Siedem grzechów głównych: 1. Pycha

Święto piękniejszej połowy ludzkości mamy już za sobą, zatem mogę dzisiaj powrócić do tematów bardziej prozaicznych, dotyczących naszej rodzimej piaskownicy politycznej. Na początku chciałbym podzielić się takim spostrzeżeniem, że oto w sieci na portalach społecznościowych pojawiają się nowe profile osób publicznych. Jakoś wielu zaczęło odczuwać potrzebę wypowiadania się w kwestiach publicznych korzystając z tego kanału komunikacji.

Czy to rzeczywiście jest potrzeba czy koniunkturalizm w najczystszej postaci? Jeżeli ktoś z racji funkcji jest osobą publiczną od 3,5 roku i dotychczas nie poczuwał się do żadnej wymiany myśli z tymi, którzy go na urząd swoimi głosami powołali, a odczuł ją w sposób gwałtowny i nagły na pół roku przed wyborami, to dla mnie odpowiedź jest jedna: interes polityczny. Każdy kto interesuje się życiem społecznym naszego miasta bez trudu wyszpera w sieci, którzy to z naszych światłych obywateli zadeklarowali lub wcielili w życie interaktywny kontakt z mieszkańcami poprzez media społecznościowe.

Ja natomiast chciałbym zająć się wypowiedziami udzielonymi w mediach przez dwóch z ojców naszego miasta. Najpierw oddając pierwszeństwo randze stanowiska odniosę się do wypowiedzi prezydenta miasta udzielonej jednej
z lokalnych gazet. Z niedowierzaniem czytałem tekst, w którym Wojciech Jasiński wyraża przekonanie, że zbliżające się wybory prezydenckie wygra już w pierwszej turze. O osobowości urzędującego prezydenta i jego ego mam wyrobione zdanie, jednak pokaz pychy jaki zaserwował nam prezydent Jasiński we wspomnianym wywiadzie wprawił mnie w prawdziwe zdumienie. Czytając ten tekst i obserwując od początku kadencji jak ewoluuje zachowanie urzędującego prezydenta zaczynam rozumieć jak funkcjonuje mechanizm leżący u podstaw narodzin wszelkich autokratów.

Wkraczając zwycięsko na scenę polityczną myślą sobie na początku: „Uff, udało się”. Później bardzo szybko uzupełniają te myśli o sobie stwierdzeniem: „Chyba naprawdę jestem dobry. A może nawet najlepszy!” W tym momencie pojawia się zwykle dwór, na którym prym wiedzie chór wszelkiej maści lizusów, którzy kadzą swojemu wodzowi cokolwiek by nie zrobił i czegokolwiek by nie powiedział. Wszystko jest doskonałe, mądre i wyjątkowe. Karmiona tym na co dzień miłość własna zaczyna wywierać wpływ na organizm niczym narkotyk. I takim odurzonym miłością własną jest nasz prezydent. Przez cały okres trwającej właśnie prezydentury systematycznie wskazuję błędy, brak działań lub chybione działania, których władze miasta mają wiele na swoim koncie. To jest ten widoczny dla wszystkich wierzchołek góry lodowej. Jest jeszcze ta część ukryta pod wodą czyli te tematy, na które mimo zadawanych pytań ciągle nie otrzymaliśmy odpowiedzi. I nie otrzymamy dopóki nie nastąpi zmiana w fotelu prezydenta.

Udzielenie uczciwych i rzeczowych odpowiedzi przez obecną ekipę przyczyniłoby się do jej całkowitej ruiny wizerunkowej. Jednakże arogancka postawa prezydenta odnośnie jego dokonań i w związku z tym zawłaszczenie potencjalnej wdzięczności mieszkańców, wcale nie jest udanym zabiegiem PR-owym.

Pycha zwykle kroczy przed upadkiem – tak skomentowałem wypowiedź prezydenta zapytany przez autorkę wywiadu, co na ten temat sądzę. Podobnie pewną siebie postawę, pełną pychy i arogancji prezentował przed wyborami prezydenckimi (tymi krajowymi) urzędujący wtedy prezydent Bronisław Komorowski. Jak się to dla niego skończyło – wszyscy wiemy. Czas pokaże czy tak samo będzie na naszym podwórku.

Pycha jaką zaprezentował prezydent Żyrardowa jest godna potępienia. Z siedmiu grzechów głównych wszak to właśnie pycha jest na 1. miejscu. Drugi pokaz pewności siebie graniczącej z arogancją dał jeden z zastępców prezydenta, a mianowicie Dariusz Kaczanowski. Na jednym z portali internetowych można znaleźć wywiad na temat tego, jak to sukces wyborczy może przewrócić w głowie. W sumie od razu należałoby postawić pytanie: i kto to mówi?

Pan wiceprezydent pokusił się w nim o własną ocenę żyrardowskiej sceny politycznej, rozważając szanse obecnego prezydenta na reelekcję oraz szanse potencjalnych kandydatów na przejęcie władzy. Pewnie przeczytał bym to jako ciekawostkę i nic z tym dalej nie robił, ale poświęcono w tym tekście kilka wersów także mojej skromnej osobie. Dlatego poczułem się usprawiedliwiony zabraniem głosu w sprawie głoszonych tam tez. Udzielający wywiadu w sprytny sposób próbuje przypisać mi ukryte intencje mojej aktywności społecznej.

Według jego opinii za wszystkim stoi interes mojej firmy i próba wybudowania spalarni pod bezpiecznym parasolem potencjalnej funkcji publicznej. Zastanawiam się jak długo można jeszcze grać tak zgraną kartą jak spalarnia odpadów? I jak niewielkim potencjałem innych argumentów przeciwko mojej osobie dysponować, aby wciąż posługiwać się tym tak dawno już przebrzmiałym? Zaprezentowane stanowisko jest niczym innym jak insynuacją, bowiem wielokrotnie publicznie deklarowałem, że spalarni w Żyrardowie nie będzie. Słusznie pan Kaczanowski zauważa, że umiem dbać o interesy swojej firmy. Bardzo szybko zrozumiałem, że bezpieczeństwa mojej firmy w żaden sposób nie mogę łączyć z jakością funkcjonowania lokalnego samorządu.

Bazując na danych z przeszłości łatwo można dojść do wniosku, że klimatu dla biznesu w naszym mieście nie było, nie ma, a czy kiedykolwiek będzie, to też wielka niewiadoma. Zadbałem o zabezpieczenie swoich interesów gdzie indziej. Pan wiceprezydent pokusił się także o ocenę moich możliwości poznawczych dotyczących zasad funkcjonowania samorządu oraz rozumienia pojęcia „interesu publicznego”.

Krótko mówiąc w opinii Dariusza Kaczanowskiego niestety nie mam o tym zielonego pojęcia. Za to on ma. Jest politykiem przez duże „P”, z szeregiem funkcji i aktywności politycznych na koncie. W jego ocenie to właśnie te „zasługi polityczne” stanowią najlepszą rekomendację do sprawnego zarządzania miastem. Czy my mieszkańcy się z tym zgadzamy? Większość z nas nie powierzyłaby politykowi klucza do komórki na węgiel z obawy, że później nie tylko nie znajdzie tam śladu węgla, ale może w ogóle nie zobaczyć już komórki. Jeżeli ktoś uważa, że politycy to osoby zaufania publicznego to albo jest naiwny, albo – jeśli mówi to akurat czynny polityk – jest to przejaw pychy nr 2. Pisanie o „zdrowych fundamentach finansowych” podczas gdy samemu jest się częścią pewnych układów towarzyskich, które wprost przekładają się na podejmowane decyzje polityczne, decyzje dotyczące zarządzania miastem oraz sposób alokacji miejskich środków finansowych, zakrawa co najmniej na ironię.

Tak więc doświadczyliśmy personifikacji pychy w dwóch odsłonach. Jak widać w naszym Urzędzie Miasta grzech zadomowił się na dobre, skoro na trzy najważniejsze fotele w mieście, aż z dwóch opary pychy unoszą się niczym toksyczne dymy z okolicznych kominów w mroźną noc. Czas już chyba wpuścić do urzędu egzorcystę. Natomiast nadszedł już chyba czas, aby siedzących w swoich fotelach polityków (oczywiście tych przez duże „P”) zastąpili sprawni menadżerowie. Bez układów, bez „pleców”, ale z otwartymi głowami i dobrymi pomysłami. Panom „P” już dziękujemy.