Wiosenne troski

Za oknami wiosna jak się patrzy, wszystko powoli budzi się do życia, zauważono już nawet pierwsze bociany. Zatem dlaczego w sercu moim i wielu moich rozmówców zamiast radości gości niepokój? Otóż otaczający nas świat, ten na wyciągnięcie ręki i ten dalszy – nieco „mityczny” – nie za bardzo napawa optymizmem. Dzieje się dużo, a w erze wszechobecnej informacji, żadne wieści nas nie omijają. Przy czym media chętniej raczą nas tymi złymi newsami z uwagi na ich bardziej sensacyjny i długotrwały efekt. Co nas więc niepokoi w naszym mieście czyli świecie na wyciągnięcie ręki? Poza tematami, które nurtują nas mieszkańców od dawna, a które już wielokrotnie poruszałem, ostatnio mój niepokój wywołuje pewna krążąca po mieście plotka.

Otóż osoby „dobrze poinformowane” twierdzą, że istnieje w naszym Urzędzie Miasta cicha dyrektywa mówiąca o spowalnianiu wszystkich możliwych inwestycji (oczywiście tych, które da się spowolnić bez widocznych konsekwencji) w celu wykreowania fajerwerków sukcesu w roku przyszłym. Dlaczego? Sprawa oczywista – wybory. Z tym, że ja i inni mieszkańcy miasta nie chcielibyśmy obserwować przez 3 lata działań pozornych, tylko po to, aby w 4 roku nastąpiła kumulacja szczęścia. I co, po wyborach powtórka z rozrywki czyli kolejne 3 lata ślizgania, a w 4 bum inwestycyjny? Jak wspomniałem to, o czym piszę jest krążącą po mieście plotką, ale jak wiemy w każdej plotce jest ziarno prawdy, a przywołane „osoby dobrze poinformowane” jeszcze nigdy w swoich informacjach nie minęły się znacząco z faktami.

Osobiście wolałbym aby tym razem plotka okazała się tylko plotką, bo chciałbym żyć w rozkwitającym mieście i nie mam tu na myśli tylko i wyłącznie przyrodniczych aspektów, ale rozkwitu jako takiego, gdzie w parze idzie rozwój ekonomiczny, kulturalny i – daj Boże – naukowy. Na podstawie ekstrapolacji danych z niedalekiej przeszłości śmiem twierdzić, że największe szanse mamy jednak na ten rozkwit związany z prawami natury, bo akurat tutaj dostaliśmy wspomaganie w postaci sporych dotacji na zieleń miejską. Miejmy nadzieję, że te pieniądze zostaną mądrze wykorzystane i to jeszcze w roku 2017, tak aby zieleń i kwiatowe kompozycje mogły nam towarzyszyć już tego lata, a nie dopiero na przyszłorocznych wiecach wyborczych.

Podsumowując ten wątek: bądźmy wyczuleni na tempo realizacji zapowiadanych wcześniej miejskich inwestycji. Obserwujmy tempo prac przy zalewie czy Kantorze, abyśmy mogli porównać ile wydarzy się w bieżącym roku, a ile w przyszłym. Wtedy będziemy w stanie wystawić obiektywną ocenę władzom. W kraju z kolei zamiast wiosennego rozkwitu obserwujemy typowe dla jesieni obumieranie. Czego? – spytacie Państwo – naszej armii, brzmi odpowiedź. Armii, która wbrew wszelkim zapowiedziom głównie szefostwa MON, zamiast rosnąć w siłę, w powszechnym osądzie ulega rozkładowi i powolnej destabilizacji. Oczywiście ocena sytuacji będzie zależała od prezentowanych poglądów i sympatii politycznych. Zwolennicy PiS-u powiedzą, że nic złego się nie dzieje, a popierający PO będą bili na alarm, że stajemy się nadzy i bezbronni. Myślę, że jak zwykle prawda leży gdzieś po środku. Jeżeli jednak pokusimy się o ocenę sytuacji stosując metodę faktów dokonanych to wyłania się następujący obraz: odwołano przetarg na śmigłowce argumentując to niekorzystnymi zapisami. Miał być nowy przetarg, nowe rozdanie, a kilka śmigłowców miało się pojawić na cito, z pominięciem procedury przetargowej. Do dzisiaj nie ma przetargu, nie ma śmigłowców, a ostatnia wypowiedź jednego z wysokich rangą urzędników MON po prostu zwala z nóg. Otóż zdaniem tego Pana nie ma się co śpieszyć z zakupem śmigłowców, bo ich zakup i tak nam nic nie pomoże, czyli nie podniesie zdolności bojowej naszej armii. Zapewne w zderzeniu z całą potęgą armii rosyjskiej jest to uzasadnione twierdzenie, ale idąc tym tokiem rozumowania może od razu zaopatrzmy się w białe flagi, a miliardy z budżetu na armię rozdysponujmy na inne pilne potrzeby naszego kraju. Wszak i tak jak nas zaatakują, to nie będzie nam dane nic innego jak tylko szybko skapitulować, więc po co trwonić na marne olbrzymie pieniądze?
Z armii mamy spektakularny odpływ wyższej kadry dowódczej. Wydaje mi się, że doszukiwanie się sensu naszego udziału w bojowych misjach poza granicami kraju, to tylko i wyłącznie (poza oczywiście aspektami moralnymi, humanitarnymi, zobowiązaniami sojuszniczymi itp.) zdobycie bezcennych doświadczeń na prawdziwym polu walki, którego żaden poligon nie zastąpi. Teraz ci, którzy te doświadczenia zdobywali za ciężkie pieniądze wydawane z naszego budżetu i z narażeniem własnego życia, odchodzą do cywila bo ktoś uznaje, że nie będzie żadnej różnicy „czy to Wicek czy Wacek będzie nosił szlify generalskie”.

Kolejna sprawa to zabawa ministra w przesuwanie wojsk pancernych wbrew wszelkim opiniom fachowców. Zakładając, że Pan Minister jest od wieków cywilem, jest więc także laikiem w sprawach militarnych. To, że wie z której strony czołg ma lufę i oglądał wszystkie odcinki „Czterech pancernych” nie predestynuje go jeszcze do podejmowania decyzji o charakterze sztabowym, bez oglądania się na opinię zawodowców i fachowców w temacie. Tak więc fakty niestety stoją po stronie przeciwników obecnego kierownictwa MON, bo jedyną przeciwwagę może dla tych działań stanowić tworzenie oddziałów obrony terytorialnej, co także nie jest działaniem pozbawionym kontrowersji. Oddziały te nie powstają bezkosztowo. Powstaje zatem pytanie: czy nie lepiej byłoby lokować te pieniądze w wojsku zawodowym, niż topić je w pospolitym ruszeniu, które w potencjalnym starciu z zawodową armią rosyjską byłoby z góry skazane na unicestwienie? Tak więc puentując dzisiejszy felieton: wiosna w koło, ale w sercu ile jest radości wywołanej budzącą się do życia przyrodą, jest też tyle samo troski, bo wydarzenia na naszych podwórkach – i tych bliższych i tych dalszych – nie napawają optymizmem.