Wrażliwość Prezydenta

Urząd prezydenta miasta to najbardziej eksponowana i publiczna z publicznych funkcji w samorządzie lokalnym. Osoba podejmująca się jej pełnienia decyduje się z jednej strony na rezygnację w dużej mierze z części prywatności, a z drugiej strony poprzez domniemanie i przyjęte obyczaje godzi się poddawać społecznej ocenie i krytyce. Tak w teorii powinno wyglądać sprawowanie urzędu w kontekście etyki, transparentności i dobrych obyczajów. W praktyce jednak różnie z tym bywa.

W odniesieniu do powyższego ciekawie przedstawia się sprawa pozwania szefa Stowarzyszenia „Chcemy wiedzieć” przez Prezydenta Żyrardowa za rzekome znieważenie jego osoby. Oczywiście każdy ma pełne prawo do oceny tego, co go znieważa, a co nie i do ewentualnego poddania swoich odczuć pod osąd niezawisłego sądu. Prezydent miasta nie stanowi tutaj wyjątku i też ma takie prawo. Zastanawia jednak potencjalny powód takiego rozwoju sytuacji. Jak można było przeczytać w jednej z naszych gazet, źródło konfliktu ma się znajdować w ujawnieniu w sieci przez wspomniane Stowarzyszenie faktur dotyczących II. Balu Charytatywnego Prezydenta Miasta Żyrardowa. O tym, że prawdopodobnie bal był w organizacji znacznie droższy niż potencjalne korzyści „charytatywne” przypuszczałem już dawno, wcale nie oglądając wystawionych za jego organizację faktur.

Ktoś kto organizował jakąkolwiek dużą imprezę zdaje sobie sprawę z poziomu kosztów. Ponadto impreza organizowana przez podmiot publiczny to o jakieś 50% większe wydatki niż gdyby organizował to jakikolwiek przedsiębiorca, firma czy ktokolwiek dysponujący własnymi, a nie powierzonymi finansami. Dlaczego? W urzędniczym świecie tak już jest, że albo nikomu nie zależy na tym jak duże pieniądze zostaną wydane (bo w końcu wydaje się nie swoje więc nie boli), albo nie ma nikogo, kto umiałby skutecznie negocjować stawki uwzględniające wszelkie atuty stojące po stronie zamawiającego/kupującego, tutaj: Urzędu Miasta.

Ponieważ byłem uczestnikiem tego balu, to mam wiedzę naocznego świadka jak bal wyglądał, jaka była frekwencja i jakie atrakcje. Osobiście uważam, że to czego byłem świadkiem – mówię o balu – musiało kosztować więcej niż wykazuje to Stowarzyszenie. Jednakże uważam, że sam bal jako wydarzenie integrujące różne środowiska naszego miasta, organizowany pod patronatem głowy miasta jest jak najbardziej potrzebny. W jednym z sąsiednich miast taki bal jest organizowany od wielu lat i przez wszystkich oceniany jako potrzebny i służący społeczeństwu miasta. Dobrze, że i u nas tego rodzaju impreza się pojawiła. Pierwiastek charytatywności towarzyszący temu wydarzeniu jest wtórny. To element wzbogacający i dający szansę określonych benefitów aktualnie wybranym potrzebującym. Niemniej jednak główny cel organizacji balu powinien być jednoznaczny: integracja różnych środowisk miasta w miłej i niekrępującej atmosferze.

Uczestnikiem balu może być każdy kto zakupi bilet. Tak więc nie ma barier (poza finansowymi, ale te o różnym poziomie istnieją zawsze i wszędzie), które uniemożliwiałyby wzięcie udziału w zabawie, w towarzystwie urzędującego prezydenta miasta. Oczywiście taki bal musi mieć określoną oprawę. Powaga urzędu wymaga aby poziom imprezy był odpowiednio imponujący. Jednakże należałoby z pełną świadomością zaplanować wydatki z tym związane w budżecie miasta. To z kolei pozwoliłoby właściwie kalkulować ceny biletów, ilość i koszty poszczególnych atrakcji oraz być może konieczność pozyskania wsparcia sponsorów.

Jeżeli jednak Urząd Miasta z założenia będzie chciał zamydlić oczy mieszkańcom i zachować fałszywie rozumianą poprawność polityczną „sprzedając” mieszkańcom bal jako tanią imprezę charytatywną, to pojawi się problem konieczności ukrywania części kosztów przed opinią publiczną. Obecnie mamy widoczną różnicę zdań pomiędzy Prezydentem Żyrardowa, a Stowarzyszeniem „Chcemy wiedzieć” dotyczącą kosztów organizacji balu i kwestii ich jawności. Przyznaję rację Prezydentowi, że taki bal jest miastu i jego mieszkańcom potrzebny. Przyznaję także rację Stowarzyszeniu, że ma prawo – jak i my wszyscy – wiedzieć, ile taka impreza miasto kosztuje i kto dokładnie za to płaci. W czym więc problem? Właśnie w tym, że władze naszego miasta często starają się trochę faktów przed nami ukryć. Gdyby funkcjonowało transparentne podejście do kwestii wydawania miejskich pieniędzy, to nie byłoby problemu z odpowiedziami na kłopotliwe pytania. Niestety bal to nie jedyny przykład ukrywania rzeczywistego finansowania. Telewizja Żyrardowska to kolejny podmiot funkcjonujący w takim niejasnym systemie wydatkowania naszych pieniędzy.

Czemu więc władze nie dostrzegają konieczności uporządkowania tego stanu rzeczy i wprowadzenia przejrzystych zasad finansowania? Większość z nas zna powiedzenie, że „w mętnej wodzie dobrze ryby łowić”. Utrzymując niejasne, zawoalowane metody finansowania można przy okazji realizować inne cele, które nie zawsze powinny być widoczne dla wszystkich. Wszak mógłby na tym ucierpieć autorytet władzy. Jednakże przykład sporu pomiędzy Prezydentem i Stowarzyszeniem pokazuje, że brak transparentności też może godzić we wrażliwość zainteresowanej strony, w tym przypadku Prezydenta Miasta. Osobiście odbieram to tak, jak prezes Stowarzyszenia jako próbę zastraszenia i zamknięcia ust, zwłaszcza biorąc pod uwagę kwotę zadośćuczynienia jakiej domaga się Prezydent. Żądana kwota 100 tys. złotych jest absolutnie nieadekwatna ani do poziomu dochodów którejkolwiek ze stron, jak i do skali zarzucanego przewinienia. Nie tędy droga Panie Prezydencie. Wytaczanie procesów obywatelom chcącym wiedzieć więcej raczej popularności Panu nie przysporzy. Sugerowałbym wyciągnięcie odpowiednich wniosków i przygotowania do kolejnego balu – zakładam, że taki się odbędzie – od razu prowadzić w świetle reflektorów i z przejrzystą sferą finansową. W moim przekonaniu taki bal wcale nie musi się organizatorom zwracać.

Trzeba przyjąć, że jest to dla miasta taki sam koszt, jakim jest występ znanego artysty podczas Święta Lnu. Jednakże zawczasu powinien być określony akceptowalny poziom tego kosztu, na ile miasto może sobie pozwolić, a ile powinno pozyskać ze sprzedaży biletów i od sponsorów. Większość z nas mogłaby rzec: nic odkrywczego, a jednak ta prosta zasada w naszym mieście zdaje się nie zawsze funkcjonować. Zamiast tego cierpi wrażliwość Prezydenta, który czuje się osobiście znieważany próbami dociekania prawdy jakby zapominając, że przyjmując na siebie urząd decyduje się przede wszystkim na przestrzeganie określonych zasad, a w konsekwencji poddaje się obywatelskiej kontroli swoich działań, o czym wspominałem na wstępie niniejszego tekstu.