Żywy symbol

Wiosna roku 1918: schyłek pierwszej wojennej pożogi, która ogarnęła prawie cały świat. Alianci zmęczeni i wykrwawieni, w Niemczech bunty i anarchia, w Rosji nie ma już cara, a cała Europa zrujnowana w ciągu 4 lat wojny szuka sposobu na zakończenie tego przerażającego w swojej skali konfliktu. Konfliktu, który miał zmienić skostniały porządek rzeczy w ówczesnym świecie. Konfliktu, w który młodzi mężczyźni każdej ze stron wkraczali z uśmiechem i śpiewem na ustach. Miał przecież trwać tylko chwilę, a im przynieść łatwe zwycięstwo, chwałę i sławę wojenną. W rzeczywistości miliony z nich pogrzebał, ale faktycznie przyniósł zmiany, które na zawsze odmieniły tamten świat. Waliły się monarchie, a narody będące dotychczas pod obcym panowaniem coraz śmielej występowały w imię odzyskania własnej państwowości. Sen Polaków o powrocie na mapy świata powoli zdawał się ziszczać, chociaż wiosnę tego roku Józef Piłsudski – późniejszy symbol odzyskanej niepodległości – spędzał jeszcze jako osadzony w Magdeburgu.Wtedy właśnie przyszła na świat – dokładnie 14 marca 1918 r. – babcia mojej żony. Babcia Ziuta zdążyła się jeszcze urodzić w świecie, który my znamy jedynie z nielicznych ujęć filmowych, na których groteskowo poruszający się ludzie funkcjonują w jakiejś nierealnej dla nas rzeczywistości. Czarno-białe obrazy pokazują całkowicie inny świat, innych ludzi i ich ówczesną rzeczywistość, którą my mimo zachowanych przekazów, filmów i zdjęć ledwo możemy sobie wyobrazić. Babcia Ziuta właśnie wtedy pojawiła się na świecie. Miała szczęście urodzić się w roku, w którym kilka miesięcy później Polska po 123 latach niebytu odzyskała niepodległość. W późniejszych latach ta niepodległość była ponownie nam odbierana lub ograniczana, abyśmy ostatecznie dzisiaj mogli czuć się wolnymi i pełnoprawnymi obywatelami naszego kraju, Europy i świata. A babcia Ziuta – żywy symbol tych 100. lat od wyzwolenia się spod jarzma zaborców – wciąż żyje i ma się dobrze.

Niedawno obchodziła swoje 100. urodziny. Jest kobietą, która zdumiewa jak na swój wiek dobrą formą fizyczną i intelektualną. Wiele osób będących młodszymi od niej o 20 lat nie potrafi jej w tym względzie dorównać. Jaka jest recepta na długowieczność i to w takiej kondycji? – pyta niemal każdy, kto babcię Ziutę ma lub miał okazję poznać. Życie wcale babci Ziuty nie rozpieszczało. Pochodzi z chłopskiej rodziny ze wsi Benenard. Jej mama wyszła za mąż w wieku 18 lat za dużo starszego od siebie mężczyznę. Ojciec zmarł kiedy babcia była jeszcze młodą dziewczyną. Całe swoje dorosłe życie przepracowała w Żyrardowie, najpierw w tzw. „bawełniance”, a później w Zakładach Tkanin Chemicznych. Pracowała na 3 zmiany, a po powrocie do domu często jeszcze pomagała mężowi, który był znanym w Żyrardowie fryzjerem. Jego zakład fryzjerski mieścił się na dworcu kolejowym, ale w tamtych czasach wiele kobiet przychodziło robić sobie trwałą ondulację wprost do domu fryzjera, zwłaszcza popołudniami czy wieczorem. Babcia pomagała zarówno przy samych zabiegach fryzjerskich, jak również przy czynnościach pomocniczo-porządkowych. Poza tym wychowywała syna, który później także został fryzjerem, a po śmierci ojca przejął zakład. Babcia Ziuta nadal była pomocna w prowadzeniu fryzjerskiego biznesu.

Jej życie w okresie PRL-u nie odbiegało od tego jakiego doświadczały w tej epoce inne kobiety spoza elit władzy: praca, obowiązki domowe, a poza tym kolejki, kolejki i jeszcze raz kolejki. Po wszystko. Babcia stając w kolejkę starała się zaopatrywać cała rodzinę. Często zdarzało się, że w takiej kolejce ustawiała się już nocą. Pewnego razu w czasie stanu wojennego, milicja złośliwie zgarnęła takich kolejkowiczów spod sklepu „rawskiego” i wywiozła za Wiskitki, aby długi spacer zniechęcił ich do niszczenia wizerunku władz i socjalistycznej ojczyzny takim nieodpowiedzialnym, nocnym wystawaniem pod sklepem. Babcia wróciła do domu na piechotę.

Nie było to dla niej jakieś wielkie wyzwanie. Zawsze jeździła rowerem. Jeździła aż do 92. roku życia i pewnie jeździłaby dłużej gdyby nie skradziono jej roweru. Oczywiście od razu kupiliśmy jej nowy rower, ale nie był to Jubilat, którym babcia jeździła od zawsze i na nowym rowerze już się nie odnalazła. Moja żona wspomina wspólne rowerowe wyjazdy z babcią, kiedy to jeździły do rodziny na wsi. Babcia dzielnie pedałowała, a mała Agnieszka siedziała w wiklinowym koszyczku umieszczonym na kierownicy. Babcia zawsze była bardzo samodzielna. Mając 80 lat sama jeździła autobusem do Płocka w odwiedziny do brata, a po jego śmierci kontynuowała podróże do bratowej. Jednym z ulubionych zajęć babci Ziuty było zbieranie grzybów. Natomiast w domu bardzo lubiła prasować. Prasowała wszystko, nawet skarpetki.

Dzisiaj babcia jest szczęśliwą mieszkanką Domu Pomocy Społecznej przy Sosabowskiego. Atmosfera tego miejsca bardzo jej służy. Po pierwszych, trudniejszych miesiącach babcia w końcu się zaaklimatyzowała i jak sama twierdzi: „wie, że żyje”. Pewnie duże znaczenie ma stałe towarzystwo innych osób, którego w dzisiejszych „szybkich” czasach nie sposób zapewnić starszej osobie w takim wymiarze, kiedy mieszka w samodzielnym mieszkaniu. Ciągle żywa, ciągle chłonąca życie, wciąż z tym życiem jest na bieżąco. Samodzielnie obsługuje telefon komórkowy, nie używając przy tym okularów. Jest nieźle zorientowana w wydarzeniach sportowych.

Wracając do wspomnianej recepty na długowieczność: babcia nigdy nie stosowała żadnej diety. Jadła i je wszystko. Sama robiła doskonałe pierogi i knedle. Z upodobaniem zajada się orzechami włoskimi. Pozbawione łupin namacza w ciepłej wodzie aby pozbyć się gorzkich skórek i później z wielkim apetytem zjada nawet całą garść. Natomiast nigdy nie paliła papierosów i zawsze była wrogiem jakichkolwiek lekarstw. Stawiała na medycynę naturalną, albo na metodę „samo weszło – samo wyjdzie”. Nie można było jej namówić nawet na zażycie tabletki od bólu głowy.

Blisko rok temu wykryto u babci niegroźny nowotwór pod okiem. W tym przypadku babcia bez zbędnego ociągania zdecydowała się poddać odpowiedniemu zabiegowi i na dzień dzisiejszy wszystko jest w porządku. Mimo swoich 100 lat babcia wciąż o czymś marzy. Teraz ma dwa marzenia: zobaczyć z bliska samolot i dożyć 105 urodzin. W międzyczasie chciałaby bawić się na weselu swojej prawnuczki. Na naszym srebrnym weselu, które miało miejsce 4 lata temu, babcia bawiła się do późnej nocy, zadziwiając innych gości wytrzymałością i dobrym nastrojem.

Wszyscy mamy nadzieję, że marzenia babci się spełnią. To dotyczące samolotu zostanie wkrótce urzeczywistnione. LOT, który będzie w tym roku obchodził 90. rocznicę powstania, zaprosił babcię Ziutę na zwiedzanie Boeinga 787 Dreamliner. W końcu babcia Ziuta jest o całe 10 lat starsza od naszych szacownych linii lotniczych. Jubilatka z racji swoich urodzin przeżywa obecnie okres wzmożonego zainteresowania. Wszyscy starają się uhonorować 100 latkę przesyłając życzenia, kwiaty czy odwiedzając ją osobiście. Tym, którzy zdecydowali się uczcić urodziny naszej kochanej babci serdecznie dziękujemy.

Jesteśmy dumni, że w setną rocznicę odzyskania naszej niepodległości możemy także świętować setne urodziny mieszkanki naszego miasta. Kobiety, którą możemy podziwiać za doskonałą formę, będącej ostoją rodziny i przekazywanych z pokolenia na pokolenie wartości.

Babcia Ziuta to żywy symbol. Miała zwykłe życie jak tysiące innych ludzi, ale to tacy właśnie ludzie są solą tej ziemi. Bóg dał jej długie życie, Bóg sprawił, że żyje w tym mieście, Bogu dziękujemy, że to nasza babcia – babcia Ziuta. 200 lat babciu!