizję z transparentnymi zasadami funkcjonowania i klarowną polityką kadrową i programową? Tym bardziej, że jest to telewizja występująca pod szyldem miasta – dodam: naszego wspólnego miasta.