Żyrardów pod lupą CBA!

Święta, święta i po świętach. Czas zatem wrócić do spraw, które zaprzątają nasze głowy już nie od święta, ale na co dzień. Taką sprawą jest zainteresowanie służb – z którymi większość z nas nie chciałaby mieć do czynienia – Żyrardowską Telewizją i osobami z nią powiązanymi. Najpierw informacja dotarła do Rady Miasta Żyrardowa jako oficjalne pismo od Regionalnej Izby Obrachunkowej w Warszawie, która to na wniosek Centralnego Biura Antykorupcyjnego oczekuje sprawdzenia i wyjaśnienia czy nie została naruszona dyscyplina finansów publicznych w aspekcie zadań realizowanych przez Centrum Kultury i formalnie (ale tylko formalnie) podległą jej Telewizję Żyrardowską.

CBA jak wynika z załączonych dokumentów (w których posiadanie wszedłem) postanowiło zająć się sprawą na skutek anonimowej skargi, jaka wpłynęła drogą elektroniczną na ich skrzynkę mailową. Treść skargi została udostępniona jako załącznik zarówno Regionalnej Izbie Obrachunkowej, jak i naszym radnym. Ponieważ jak mniemam ową skargę pisała osoba będąca bliżej tej „stajni Augiasza” jak kiedyś nazwałem nasze instytucje „kultury”, a zatem będąca także znacznie lepiej poinformowana ode mnie co się tam wyprawia, pozwolę sobie zacytować kilka fragmentów tego tekstu, aby bez przekłamań przekazać na czym polega problem.

Najpierw autor precyzuje kogo dotyczą wskazywane nadużycia: „Prowadzę portal informacyjny w Żyrardowie, dotarłem do dokumentów i zebrałem informacje, które mogą świadczyć o tym, że firma Leking Media Kinga Jędrasik, producent Telewizji Żyrardowskiej jest w dziwny sposób finansowana czy dotowana poprzez szereg spółek miejskich w Żyrardowie jak i Centrum Kultury podlegające również pod Urząd Miasta Żyrardowa (pisownia oryginalna – przyp. aut.)”. Tak więc poznajemy głównego bohatera (a raczej bohaterkę) i miejsce akcji. Teraz autor przechodzi do opisu metod działania: „(…) okazuje się, że ta prywatna firma, kupowała sobie za pomocą budżetu Centrum Kultury sprzęt firmowy, oprogramowanie, meble, kable itp – na co najmniej 17 tysięcy złotych. Firma ta miała też swoją redakcję w najbardziej prestiżowym miejscu w Żyrardowie – w żyrardowskiej Resursie – z tego co ustaliłem nie płaciła ani za wynajem, ani za media (…)”. I dalej: „Co więcej, w Centrum Kultury zatrudniono specjalnie dla tej firmy (Leking Media Kinga Jędrasik – przyp. aut.), dziewczynę na umowę zlecenie, która była całkowicie oddelegowana do zadań na rzecz Leking Media – na kwotę co najmniej 12 tysięcy złotych.” Następnie padają kwoty jakie płacą spółki miejskie za emisję swojego logo na planszy reklamowej TŻ: „(…) Dodatkowo firma ta otrzymuje ze spółek miejskich co miesiąc kwoty za publikowanie loga spółek miejskich przed każdym z odcinków, logo pojawia się 2 sekundy.

I tak np. spółka Przedsiębiorstwo Gospodarki mieszkaniowej Sp. z o.o. płaci za to co miesiąc 469 zł, ale już np. spółka Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej Sp. z o.o. za to samo płaci 4428 zł.” Swoją drogą pomijając już to, do czyjej kieszeni wpadają te pieniądza, to zastanawia i szokuje jednocześnie rozbieżność cenowa. Albo prezes PGM jest – używając miejskiego slangu – „sztywniejszym gościem”
i wprawdzie płaci daninę, ale minimalną, albo z drugiej strony pani prezes PGK jest wyjątkową miłośniczką kultury i w związku z tym nie żałuje grosza, aby ta mogła osiągnąć jak najwyższe loty. Zatem za to samo płaci 10x więcej niż druga wymieniona w skardze spółka, aby tylko wyrwać żyrardowian z bagien ciemnoty, chamstwa i zabobonów.

Zresztą pani prezes już nie pierwszy raz pokazała, że ma szczodrą rękę do wydawania nieswoich pieniędzy. Tutaj się pojawia pytanie co
z innymi spółkami, które pojawiają się na planszy reklamowej? Nie płacą wcale czy autorowi skargi nie udało się tego ustalić? Mam jednak cichą nadzieję, że skoro ten temat już tak daleko zabrnął, to powołani do wyjaśnienia tej sprawy członkowie komisji rewizyjnej w trosce o własny interes wyjaśnią tą sprawę do końca i wreszcie dowiemy się kto, ile, za co i komu płaci w Telewizji Żyrardowskiej.

Wracając do samej skargi mamy już główną bohaterkę, mamy miejsce akcji, ale autor wspomina także o gwieździe drugiego planu, bez której rola pierwszoplanowa byłaby niemożliwa do odegrania. Spójrzmy zatem co zeznaje autor: „Słyszałem plotki, że prowadząca firmę pani Kinga Jędrasik ma bliskie kontakty prywatne z Panem Prezydentem Wojciechem Jasińskim i wszystko na to wskazuje, że właśnie dlatego firma ta korzysta z tak dużego wsparcia na koszt podatnika, inaczej byłoby to uważam mało możliwe.” I tak zdaje się opadać zasłona milczenia, dlaczego pewne sprawy w naszym mieście idą takimi, a nie innymi torami. Ile w tej skardze jest prawdy, a ile konfabulacji wierzę, że wyjaśni powołana do tego komisja rewizyjna, a jej ustalenia zweryfikuje Centralne Biuro Antykorupcyjne.

O niejasnej sytuacji finansowej i personalnej Centrum Kultury i Telewizji Żyrardowskiej na przestrzeni ostatnich lat pisałem chyba kilkukrotnie. Osoba głównej bohaterki z cytowanej skargi też była już poruszana w moich felietonach. Jeżeli sprawy będą dalej podążały
w tym kierunku, to wszystkie wydane pieniądze na PR prezydenta pójdą na marne, bo wizerunek statecznego ojca miasta, zatroskanego gospodarza i dobrego, szczerego człowieka runie w drzazgi.

Nie pomogą kolorowe wydawnictwa, nie pomoże pseudo obiektywne wsparcie niby niezależnych (ale na pewno nieuczciwie przejętych i zawłaszczonych) mediów, nie pomoże nawet publiczne dźwiganie krzyża (co samo w sobie jest chwalebne pod warunkiem, że nie jest tylko obliczoną na określony efekt pozą, a ostatecznym potwierdzeniem zasad moralnych i etycznych, które ten krzyż symbolizuje). Tak to już na tym świecie jest poukładane, że prawda wcześniej czy później na wierzch wypływa, a hipokryzja zostaje bezlitośnie obnażona.

Co pozostaje? Dla miasta wymierne straty, a w sferze osobistej wstyd i konieczność spuszczania wzroku w kontaktach ze współobywatelami. Zapewne zainteresowani tym tematem czytali jeszcze inne rewelacje około kulturalne Żyrardowa w mediach społecznościowych i na portalach „zatroskanych o stan miasta obywateli”, które notabene w okresie wyborczym zdają się rozmnażać niczym rzęsa wodna. Pozytywny efekt tej aktywności jest taki, że to co było dotychczas tajemnicą naszych urzędniczych elit, wychodzi teraz na światło dzienne i każdy z mieszkańców może zobaczyć jak naprawdę mają się nasze sprawy.

Żyrardów pod lupą CBA pokaże zapewne zupełnie inne oblicze od tego, które możemy oglądać w relacjach Telewizji Żyrardowskiej. Ciekawe czy TŻ nakręci materiał na ten temat? Ja natomiast zdecydowałem się opisać tą sprawę dokładniej, ponieważ plotki o niej krążyły po mieście już od kilkunastu dni, ale mało kto wiedział, o co dokładnie chodziło. Radni miejscy w większości jakoś specjalnie tematu nie rozwijali. Wszak wszystko dzieje się przecież pod ich czujnym wzrokiem.

Trzeba będzie się chyba publicznie przyznać, że te oczy były na pewne sprawy przymknięte. Za to teraz nasze – mieszkańców miasta – otwarte są szeroko: ze zdumienia oraz żeby widzieć i wiedzieć więcej.